Najnowsze Wpisy

ZAKON 2 Komentarze (0)
08. lipca 2018 14:55:00
linkologia.pl spis.pl

 ZAKON KSIĘGA PIERWSZA CZĘŚĆ DRUGA

Barabasz

Przywódca świstaków, jego najmocniejszą stroną jest siła oraz porządne szkolenie od okiem najlepszych – przekazaną przez mistrzów wiedzę wykorzystuje do walki oraz do nauki innych

Mistrz ciętej riposty, … choć czasami najpierw bije potem patrzy, kogo

Walczy nożami

Der

Młodszy brat Barabasza, niestety szalejący wirus dosięgnął i jego powodując wyrośnięcie dodatkowej pary łap(, co później jednak pokazało swe uroki) – posługuje się bronią palną, stara się zapanować nad porywczym bratem.

Przez kilka lat pracował dla gangu pod fikcyjnym imieniem Fex

Agent

Nieodłączny towarzysz każdej wyprawy Barabasza i Der’a … po wielu treningach i bólach wreszcie został uznany przez przywódcę … służy bogatym arsenałem broni palnej oraz znajomością zabezpieczeń. 

Finn

Szybki i zwinny świstak walczący metalowymi ciężarkami … ma niebieską sierść oraz irokeza

Hink

Jeden z czterech strażników.. Na ogół milczący, dużo rozmyślający, walczący pięściami

Klin

Drugi ze strażników …walczący w pierwszej linii za pomocą dzidy

Garry

Spec w broni zasięgowej.. Ale cichej … jego celne oko ustrzeliło już niejednego mutanta

Brand

Świstak o srebrnej sierści i poważnym wyrazie twarzy …. Strzela z broni szturmowej ( srebrny shotgun z możliwością montażu kilku luf), którą dostał od dziadka

Sędzia

Walczy młotkiem i jest najbardziej opanowanym i ogarniętym świstakiem w całym zgromadzeniu … ma na swoje rozkazy mnóstwo świstaków przysięgłych

Robot

Ulepszony przez Barabasza prezent świąteczny, potrafi przyjmować formy różnych pojazdów oraz dysponuje szerokim wachlarzem uzbrojenia

Zink

Kiedyś znany, jako wojownik. Zink a właściwie mistrz Zink przybył z zapomnianej krainy zamieszkanej przez zapomniane plemię.. Walczy za pomocą topora, który wraca do jego ręki … posługuje się też magią run, potrafi przyzywać kilka totemów strażniczych.. Oraz ma swojego wiernego piekielnego psa potrafiącego hipnotyzować oraz strzelać kulami ognia, umie też zmieniać rozmiary

Nica      

Najstarsza z pośród wybrańców, uciekła z tajnego ośrodka gdzie była więziona za sprawą długów jej ojca – walczy kataną, potrafi leczyć oraz przygotowywać proste mikstury

Klawiusz

Może i nie zbyt silny, ale za to bardzo inteligentny, powinien już dawno nie żyć – zaraził się wirusem pracując w polu.

Jest dzieckiem ulicy, ……ale za to nie ma dla niego trudnej zagadki

Jing i Jang

Ona ( Jang) ma długie brązowe włosy, ciepłe oczy w takim samym kolorze oraz umiejętność walki bronią ciężką oraz jednoręczną

Przez czternaście lat nie widziała brata, – kiedy miała dwa lata a brat rok … zostali rozdzieleni, ona wysłana do szkoły gdzie była przygotowywana do walki, a on został w domu, w luksusie, nie śpiąc na śmierdzącej pryczy, nie biegając nie raz przez całą noc w zimie i błocie, nie jadając owadów i szczurów …nie musząc się użerać z innymi.

Szkoła nauczyła ją dwóch rzeczy: jak przetrwać w świecie, który uznany był przez NICH za wymarły.. Pewnie teraz nawet nie żałują.. Może planują zemstę?

Ale teraz, kiedy o tym myśli.. Szkoła …. To ona pomogła jej ( umiejącej budować pułapki, znajdować jedzenie i picie oraz walczącej) (I to jak, dzięki szkoleniu wyspecjalizowała się w posługiwaniu Harłakiem – metalowym kijem z czarnym guzikiem na końcu, którego naciśnięcie powoduje … wysunięcie się sześciu zawieszonych na linkach haków a właściwie ostrzy w kształcie zakrzywionych pazurów rapotiksa ( Szybkiej i zwinnej mięsożernej i padlinożernej bestii, o bardzo dobrym wzroku … oraz długich łapach z zakrzywionymi hakowatymi pazurami)

Jej brat … zna go właściwie od kilku dni.. Odkąd postanowiła wrócić do „domu”

Ruin … zrównanych z ziemią szarych obrośniętych mchem ruin …. Siedział tam i jadł surową dżdżownicę olbrzyma

Oraz druga „Absolutnie nikomu nie ufaj” – w szkole, gdzie dzieliła pokój z trzema chłopakami, którzy i może byli silni ( jeden walczący kastetami, drugi nunaczako, trzeci specjalnym karbonowym ostrzem a czwarty siłą umysłu

On Jing młodszy o dwa lata od siostry … może nie potrafi walczyć, ale siostra o tym nie wie, nie może się dowiedzieć o jego mocy

Pamięta jak.. ( Ech też mógł zapisać się do tej szkoły) kilka dni temu … pił wodę z tego źródła … potem czuł ból.. A potem.. To coś na ręce.. I mina tego sprzedawcy, kiedy kradł.. To pudełko z jedzeniem …, pamięta tylko, że jego ręka zalśniła na jasno zielony kolor a potem te cienie … ta mgła … ciekawe, co on zobaczył

Ma chłodne białe włosy oraz niebieskie oczy

Path

Między wymiarowy podróżnik … przebywający na Ziemi … na delegacji, lubi rozmyślać, potrafi przepowiadać przyszłość, jego talentem jest magia i jego niezrównany kostur z czerwonym nieregularnym kamieniem – darem od Starych Panów

Nie pamięta swojej młodości …. Znaczy nie tej prawdziwej – chodzi o to, że jest to jego kolejne wcielenie …. Jego dusza przetrzymywana była w słoiku …. Jego myśli odbierał ktoś na łączu.. On dawał mu życie.. Nie mógł zginąć dopóki nie wypełnił swojego zadania, ( Co było trudne, jeśli raz byłeś komórką bakteryjną)

Czasami miewa przebłyski i wizje …

  Jego oczy są szare jak kamienie, mówi powoli ciepłym głosem, pocierając przy tym swoją krótką brodę

Chodzi zamyślony

Świnia – M

Teoretycznie powinien nie żyć, ale jego medycy go poskładali … teraz znów może walczyć, choć potrzebuje pomocników

Chon

Ma krótkie czerwone włosy oraz białe małe oczy …….Walczy Hainksem ( jednym hakiem na metalowym kiju)

Sue

Ma długie czarne włosy ….. Czerwone oczy ….. Walczy Swerhelzesm ( dwoma małymi urządzeniami zaopatrzonymi w rząd małych ostrzy, mogą razić prądem)

Zombie

Ożywieniec, niezbyt rozgarnięty, ale za to ….. Ciężko go zniszczyć

Rolnik Featr

Miejscowy farmer sprzedający głównie jabłka, cebule i ser … niestety nie było z tego wielkich zysków ….. A On znał się na sztuce dyplomacji

Jeszcze jedna kolejka –powiedział Der

Się robi – odparł Chuck zza baru

Dobra, poczekam – rzekł Der spoglądając na kowboja, który wrócił właśnie z Teksasu.. Wraz z kilkoma skrzyniami nowych trunków, które teraz błyszczały na kilku drewnianych półkach, na niektórych pozostały jeszcze ślady zacieków.. Te trunki „Są takie piękne „ pomyślał Der przenosząc wzrok po kolei po półkach.. Na tej najniższej piętrzyły się zwykłe rozwadniacze – najsłabsze trunki ( głównie produkcji Rosyjskiej), wyżej drinki typowo Amerykańskiej roboty, co przypominało świstakowi dobre czasy, które już chyba nie wrócą.. Przypomniał sobie jak razem ze swoim bratem oraz jego dwoma kolegami pili wyborny bimber z trocin na podwórku jednego z nich … albo to, kiedy przyjechała policja, tych policjantów, którzy ruszyli do wylegitymowania czwórki osobników, Der słyszał jak Barabasz jak szeptał pod nosem jeden ze swoich tekstów, szkoda, że nie wprowadził go w życie, treść była wielce obiecująca „Nie …nie mam dokumentów …. Noże w gardle mogą być?”.

Zaraz po tym policjanci uciekli ….. Wśród krzyków dało się też słyszeć strzały z dubeltówki

Choćby jasno brązowa whisky, brązowa błyszcząca szkocka albo czerwone wino w pękatym dzbanie, trzecia półka „Dobre, ale dupy nie urywa”, czyli trunki troszeczkę mocniejsze choćby sos wasabi czy zmieszany dżin z whisky pod nazwą Rewolwerowiec.. Obok którego stoi w równym rzędzie czterdzieści różnych kalibrów – od lekkiego szaro żółtego denaturatu do mocniejszego – sławnego jadu kobry lub prawdziwa gruba Berta.. Czyli ……wysoko proteinowa mieszanka produkcji samego Chucka, (który swoją drogą mógłby tu dorabiać), na którą składają się: jajka, musztarda, majonez, pieprz, sól, cytryna, limonka, granat oraz whisky, i mleko ( można zagryźć kotletem schabowym).

Na samej górze stała tylko jedna butelka ….. Samotna, ale duża – równo trzy litry zielonej falującej substancji, bez dodatku cukru, skrobi czy barwników – czysta niepasteryzowana wódka kaktusowa – to dopiero potrafi sponiewierać.

Świstak przeniósł wzrok na naprawioną ścianę budynku w miejscu szczeliny zrobionej drzwiami baru, które też przeszły renowację ( zostały pomalowane na jaskrawo czerwony kolor oraz przyozdobione czaszkami byków …. Ściana w miejscu uderzenie została załatana prowizoryczną zaprawą na bazie kleju następnie dodatkowo zamaskowana żółtym pigmentem, na którym teraz wisi duża drewniana tabliczka z wyciętym napisem „Panderoza” oraz rozpiską rozrywek – jakby ktoś nie wiedział, dodatkowo została nagrana płyta z instrukcjami dla niewidomych, została zrobiona dodatkowa toaleta dla rannych oraz centrum pierwszej pomocy przydatne zwykle zaraz po tym jak pierwsza butelka uderzy o kant stołu.

Okrągłe stoły wzmocniono żelaznymi ukuciami, ale nie przytwierdzono ich do podłogi, krzesła natomiast otrzymały złote numerki ….. Jednak jedna rzecz pozostała niezmienna ( nie licząc tarczy do rzutek, szafy grającej uzupełnionej o nowe przeboje, oraz pianina, do którego dokupiono nowy szary stołek na trzech nogach.

Jednak najważniejsze było stare dobre towarzystwo …. Te kaprawe pełne nienawiści, zmęczone lub znudzone twarze, które tylko czekają na znak ….

Ej Der … łap!- Krzyknął kowboj rzucając w stronę świstaka białym kuflem wypełnionym …….

Wyborne …. Po byku – rzekł świstak i oblizał pianę.

Dobra, może się zbieramy – zaproponował robot, przekrzywiając swoje czerwone oko.

Jeszcze chwila …hep …. Ja stawiam – odparł Der

I to rozumiem – odparł Chuck, próbując wyłapać pośród ryków radości zamówienia.

A tak w ogóle ile my … tu już siedzimy?-Spytał agent ustawiając na stole kolejny rząd naboi.

Będzie ze dwa dni..- Odparł Chuck wycierając pusty kufel, kładąc go potem na odpowiednią półkę.

O cholera!- Krzyknął Der uderzając pustym kuflem o stół.

No … to najwyższy czas się zbierać – stwierdziła Nica podbijając stawkę kartą z rysunkiem króla.

Powaliło was …? – Spytał urażony jeleń najpierw spoglądając na swoje odbicie w kuflu, na ranę na prawej skroni … teraz tylko fioletowy siniak, następnie rozbił leżącą butelkę o kant stołu.

Dał znak ….. Byk chwycił za stół łamiąc go na pół, mysz włożyła nową porcję złotych naboi do swojego rewolweru

Stop!-Ryknął szczur, wstając i prezentując swoje wytatuowane pięści

Coś się nie podoba!- Ryknął byk

Tak …. Twój ryj!- Odparł szczur, na co odezwało się mnóstwo ryków

Dobra … spróbujmy być poważni …. Prawie nic o sobie nie wiemy ….- Zaczął szczur

….. To nie jest AA śmierdzielu!- Syknął borsuk z drugiego końca baru.

Cicho …!- Ryknął szczur

Niech każdy … opowie coś o sobie..- Dokończyła mysz

Może ja zacznę odparł szczur …- rozciągnął kości palców i zaczął opowieść

Jestem Savio, trener Savio …. Od zawsze chciałem to robić – tu zamknął oczy ….Jak byłem młody mieszkaliśmy w małym domku blisko parku gdzie wszystko się zaczęło.

Poszliśmy tam.. Nie jak zawsze po szkole, tylko na jednej z lekcji wuefu –wyseplenił szczur …. Jak zawsze pan Harlson taki typek z brodą, który zawsze chodzi w chyba tej samej białej koszuli oraz czarnych okularach zasłaniających te złote oczy … jak zawsze nie mówił …. Tylko nakazywał.

Mówił głośno ….Basem, jak zawsze …. Kiedy dotarliśmy na miejsce ustawiliśmy się w dwuszeregu, a on ściągnął swoje okulary – kroiło się coś grubego – wyciągnął pistolet, ten na race.

I co zginąłeś?- Syknął wąż

Szczur zignorował ten komentarz i kontynuował opowieść

Strzelił w powietrze, dwóch leszczy się popłakało … odesłał ich do domu …potem powiedział – tu uderzył się pięścią w brzuch i zmienił głos, próbując naśladować głos swojego nauczyciela.

Dobra leszcze …. Dzisiaj ….- Spojrzał po twarzach znajdujących się w barze …..Biegamy!- Ryknął, …po czym wyciągnął inny pistolet..... Znaczy tak to wyglądało na początku – rzekł Savio normalnym głosem.

W połowie piątego kółka skończył przeklinać i podniósł się z klęczków cały czerwony na twarzy …. Podniósł rękę na znak abyśmy się zatrzymali ….

Następnie dał znak abyśmy biegali dalej …… - tu wskazał na wielkiego zielonego siniaka na lewej ręce – od piłki tenisowej – dodał

Reszta była tylko formalnością – zapisałem się do szkoły sportowej … potem parę świstków do wojska, kilka wizyt na strzelnicy i ….. Trenuje

Nawet nie wiecie, jakie miny mają Ci nowy rekruci, kiedy przychodzą na pierwsze zajęcia ….- Zawsze im mówię, że pieluchy można kupić w sklepie obok –tu zaczął się gardło śmiać.

Dobra … teraz ja – pisnęła mysz

Recca … -pierwsza szara mysz laboratoryjna …- zaczęła, razem z mamą i dwoma braćmi mieszkaliśmy w domu na przedmieściach – na brak jedzenia nie można było narzekać – właściciele na dole mieli spożywczak.

Problem stanowił tylko ten czarny kot – bestia … przez pierwszy tydzień, kiedy był zbyt leniwy..- Zbieraliśmy zapasy, potem zaczęły się łapanki –pułapki były nawet na schodach ….- Rozważaliśmy możliwość ucieczki …. Tylko piwnica ….- Zajęta przez pająki …-łazienki na górnym i dolnym piętrze – karaluchy …. Kiedy nagle … do właścicieli zawitał jakiś koleś w białym fartuchu.

Kupił worek ziemniaków, kefir i jeszcze …. – Ten no …- toster … potem nie zauważył akurat, kiedy uciekałam z cheddarem …spojrzał na mnie, potem powiedział coś do właścicielki. Ona tylko potaknęła ruchem głowy.

Ten koleś ….Rzucił się na mnie z białym workiem …. – Złapał mnie …wypuścił dopiero w laboratorium.

Tam było jak w domu – jedzenie nawet było lepsze …. Z drobną różnicą, pobudka była o piątej, kiedy zapali te reflektory pod sufitem …. Mi akurat dawali jakieś tabletki – jeden dawał.. Drugi skrobał coś w notesie.

Niektórzy codziennie dostawali zastrzyki –po niektórych świecili … inne były wrzucane gdzieś do labiryntów …..Latały po nich a Ci się na nie patrzyli jak na jakiegoś kosmitę.

Ale w końcu wypisali jakiś certyfikat i mnie wypuścili- skończyła Recca.

Moja kolej – odparł rekin

Ja …… byłem kiedyś dość znany …. Pracowałem dla króla

Króla?- Spytał zdziwiony Klawiusz

No … w jego zaginionym mieście na dnie Oceanu Atlantyckiego …..Głęboko pod wodą … trzeba było wpłynąć do rowu gdzie na ścianach było tysiące małży – ich kłapanie.. Było takie ……. Wnerwiające …….Ale miasto Zaginiony Ląd … - pełne trytonów.. Te miasta z masy perłowej … albo świątynie z koralowców ….. Byłem jednym z członków grupy łowieckiej …… pamiętam mojego jeźdźca – Trix – tryton o białych łuskach –pamiętam swoje pierwsze polowanie …. Wyruszyliśmy wcześnie rano ja i on –ze swoim struganym z kości wieloryba harpunem …- pamiętam też losowanie … na rubinowej plaży o pomarańczowym piasku, … kiedy razem z innymi nowicjuszami staliśmy przed słojami ze szkła ….Cała dwunastka ciągnęliśmy karteczki na skórze śledzia.
Potem wypłynęliśmy wcześnie rano … przepłynęliśmy chyba pół oceanu …. Łącznie z mroczną wodą.. To tam zbierają się mgły.. To tam znajduje się cmentarzysko statków.

Te morskie giganty.. Martwe i nieruchome – porośnięte glonem, … ale mają towar czasami wybieraliśmy się tam z królem … jak chciał się rozerwać. Ale murena to było, co innego …. Strasznie dobrze się kamufluje … jeszcze te zęby.

W końcu dotarliśmy do Rafy Czarnych Skał – wielkiego czarnego pola postrzępionych kraterów i dziur, z których strzela gorąca para ….. Musieliśmy uważać.

Oprócz długich węgorzowatych muren, których skóra może zmieniać kolor …. Jeszcze ich białe szkliste oczy.. Jak taka położy się na jednym z czarnych korali – praktycznie nie do wykrycia – jedyny sposób w takiej sytuacji – tu odchrząknął i zamówił słoną wodę z odchodami śledzia, pewnie wiedział, że potrwa to jakieś kilka minut, pewnie wiedział też, że wszyscy na niego patrzą prawie nie oddychając.

Wziął swojego drinka i wypił połowę, oblizał się – potem kontynuował.

Wracając, jedynym sposobem na wykrycie stwora, było dźganie każdego czarnego miejsca na rafie, kucharze zajmowali się tym dosyć często, –ale oprócz muren i koralowców rafę zamieszkiwały choćby: czarne skaliste pająki – po prostu chodzący węgiel, jedna czarna gruda kamienia z dwoma zwisającymi zębami i grubymi kłapiącymi nogami – z czterema oczami, z czego dwoma prawie zawsze zamkniętymi a dwójką półprzymkniętymi – gdyby nie wystawały ponad koralowiec czy czarną skałę, również byłyby nie do wykrycia.

Wliczając w to jeszcze węże morskie – średniego rozmiaru bestie zwykle jasnoniebieskie z żółtymi oczyma oraz długim, ale cienkim zakończonym kolcem jadowym ogonem.

Ich małe zęby potrafią zostać w skórze powodując zakażenie ….Jednak nawet mureny nie mogą konkurować ze Skalnikami pancernookrytymi – duże bestie również zlewające się z tłem – ich szczypce z łatwością mogą przebić pancerz trytona.

Jednak my płynęliśmy od kliku godzin, było już dobrze po południu – woda w tamtych regionach zawsze szarzeje, kiedy zbliża się mrok –potem w nocy skała i korale emitują jakieś tam związki – nic nie widać, trzeba poczekać do rana.

Mój partner podobnie jak ja był już solidnie zmęczony i wnerwiony – jego ręka pulsowała od bólu, mój noc – był podrażniony od wciągania tamtejszej wody, – ale nie mogliśmy odpuścić – musieliśmy udowodnić sobie oraz pokonać tamtych – musieliśmy dać radę.

Nagle coś się ruszyło – to …….- Znów cały bar wstrzymał oddech a rekin dokończył drinka ….. Był ….. Zgniły but –skończył

No, co, zapomniałem wspomnieć o prądach, które porywają niektóre śmiecie ze statków przenosząc je w tamten obszar?- Spytał zdziwiony drapiąc się płetwą po skrzelach.

No, ale nareszcie ją znaleźliśmy – jej oczy serio, już zwątpiliśmy, ale te „kamienie „ leżały blisko jednego z ziejącego parą i czymś jeszcze krateru.

Tryton przypuścił atak, murena skrzeknęła i odkleiła się od kamieni – jej ogon migał szybko w tu i tam – w pobliżu były posiłki … nagle natarła, wybiła się na ogonie i plunęła swoim zielonym językiem.

I tyle?- Spytała Nica jakby nie wierząc, że to koniec.

Tak – powiedział rekin i otworzył paszczę, na jego języku widniała długa zabarwiona na zielono szrama

Nawet był smaczny – odparł po chwili rekin.

Moja kolej – wybulgotała meduza poprawiając macki na krześle

Wszystko zaczęło się na Hawajach, blisko wyspy gdzie serwowano koktajle i gdzie czasami grali na tych swoich bębnach – przez większość życia mieszkałem w dużym pomarańczowym koralowcu – tam dorastałem i z tamtego miejsca wypływałem na swoje wyprawy, opowiem tutaj o dwóch najlepszych.

Obie zdarzyły się jak miałem szesnaście lat nie ….. …...  Osiemnaście lat. Chociaż ….- Tutaj masa wewnątrz meduzy zaczęła falować szybciej …a nie to była jedna.

Wracając … było to na jednej z imprez, wtedy razem z Jenem ośmiornicą tym, co nie miał dwóch macek, a mówiłem mu żeby nie płynął na pole minowe, był jeszcze Arek miecznik – ten miał jedno oko żółte a drugie czerwone.

I jeszcze Ulany Czesiek – ten to chyba nigdy nie trzeźwiał, był pijawką …. Wtedy piliśmy za zdanie egzaminów –ja na stanowisko pracownika w firmie produkującej podpałki i akcesoria do grilla, Jen na informatyka a Arek …. … Na okulistę, Czesiek już miał zdany egzamin …….. Chciał pracować w miejscowym browarze.

Kiedy wszyscy mieliśmy już nieźle ścięte białko, Jen wpadł na pomysł, aby wybrać się do jaskini ……. Ryb.

Tam gdzie ryby składały swoje jaja –nie, nie byliśmy głodni, zwykle jedliśmy glony mniejsze ryby, ale nigdy czegoś, co nie mogło nam przywalić.

Płynęliśmy tam tylko, jeśli dużo ryb w tym okresie składało jajka, dlatego Czesiek zawsze miał przy sobie atlas ryb i zaznaczone odpowiednie fragmenty karteczkami samoprzylepnymi.

W tym okresie mogliśmy się spodziewać niezłych zbiorów, jajka składało mnóstwo ryb …… ten …. No pomarańczowy w białe paski – duże czerwone wypełnione glutem, w którym pływała ryba, długie niebieskie, zawsze w takich dziwnych drgawkach – małe niebiskie odbijające się od siebie z trzaskiem, żółta ryba z dwoma fioletowymi kółkami na bokach – średnie i pełne kolorowych plamek jak po wysypce, płaska i zielona, pewnie chora – wszędzie miała brodawki i często kichała – zielone trójkątne.

Po wypiciu ostatnich drinków wypłynęliśmy –z baru przez pole koralów mieszkalnych, obok stacji benzynowej Freda kałamarnicy, siedliska kalmarów hipisów myślących, że umieją grać.

Potem prądem głównym do autostrady zwrotnikowej, skręt na pas Zielonego Lądka Zdroju gdzie mają wyborną wodę termalną ….. Potem w lewo przy wraku Titanica – najlepiej zajrzeć czasami na wrak – można posłuchać orkiestry, mają nawet kino.

Ale my skręciliśmy w lewo …. I dotarliśmy do wielkiej masywnej szarej jaskini – zatrzymaliśmy się przed wejściem, te widoki były genialne jeszcze w połączeniu z żółtym glonem na ścianach i niebieskimi jajowatymi grzybami na suficie odbijającymi …. Pochłaniającymi to światło … jednak tego dnia było coś jeszcze.

W środku ktoś pływał i nie były to ryby – nie są takie duże …- to byli obcy –powiedział meduza a wszystkie zwierzęta wydały okrzyk zdziwienia ( poza świstakami oczywiście)

Tego dnia –patrzyliśmy na te dwie dziwne postacie pływające przy dnie – na ich długie prostokątne łapy … może płetwy z tyłu z łatwością tnące wodę, na ich dziwne skafandry podłączone zapewne do butli z wodorem – oni mogli zionąć ogniem – świstaki oraz wybrańcy stracili zainteresowanie historią domyślając się, jakiego

„kosmitę „ spotkał meduza tego dnia, jednak zwierzęta były przestraszone.

Widać, że mieli broń – małe urządzenia, z których leciały dziwne czerwone strumienie – kierowali je w stronę jajek a wtedy zmieniały się na zielone.

I chyba tylko, dlatego że byliśmy podchmieleni postanowiliśmy zaatakować – Jen pierwszy, dał radę wytrącić jednemu urządzenie, które zniknęło między jajkami – a tych nie chcieli uszkodzić, aby je potem zjeść, pewnie, dlatego go nie szukał … potem ten drugi nakierował na niego swój promień … odsunął się.. Uciekł.

Potem Arek. Ten to urwał ….. Wyrwał się do przodu jak torpeda – mamrotał coś nie wyraźnie.

Potem wbił …. Mu …… się ….. W … tyłek – odparł meduza i zaczął się śmiać …. Gdybyście tylko widzieli jak ten kosmita się miota i coś krzyczy, ale niewyraźnie. Ale niestety się szarpnął, mocno, …i Arek uderzył o ścianę groty …doszedł do siebie i uciekł, kiedy ten pierwszy odbezpieczył jakieś ostrze na sznurku ….Pociągnął za jakąś dźwignię …..Potem zaatakował Czesiek ……..Był szybki, gryzł jak jeszcze nigdy ….Ale ta ich dziwna skóra – nic im nie robił.

Uciekł w ostatniej chwili – zostałem sam …. Ruszyłem do ataku chcąc wyrwać mu tę dziwną broń –podpłynąłem prawie nie zauważalnie, kiedy …… coś spadło mi na głowę…potem zaczęliśmy się wynurzać ….Ja …byłem na ich statku…. Wiecie, że ten akurat nie latał

Wszyscy (poza wiadomą grupą) byli zdziwieni i przestraszeni jednocześnie, jednak Der już podnosił łapę do góry chcąc naprostować, wyprowadzić z szarej przestrzeni nieświadomości i iluzji meduzę, ale Chuck właśnie nalewał tequili do jego kufla – to go powstrzymało – skutecznie

Następnie meduza kontynuował.
Przez dwa dni płynęliśmy przez nieznane mi wody ich prującym wodę statkiem, serio z tyłu mieli jakieś ostrza, … kiedy przypłynęliśmy do portu, Oni, ściągnęli maski…. Jeden był łysy. Miał jedną długą czarną brew oraz takie same oczy … drugi …. To była kobieta.

Miała kręcone blond włosy i dziwnie gładką twarz ….. Jakby bez wyrazu, jej oczy były koloru bursztynu wyrzuconego na plażę, ona podeszła z workiem wypełnionym wodą, w którym ja pływałem … sprawdziła czy nie pływają tam żadne pasożyty, po czym podała worek temu drugiemu – ten również mi się przyjrzał, po czym oddał worek i podszedł do kolesia z czarną teczką ten wyjął pieniądze spięte zieloną gumą – przekazał je temu łysemu.

Natomiast ona wzięła worek i podeszła do kilku osób robiących zdjęcia, meduza potarł swoje małe niebieskie oczy jedną z kilkunastu macek.

Pomiędzy przebłyskami światła słychać było jakieś głosy, niewiele z tego pamiętam, … ale pamiętam, że po tym jak duża ilość ludzi z tymi … tymi ….. Aparatami i …. Kamerami pojechała, ona razem z nim i oczywiście ja, pojechaliśmy do ich domu … pamiętam, że mieszkali koło wielkiego obracającego się koła, jednak pewnego dnia zostawili mnie – wpadli szybko do domu biorąc ciuchy i podstawowe rzeczy … o mnie zapomnieli.

Przebywałem w samotności kilka dni, dopiero w trakcie mojej niezliczonej drzemki poczułem dziwny dreszcz. Pomyślałem, że skoro zabrakło prądu a ja zjadłem całe moje jedzenie, nawet to, co zostało w pudełku … dawałem sobie jeszcze dwa dni.

Jednak przeżyłem i nawet uciekłem z stamtąd tego samego wieczoru, kiedy znów przeszedł mnie ten dziwny dreszcz.

Najpierw niepewnie wystawiłem dwie macki … potem kolejne dwie, następnie głowę – mogłem oddychać bez wody.

Wypełzłem z akwarium, najpierw niepewnie … skoczyłem na łóżko a z niego na podłogę, przeszedłem do kuchni i wspiąłem się na piekarnik a z niego sięgnąłem do szafki z jedzeniem – wziąłem moją pokruszoną karmę i zjadłem trochę, napiłem się trochę wody z lodówki – prąd był.

Rozejrzałem się po pozostałych pomieszczeniach – w pokoju właściciela znalazłem baterie – nawet były smaczne – po chwili podniósł cztery macki, jego masa zmieniła kolor na żółty a pomiędzy mackami przeskoczył promień elektryczności – w jednej z macek utworzył przez chwilę pulsującą świetlistą kulę energii.

Meduza zgasił pole elektryczne i podjął opowieść dalej.

Potem miałem skontrolować gabinet właścicielki – chciałem już wziąć worek i spakować do niego zapasy, kiedy zorientowałem się, że mogę połknąć baterie, jestem w stanie połknąć prawie wszystko

Prawie?-Spytał sędzia

No … nie toleruję skrobi i laktozy –odparł meduza

Wyszedłem przed dom … niebo zaszło ciemnymi chmurami, zaczął wiać wiatr …. Nikogo nie było – wszyscy uciekli, poza kilkoma zwierzętami, które podobnie jak ja wydostały się na wolność choćby Jakcy –małpa z trzema oczami i ośmioma ogonami.

Pełzłem dalej razem z Ves – miejscowym wężem, któremu …..  A nie on szedł przecież wyrosły mu nogi … ja jeszcze pełzałem, musiałem się nauczyć chodzić.

Moim celem było zwiedzanie świata a Ves chciał zostać aktorem, nawet mu się chyba udało, ja teraz aktualnie wybieram się na planetę grzybów.

Dobre – syknęła jaszczurka zaczynając swoją historię.

Wszystko zaczęło się w dżungli gdzie mieszkałem z moją mamą …..

Chodzi Ci o Amazonię?- Spytał Agent

Tą Amazonię?- Spytał robot

Coś nie tak?- Spytał jaszczur

Jeśli masz na myśli tą post apokaliptyczną pustynię gdzie rosną teraz te radioaktywne krzaki?- Spytał Chuck podając kolejny kieliszek

 Jaszczur przenosił wzrok z jednego na drugiego z wyraźnym wyrazem niedowierzania.

Z jakiego ty się drzewa urwałeś?- Spytał Hink

No … mieszkaliśmy tam z matką.. Od małego dużo biegałem … najpierw na krótkich dystansach … potem tylko czekałem na deszcz, – kiedy liście pokryte były wilgotną powierzchnią – wbiegałem na nie i ślizgałem, wykonując niesamowite skoki … moja mama, o wszystkim wiedziała, nie zdenerwowała się na mnie, ale wyraźnie powiedziała, „Jeśli sobie coś zrobisz – koniec z tym!” Powiedziała, kiedy zajadałem czwartą dokładkę mrówek z sosem korzennym.

Miała rację – dokładnie tydzień potem, kiedy zbierałem złote kamienie na … moje zbliżające się urodziny … zawsze chciałem skoczyć na bungee …. Uzbierałem prawie całą sumę – niestety podczas jednego z moich kolejnych lotów, kiedy leciałem miotany suchym wiatrem mając przed sobą kolejną gałąź – niestety pomyliłem się w obliczeniach, spadłem.. Prosto na ogon.

Do domu całą drogę się czołgałem jęcząc z bólu, – kiedy tam dotarłem ledwo się wyprostowałem „Czy wszystko w porządku, dziwnie się uśmiechach „- powiedziała moja mama.

Rzeczywiście uśmiechałem się …. Ale z bólu.

Jednak po tygodniu, kiedy musiałem maskować puchnący ogon, wydałem większość swoich oszczędności na maść z klonu …. Potem wróciłem do gry.

W tydzień odrobiłem te przetracone pieniądze biorąc udział w wyzwaniach …. Przed każdym z nich rozglądałem się czy wśród zebranych nie ma mojej matki – jej wcześniejsze słowa o tym, że zakaże mi tego zaraz po zrobieniu sobie krzywdy …. Po prostu od razu by mi tego zakazała.

Np. Uciekanie przed żukami –ich szczypce w każdej chwili mogły mnie przepołowić … albo …. Wyścigi na prowizorycznych tratwach po rwącym świeżo wylanym po porze deszczowej strumieniu.

Jednak najbardziej zapamiętałem akację – tu utworzył paszczę i wysunął długi różowy język … przymknął oczy a ten rozdzielił się na dwa mniejsze ….

Bolało – przez miesiąc sepleniłem – rzekł jaszczur

A twoje marzenie?- Spytała Nica

Skoczyłem ….. Ale nie na bungee, tylko na spadochronie – z najwyższego drzewa w dżungli… po pięciu godzinach wspinaczki….. Skoczyłem.

Niestety …. Spadochron nie był spięty …..

Bolało?- Spytał przerażony Klawiusz

Gdzie tam … - rzekł jaszczur machając łapą …..

Połączyłem oba końce …. Swoim językiem.. Tylko …. Szkoda, że akurat wtedy przechodziła pode mną … przechodziła rodzina jeży …. To akurat bolało – skończył jaszczur.

Nieźle – odparł Klin zamawiając jeszcze raz to samo

Teraz ja!- Ryknął byk przekrzywiając swoją głowę i te swoje zielone oczy, przez dłuższą chwilę milczał, jakby zastanawiał się nad rozwaleniem kolejnego stołu.

Jam jest Toro!- Rykną byk ustawiając głowę do natarcia

Byłeś … zapaśnikiem?-Spytał Garry

Nie, …ale blisko ….

Bokserem?-Spytał wojownik głaszcząc po głowie swojego psa, który najwyraźniej napił się nie z tej miski, co trzeba i kichał płomyczkami ognia.

Tak! Jam jest wielki Toro!-Ryknął byk, po czym wstał i naprężył swe muskuły …..To ja …. Największy bokser w całej Hiszpanii

Pokonałem już niejednego „boga” ……. A teraz kibluję tutaj …..

Co się stało?-Spytał Der

Zaczęło się od zbyt forsującego treningu ….Teraz jak o tym myślę …. Ledwo …. Miałem dopiero dwadzieścia lat ….. Codziennie faszerowałem się koktajlami z jajka, fasoli oraz sardynek ….. Były efekty …chyba, dlatego przesadziłem.

Najpierw ćwiczyłem po pięć godzin dziennie głównie podnosząc sztangi ….

Twój rekord?-Spytał Der

Pięćset powtórzeń –rzekł byk

Nieźle, …… ale pięćset dziesięć w cztery i pół minuty –rzekł po chwili Der.

Potem, kiedy zdecydowałem (mniej więcej po tygodniu) wziąć na siebie więcej … sześć godzin bieżni ….I tyle samo hantelków …..Do domu przychodziłem jak z basenu…. Ale …dostałem się na mistrzostwa …..Niestety. Pokonał mnie taki jeden typ…

Ale te walki …szkoda, że was nie było …najpierw z tygrysem – wciągnął powietrze ustami i wypuścił parę nosem.

Ten tygrys …najpierw taki kozak a później okazuje się, że to podgrzybek …..Od początku walki …..Wiedziałem. Że za szybko pakuje ciosy, wykonałem blok w odpowiednim momencie. Mimo że atakował tymi swoimi ostrymi pazurami, usiłując mnie ugryźć krzywymi zębami … nie udało mu się ……jeden dobry blok – i ten dźwięk łamanej kości.

Drugi był misiek …ten miał masę, ale nie miał rzeźby – był po prostu chodzącą beczką sadła …..Zero muskułów.

Był strasznie powolny, …ale cholernie wytrzymały ….., Nawet cios ….Wiecie gdzie ….Z półobrotu. Go nie położył

To ma być boks?-Spytała Nica

No odłam zwykłego i tajskiego boksu „Punkt pierwszy, Rozdział walki: W tej odmianie dozwolone jest używanie kombinacji różnych stylów, zadawanie ciosów poniżej pasa (jedynie w wypadku: sytuacji zagrożenia życia lub kiedy inne sposoby zawiodą.)

Oraz ciosy w brzuch –zabrania się walk bronią: siekaną, miotaną, palną, ogłuszającą, mrożącą itd.”

Więc tak to wyglądało.

Wracając, misiek tylko ryknął i wyszczerzył zęby – był zbyt pewny. To go zgubiło, dałem mu się zaprowadzić w kozi róg ….. Sędzia miał już odklepać, kiedy – zadałem cios Tajskim Kopniakiem.

Potem hiena …-jej najmocniejszą cechą był wygląd…..

Z Czarnobyla?-Spytał meduza

Nie z Sosnowca …..Chyba …w każdym razie wyglądał mniej więcej tak: był dosyć masywny, jego stopy oprócz brązowych sporo wyrośniętych pazurów …były poparzone.., Odchodziła z nich skóra.

Z tyłu z pięt wyrastały dwie narośle jak u koni …

Masz cos do mnie!-Ryknął pijany koń

Nie –odrzekł byk

A ja tak!-Ryknął koń

Usiądziesz czy mam Ci pomóc?-Spytał robot wskazując na zieloną zakończona błyszczącą kulką lufę dematerializatora.

Dobra –wybełkotał koń i usiadł

Kontynuuj –poprosił wyraźnie zaciekawiony Barabasz

O szef, …co się stało …dziwnie szef świeci –stwierdził Brand

Mały wypadek –rzekł świstak

Na jego brzuchu widniał solidny sześciopak, drugi stał koło ringu ….Chyb sobie zrobię taki tatuaż –ciągnął byk.

Oprócz niego jego brzuch pokrywały inne tatuaże głównie w stylu "Greta dostępna wiesz gdzie, płatność w gotówce”.

Na plecach miał jakieś plamy – chyba choroba skóry …twarz … przedstawiała widok.. Dosyć niecodzienny …jedno oko były przekrwione jak pryszcz na tyłku, drugie zaś pełne ropnego żółtego płynu …..,Usta były wykrzywione w grymasie jakby po świeżym zjedzeniu zgniłej cytryny.. Jego usta, były czarne miejscami owrzodzone …. Zęby – jeden był ostry jak nóż, drugi wykrzywiony w lewo niczym hak na ryby, trzeci postrzępiony niczym dłuto, czwarty – myślałem, że był złoty, ale nie, to był tylko osad.

Jak go pokonałeś?-Spytał Barabasz, który błyszczał coraz mocniej

Na pewno wszystko dobrze?-Spytał sędzia

Tak …to tylko draśnięcie –rzekł świstak

Rozbiłem butelkę –powiedział byk

Przecież nie można było wnosić broni –sprostował Klawiusz

To nie była broń … pokazałem mu jego odbicie … to wystarczyło –rzekł z uśmiechem

Maximus – rzekł koń wstając i kłaniając się..

Opowiadaj – polecił Chuck popijając ze swojego kufla coś zielonego

Dobra ….Jestem Maximus koń wyścigowy …. Żaden tor mi nie straszny, wychowywałem się na małej farmie. Razem z dwoma psami –strasznie wyszczekane.

Były też dwa koty: matka Kalina i młody Troy …brakuje mi tego młodego, on jedyny był ogarnięty.

Serio?-Spytał Garry

A mieszkałeś kiedyś przez dwa lata z krowami i jednym bykiem w jednej stajni?-Spytał koń

Nie –odparł Garry

Wiec nie wiesz jak to jest … dobrze, że codziennie mogłem po kilka godzin pobiegać po wsi …a nie kisić się w tonach łajna pośród muczenia i bzykania ….. Much.

Po za tym na takich obchodach można się było nieźle dorobić …to dadzą marchewkę. To kilka kostek cukru...

Jednak podczas jednego obchodu Brytan –buldog sąsiadów zerwał się ze swojego łańcucha …nieźle biega.. Zważywszy na jego masę ….. Uciekłem …wbiegając w pola kukurydzy, dobrze, że nikt tego nie widział –pewnie przez miesiąc był musiał siedzieć w tym smrodzie.

Kiedy zagrożenie minęło postanowiłem wrócić okrężną drogą ….Standardowo najpierw kłus.. Potem galop…oczywiście podśpiewywałem sobie piosenki zasłyszane z telewizji oglądanej wieczorami przez starszych –jak zwykle gospodarz(starszy człowiek z krótkimi siwymi włosami, twarzą pełną zmarszczek, ale mimo kilkugodzinnej harówki na polu uśmiechniętej, wyblakłymi niebieskimi oczami ze szkiełkami kontaktowymi oraz w swojej flanelowej kraciastej koszuli i bladych ocieplanych spodniach) z ciepłym mlekiem oraz cukierniczką na dolnym łóżku koło drzwi, gospodyni (gęste brązowe włosy, zielone oczy. Zwykle w zielonej sukience i białym podkoszulku na ramionach) z tacą prażonej kukurydzy lub sera, przez cały dzień chodząca w fartuchu.

Jest jeszcze ich syn –mechanik, głównie przyjmujący klientów za garażem, zawsze uwalony smarem …. Oglądał tylko w weekendy, wtedy nikt nie mógł mu przeszkadzać, łatwo się denerwował …. Lubił oglądać mecze lub wyścigi.

Jego siostra zupełnie nie podobna do brata – tamten ścięty na krótko – potrafi pracować, ale też wyluzować …a ona. Nie dość, że pracuje w szpitalu gdzieś na jakimś wymagającym oddziale. To cały czas poszukuje nowych dodatkowych prac, dobrze, że ją stopują, przepracowałaby się.

Są jeszcze młodzi – jej synowie … jeden grubszy ….Głównie jedzący mięso, odpowiada za oranie, nawożenie. Ogólnie prowadzenia pojazdów –w tym się sprawdza, niestety czasami bije mu palma.

Drugi jest od niego młodszy.. Tamten gruby ten chudy, tamten brunet. Tamten blondyn, poza tym ten drugi jest bardziej (przynajmniej w niektórych momentach) bardziej rozgarnięty.

Młodszy ma osiem lat … a jeszcze pije z butelki. Albo bawi się misiami, …… ale wracając. Kiedy wychodziłem z kukurydzy i biegłem do domu. Mało, co a potrąciłoby mnie auto.

Kierowca wysiadł.. I tylko otworzył usta ze zdziwienia…ja zrobiłem kółko po asfalcie i pobiegłem na farmę na obiad.

Ten typ ….Pojawił się następnego dnia, podszedł do właścicieli i zaczął z nimi rozmawiać … podbiegłem, czekając aż tylko dojdzie do momentu z kukurydza. Tylne kopyta aż mnie świerzbiły ….Ale on go pominął. Może zapomniał. Albo zrobił to celowo.

Potem odjechał …. Zjawiając się jutro. Tym razem przyjechał na czarnym koniu z blond grzywą …zszedł z niego i wspomniał coś o wczorajszej rozmowie.

Okazało się, że mam się ścigać z tym lalusiem ….Przyjąłem wyzwanie i mimo tego, że tamten mógł jeszcze zrobić obchód po całej wsi ….i tak wygrałem dzięki mojemu systemowi skrótów.

Potem tylko ….Areny …brawa i zakłady …..Dwa tytuły mistrzowskie i sześć sezonów. Potem emerytura –odparł koń i ukłonił się.

Teraz Jam – odparła łasica

To opowiadaj – rzekł Finn poprawiając irokeza

Jam łasica ….Wychowałem się w drzewie …… w grubym pniu klonu, pamiętam to przyjemne ciepło i jesienią zapach liści…. Niestety, kiedy w mieście była sroga zima drwal ściął moje drzewo.

Wtedy spałem – obudziłem się koło zielonego odrapanego kontenera.. Obudziłem się podduszony tym smrodem … chciałem stamtąd wyjść, ale przy wyjściu zatrzymał mnie nagi prawie nagi kot – na jego ciele było pełno blizn oraz skołtunionych ostatków sierści.. Jego twarz była spracowana … wąsy pokryły się siwizną, nie miał lewego, (jeśli dobrze pamiętam) ucha.

Przedstawił się, jako Bruce – mówił z dużą chrypą, spytał skąd jestem – odparłem, że z lasu, na co on, „Co robiłeś w tym lesie” a ja na to „Uciekałem przed kłusownikami oraz wilkami „ a o na to „A dobrze to robiłeś” „Chyba tak … - po czym wstałem ….. I zabiegłem go od tyłu.

On się obejrzał – nie ukrywał zdziwienia.. Bo widzicie – tutaj wstał na jedną nogę – na jej spodzie widniał czarny strup.

Postukał stopą w blat stołu – nic, jakby nikogo tam nie było.

Masz talent – wychrypiał głosem Bucka

Chyba – odparł swoim

Chcesz u nas pracować – znów wychrypiał

A co miałbym robić?- Spytał

Powiedział, że byłbym zwiadowcą – codziennie w nocy bym wychodził i wałęsał się po mieście ( jego szarych zakamarkach) i dostarczał informacji.

Zgodziłem się.

Podczas jednego z wyjść – blisko lasu spotkałem wyrośniętego goryla, zastanawiam się gdzie on myje te swoje wielkie stopy….

Ciekawe, co nie szefie?- Spytał agent

Tak – odparł Barabasz, po czym zniknął

 Albo, kiedy pewnej nocy, kiedy na niebie widniał duży srebrny księżyc.. Wtedy miałem do sprawdzenia naprawdę mroczny rewir, prawie poza granicami miasta, koło olbrzymiego w nocy milczącego kościoła, wtedy usłyszałem dziwne odgłosy dochodzące z cmentarza, podpełzłem bliżej, zobaczyłem grupkę ludzi – wszystkich ubranych w łachmany, jednego z drewnianym krzyżem oraz postarzałą książką – przed nimi coś się wiło – cicho przybliżyłem się kryjąc się za nagrobkiem jakiegoś profesora, pokrywa grobu była lekko odsunięta …. Ta grupka, stała nad wilkiem – musiał uciec z lasu zraniony przez myśliwego …..Oni myśleli, że to wilkołak albo, że to Winding – też ich się tam dużo kręciło.

Lub kiedy opuszczałem „Psią Norę”, czyli naszą kryjówkę w opuszczonym kontenerze …. Tym razem miałem do sprawdzenia tereny kanałów – spotkałem wtedy typka mówił ze też będę się unosił.

Potem pod koniec nocki … wyczaiłem faceta idącego w stronę kościoła ze szpadlem i kołkiem … chyba, że była to wódka ….Albo podczas jednej z końcowych przechadzek – chcieli mnie przenieść do Scotland Yardu …. Musiałem się zwolnić …..Ale tej nocy przechodząc koło jednego z domów … z oknami zabitymi dechami oraz drzwiami oraz tabliczką na sprzedaż … na wpół zjedzonymi przez korniki.

Jednak w domu tym świeciło się światło było ono zielone, oraz było czuć dziwny zapach. Trudny do określenia …. Podbiegłem do okna i spojrzałem pomiędzy deski – w środku stał stary porośnięty zieloną pleśnią kocioł, wylatywały z niego dwa strumienie dymu – zgniło żółty i zgniło zielony

Przy półce blisko kotła stała kobieta w czarnym stożkowym kapeluszu w czarnej poznaczonej dziurami szacie ….Oraz butach z ropuchy …podeszła do kotła i zaczęła do niego wrzucać rzeczy, które wzięła z półki.

Najpierw kupkę czarnych kłaków ….. Potem różowy oślizgły mózg – wywar zmienił się na czerwony.. Potem wlała tam coś białego z małego flakonika, do tego wrzuciła kilka pożółkłych zębów i ….Dwa skrzydła nietoperza.

Albo, kiedy miałem sprawdzić zapasy bazy – wieży myśliwskiej obok lasu, wspiąłem się na nią, otwarłem zardzewiałą kłódkę wytrychem i wpełzłem do środka, w środku znajdowało się małe biurko, na którym stała lampa i telewizor na baterie…. A i jeszcze mała ławka …. Sprawdziłem (puste) szuflady i odznaczyłem punkt na liście.. Nagle usłyszałem dziwny szum jakby powietrze zamieniało się w wielki samolot.

Zobaczyłem grupkę dziwnych osobników – mieli podłużne głowy – niebieskie oraz skośne żółte oczy.. Oraz jasno zielone skafandry w jasno żółte odblaskowe paski.

Było ich trzech ( w każdym z nich inna krew) … nad nimi unosił się okrągły szary dysk.. Na około miał czarne okrągłe okna a na dachu metalowy pręt z migającą diodą.

Z otworu pod statkiem również migający na różne kolory i wydający ten dziwny szum –każdy z osobników trzymał mały wygięty banan – tylko trochę większy od zwykłego -.. Wypełniony był szarym śluzem – jeden z tej trójki wyciągnął mapę, pozostali się jej przyjrzeli, po czym z bananów wyleciała fioletowa fala – trawa w miejscu uderzenia została wypalona.

Wszystko skończyło się około pierwszej w nocy.. Kiedy na polu gdzie widniał skończony znak –spirala składająca się z mniejszych spiral, Ci w krzakach byli we flanelowych koszulach, jeden miał sierp a drugi dubeltówkę.

Nad ranem, kiedy już widniało a kosmici odlecieli, na pole wjechało czarne volvo, z którego wysiadło dwóch facetów, podeszli do tych w piżamach i psiknęli im w oczy jakimś sprayem.

Ci się za trzęśli i rozejrzeli nieprzytomnie – jeden z nich powiedział, że w tym sezonie i tak mistrzostwa w baseballu wygrają „Pająki z Leng”, spojrzeli jeszcze raz na nich, wsiedli do auta i odjechali.

Lub kiedy przechodziłem obok domu …. Gdzie na polu biegał pies, przy nim stał jakiś facet … widziałem przez nich ścianę budynku …..Z którego nagle wyleciała lodówka, upadając z trzaskiem na ziemię.

Za ostatnim razem, kiedy wracałem od naszego informatora z lasu …. Zauważyłem maszerujące drogą wojsko, każdy z żołnierzy miał miecz oraz prostokątną tarczę ze złotym X i napisem po łacińsku ( zna się te języki) „Legion”

Przez dłuższą chwilę w barze było słychać tylko siorbnie ….

Mocno – wyjąkał tylko Der

Ja teraz –odparł krokodyl

Jestem Olaf …ogrodnik, wszystko zaczęło się od pomocy u mojej cioci w ogródku, przychodziłem do niej codziennie po szkole i w weekendy, to był mój świat, pamiętam ten dreszcz, kiedy przechodziłem przez białą furtkę, kładłem plecak koło drzwi i wchodziłem do komórki po sprzęt: szpadle – jeden z wykrzywioną a drugi z prostą rączką… nawóz organiczny zrobiony ze starych ziemniaków, kupy i innych odpadków, nawóz chemiczny, naturalną ochronę przeciw szkodnikom – mojego pomysłu, czyli zrobione z białej masy wapniowej idealne kopie roślin spryskane odrobiną soku każdej z nich, potem malowanych i dawanych na grządkę przed domem – idealną kopię tej za domem (wszystkie Rośliny musiały mieć taki sam układ jak na tej z tyłu).

Oprócz tego syntetyczne przemakalne rękawiczki (ubierać chropowatą powierzchnią do dołu), małe i średnie wiaderka (małe na sadzonki) (średnie na ziemię i rzeczy na kompost)

Duże czekały przez większość czasu w komórce, potrzebne były do sadzenia drzew.

Zawsze jak wynosiłem ostatnią rzecz, potem zamykałem komórkę, wychodziła ciocia Gryzelda – uśmiechała się, czasami wychodziła z herbatą – oznaczało to, że praca zacznie się od produkcji nowych makiet, jeśli wychodziła z chustką, na której widniał kwiat – oznaczało, że będziemy sadzić, jeśli łopata, to przesadzać albo rozsadzać. Czasami u niej nocowałem.

Teraz może coś o ogrodzie, dzielił się on na kilka stref: sadzonek (tam sadziliśmy nowe rośliny), drzew(ceny owoców za kilogram na stronie internetowej ogrodu), egzotyki(specjalne na zamówienie) oraz rolniczą(rośliny uprawne).

Pamiętam tylko kilka z roślin z ogródka cioci – choćby fioletowy słodko – kwaśny agrest, zielone kwiaty wyglądające jak języki, z których można było zrobić maść leczniczą na bóle brzucha lub z rośliny, z której podczas upałów ciekł gęsty zimny jasnoniebieski płyn – maść na ból stawów.

Lub duże zielone beczki – Saprowifd, egzotyczna odmiana ogórków, różnokolorowe jagody, sprężysty groch i wiele innych.

Kiedy byłem już dorosły i ciocia pojechała do Azji na kurację, aby wyleczyć odciski na stopach, chorobę skóry oraz pęcherze na łapach i ogonie, ja przejąłem interes, teraz zrobiłem sobie urlop, więc za pilnowanie ogrodu odpowiadają lokatorzy ogródków działkowych, którym przesyłam fundusze z konta, jeśli taka potrzeba.

Przed wyjazdem posadziłem tam kilka nowych roślin i stworzyłem kilka nowych działów jak np. wodny, wymarły czy ekologiczny i nowoczesny.

Można zamówić trochę agrestu?-Spytał Chuck

Pewnie – odparł krokodyl podchodząc do kowboja z notesem

Następnie wstał jeleń, potarł kopytem swoim kopytem ślad na czole …..

Zaczynaj –rzekł meduza

Dobra…urodziłem się w paśniku koło małej leśniczówki, pamiętam smak siana oraz ….Leśniczego (faceta z krótkim wąsem, chodzącego zawsze w wojskowym mundurze z plecakiem na lewym ramieniu, co rano widziałem go pakującego do niego rzeczy, na zwykłe wypady kontrolne pakował apteczkę dla siebie, zieloną apteczkę z szarym krzyżem dla zwierząt: bandaże, specjalny płyn odkażający, plastry, koc, deski i sznur do nastawiania złamań oraz szwy i syntetyczne igły do zszywania.

Brał też lornetkę do obserwacji ptaków i liści oraz kilka kanapek i butelek wody, wracał zawsze, kiedy już ciemniało … zawsze wtedy gotował sobie coś na ciepło, zwłaszcza zimą, kiedy zmieniał ubiór na wysokie skórzane buty nieprzemakalne, rękawiczki, szalik i czapkę, dodawał też do plecaka dwie dodatkowe torby – z miksturami na bazie ziół o właściwościach rozgrzewających, osobne dla ludzi i zwierząt.

Pamiętam, że jak byłem starszy postanowiłem pozwiedzać las – myślałem, że go znam, rzeczywiście znałem, ale tylko do starej zapomnianej kaplicy, w której chowaliśmy się z mamą, kiedy złapał nas deszcz lub noc.

Zgubiłem się – na dodatek wtedy rozpoczynał się sezon łowiecki, kiedy to rzesza myśliwych z prowiantem i zapasem amunicji oraz psami tropiącymi wchodziła do lasu, aby się rozerwać.

Myśliwy na to pozwalał, przynajmniej do zakończenia sezonu – przez jakieś trzy miesiące, wtedy również miał pełno pracy: zbieranie niedopałków papierosów, łusek, papierków i butelek lub ich odłamków …, pryskanie pomarańczową farbą drzew, które wyznaczały koniec obszaru łowieckiego oraz struganiem i przygotowywaniem nowych regulaminów zachowania, ścieżek edukacyjnych, tablic informacyjnych, karmników i innych – wtedy rzadko wychodził z leśniczówki..

Wtedy.. Biegłem przez nieznany mi region lasu, niestety wszędzie widziałem drzewa ze śladami noża – obszar polowań.

Następnie usłyszałem pierwsze krzyki myśliwych i poszczekiwania psów …jeden z nich krzyknął wyraźnie „Aleksander coś wyczuł. Na pierwszej trzydzieści” nie rozumiałem, o co im chodzi, słońce wskazywało dopiero południe.

Przyśpieszyłem słysząc szelest liści pod kopytami …. Nagle świst – moje prawe tylne kopyto wpadło w prawie niewidoczną zgniło zieloną pętlę ….. Spojrzałem w dół, poczułem krew napływającą mi do głowy, usłyszałem zbliżające się krzyki.

Myśliwi byli blisko …za blisko.

Szarpnąłem się … raz …..Drugi … za trzecim razem przekrzywiłem głowę.. Coś trzasnęło, kiedy mój róg przeciął sznur – puściłem się pędem dalej – obróciłem  

 Się jakby podświadomie.. Zobaczyłem czwórkę myśliwych – dwóch z psami, jednym czarnym wilczurem i drugim brązowym rotwailerem z czerwoną obrożą, na której wisiała złota tabliczka z imieniem, myśliwi dyskutowali o czymś zawzięcie.

Jeden z nich mnie zauważył, zadał w róg i ruszył za mną z pozostała trójką … doganiali mnie.

Odruchowo kopnąłem lewym kopytem w powietrze, aby przyśpieszyć, usłyszałem histeryczne skomlenie. Odruch uratował mi nogę … sytuacja zaczęła się komplikować, kiedy z pomiędzy drzew zaczęło się ich wyłaniać coraz więcej – otoczyli mnie.

Byłem przestraszony – dziś w nocy miał lecieć ostatni odcinek serialu „Mrowisko mrówek” ….. Nagle dźwignia w mojej głowie się opuściła ….Przypomniałem sobie wieczory, kiedy leśniczy oglądał sporty walki.

Wstałem na tylne kopyta i ryknąłem głośno …psy cofnęły się skrobiąc ziemię łapami, zadałem pierwszy cios – jeden z przeciwników wylądował na pobliskiej sośnie, nieźle ogłuszony.

Kolejny, który trzymał broń w drżących rękach … strzelił – w górę, trafił w gałąź, po której biegła wiewiórka z żołędziami, spadła na liście …spojrzała na myśliwego, po czym wspięła się na niego i weszła mu pod koszulę, – ale wtedy tańczył.

Kolejny chciał mnie schwytać ….. Przekrzywiłem głowę a on …wypluł trzy zęby i uciekł ocierając krew z nosa, następnie reszta zaatakowała całą chmarą – prawie przygwoździli mnie do ziemi, kiedy resztkami sił wykonałem potężne machnięcie głową …spadli i rozbiegli się po lesie.

A ja wróciłem do domu i obejrzałem ostatni odcinek serialu „Mrowisko mrówek”

Moja kolej –pisnął kret ledwo słyszalnie, po czym wdrapał się na stół, obwąchał cały obszar wokół niego i przemówił:

Jestem Artiem, rosyjski kret górniczy specjalizujący się w odwiertach i kopaniu tuneli, zaczynałem w pewnym ogródku działkowym

Miałem tam swoje trzy bazy domowe, – czyli takie gdzie mogę jednocześnie spać, coś zjeść, odpocząć… tak jak mówię jestem kopaczem, inni np. Vladimir – elektryk po pierwsze wyróżniał się strojem, jak zresztą każdy kret, który miał inną profesję –ja chodziłem do pracy tylko w skórzanym kasku i lnianych gaciach, Vladimir musiał nosić specjalne rękawiczki oraz ogrodniczy kombinezon … reperował oświetlenie w tunelach, pamiętam jak chodził z tą swoją metalową drabiną. Stając pod przepalonymi żarówkami

Zawsze, kiedy stawał na tej drabinie. Nucił ostatnio zasłyszaną piosenkę, śpiewał ją nawet w swojej bazie przejściowej, podchodził do ściany i wykopywał sobie małe schronienie, dobudowywał do niej drewniane drzwi i gotowe – przy okazji zaczynał nam tunel.

Albo Piotr, czyli sekcja odpadków razem z kilkoma innymi –chodząca góra mięśni wyrobionych od pchania taczek z kilkoma kilogramami ziemi i kamieni, mieszkali nie najgorzej w długim tunelu z mnóstwem drzwi –w każdej kwaterze mieściły się dwie łazienki – jedna z prysznicem.. Druga z wanną.

Pokojem z prymitywną sofą obitą papierem ściernym, radio z kilkoma stacjami czasami telewizor …. Drugi pokój z mini barkiem i miękkimi fotelami.

Trzeci pokój z łóżkiem, lampą energooszczędną na suficie oraz czasami ścianami, na których wiszą jakieś obraz zwykle jakieś koszmary ….

Wracają moim …zadaniem każdego kopacza było kopanie, – ale dzieliliśmy się na kilka grup: domowych, komunalnych, zawodowych, poszukiwaczy.

Domowi nosili zielone spodnie oraz musieli kopać domy lub konkretne pomieszczenia, praca prosta, ponieważ większość mieszkań jest mała, po drugie domy nie są budowane na okrągło, więc czasami mają długie niekiedy tygodniowe przerwy.. Zarabiali średnio.

Komunalni zajmujący się wynoszeniem śmieci oraz odpadków z dopiero kopanych tuneli, sprzątaniem, co jakiś czas tych wykopanych, co jednocześnie było ich zapłatą – mieli napisane w umowie „Do kopacza komunalnego należy wszystko, co znajdzie w tunelu „.

Tylko trzeba spełniać odpowiednie wymagania: odporność na toksyczne odpadki, wzrost powyżej metra dziesięć, krzepę do podnoszenia wiader lub pchania taczek, duża dostępność i mobilność – częste zmienienie tunelu pracy.

Zawodowi – Oni pracują zwykle na głębokościach gdzie raz jest gorąco, raz zimno, może dojść do zawału korytarza lub wybuchu toksycznego gazu.

CI goście muszą być twardzi i opanowani, co miesiąc przechodzą test awaryjny – losową z wielu sytuacji, jaka może zajść w tunelach ….Zwykle pogłębiają istniejące tunele, czasami jednak muszą wykopać zupełnie nowe – za nawet najmniejszą kontuzję dostają odszkodowanie.

Są jeszcze poszukiwacze, czyli ja. Moim zadaniem było odkrywanie i mapowanie nowych lub możliwych regionów lub miejsc gdzie może być coś ciekawego –zawsze miałem przy sobie wykrywacz metalu, torbę z ksenonowymi ładunkami – imitującymi skałę materiałami wybuchowymi przyklejanymi do twardej powierzchni – penetrującą ją zawartym w niej kwasie.

Potem, jeśli tam nic nie było – pryskałem to zielonym odblaskowym sprayem a jeśli jednak znajdowało się coś ciekawego to w miejsce wykopu montowałem siatkę laserów, – przez którą widać było dany obiekt, ale nie można go było wziąć – kody do każdej bramki laserowej mieli tylko kierownik i szef działu–(, których jak było dużo w jednym korytarzu – nazywano korytarzami obcych – wiecie, wyglądało to jak ich więzienie.)

Jednak pewnego dnia dostałem nietypowe zdanie – penetrację tunelu, który został dawno już zasypany –kilka lat przed wybuchem tej elektrowni …. Ale żeby się tam dostać i przeżyć potrzebowałem jeszcze kilku rzeczy: czerwonych spodni i specjalnego kasku lub przepustki podbitej przez szefa lub szefa zarządu, linki z hakiem – teren ten figurował na mapie, jako „Ruchoma ziemia” …, oraz mini wiertła, w niektórych miejscach skały nie dałby rady stopić nawet kwas zawarty w ksenoprteinach.

Najpierw zacząłem od przepustki – poszedłem do szefa, sekretarka powiedziała, że wyjechał w zimniejsze rejony w sprawie jakiegoś meteorytu, szef zarządu, był trochę nawa….Znaczy zawalony …. Robotom, ale podbił.

Linkę z hakiem wziąłem z szopy zadaniowej … tak. Szop też istnieje kilka rodzajów: żywieniowa, hangarowa, zwykła, specjalna i garaż.

Żywieniowa nazywana jest czasami chłodnią – jest po brzegi wypełniona lodem w foli … - tu się oblizał, …ale gdybyście widzieli te dżdżownice w marynacie, lub muchy w czekoladzie albo szydło w worku – owady zanurzone w masie cytrynowej, niektórzy nazywają to bursztynem … do tego zioła i miód. Mniam.

Hangarowa, czyli ze sprzętem: taczki zwykle, taczki płozowe do ubitych tuneli, taczki gąsienicowe na teren gdzie kiedyś będzie droga i trzeba ubić teren, wiadra, butle z ciekłym azotem do tamowanie toksycznych wycieków, dynamit do kopania studni, torby z ksenoproteinami.

Zwykła zajmowana przez ciuchy: gacie i majtki na wieszakach, koszule i fartuchy na półkach, kaski skórzane, kaski plastikowe – do tuneli grożących zawaleniem, kaski gumowe, kaski dla alergików.

W specjalnej leży sprzęt głębinowy: młoty pneumatyczne pod ścianą, pędzle i spraye, pistolety na flary, harpuny, paralizatory i pudełka z gazem pieprzowym.

Garaż, czyli proste pojazdy choćby zdalnie sterowane drony do kopania czy wyburzania, wiertła, mini koparki i kilka innych.

W zadaniowej mamy sprzęt na specjalne okazje między innymi linkę z hakiem ……

Wiesz, że nie musiałeś nam tego mówić – odparł nietoperz otwierając leniwie oczy

CIIII!-Syknął Chuck prawie zrzucając nietoperza z belki.

Wiertło – wziąłem części i instrukcję …. Spędziłem trochę czasu, aby to poskładać – Takie puzzle tysiąc coś elementów „ tak pisało na opakowaniu.

Samo wiertło było ciężkie do złożenia nie można się było pomylić przy przykręcaniu nawet małego kółka zębatego, inaczej musiałeś całość rozkręcać.. No zależy, w którym z pięćdziesięciu etapów popełniłeś błąd.

Potem trzeba było złożyć system programowania i go zaprogramować, czyli wszystkie przewody i kable.. Z plastikową obudową, jeśli nie chciałeś, aby cię szlag trafił, na końcu tego etapu trzeba było to wszystko podłączać ….I na koniec wielki pomarańczowy uchwyt.

Kiedy już byłem gotowy ruszyłem w stronę tunelu ….. Na miejscu rozkopałem zasypane przez ziemię i wzmocnione przez przegniłe już deski przejście, … kiedy to już zrobiłem musiałem przez przejść przez system zabezpieczeń, – czyli poukrywane w ziemi sidła, kolce wysuwające się ze ścian, pokrywane miotacze strzałek oraz ucieczka przed wielkim toczącym się kamieniem.

 Kiedy wreszcie dotarłem do centrum tunelu wyjąłem świder i zacząłem zagłębiać się w twardą skałę … mniej więcej w połowie pionowego tunelu świder stanął – brakło paliwa – tu Artiem rozłożył bezradnie ręce.

Kopnąłem wściekły w świder a potem skakałem jak głupi trzymając się za łapę …..Kiedy ochłonąłem przejrzałem zapasy – miałem linkę z hakiem, niestety była za krótka, oraz legitymację gdybym spotkał kogoś wyższego stopniem.

Znajdowałem się tylko w wąskim tunelu z niedziałającym świdrem, za krótką linką oraz z bezużyteczną legitymacją, bez jedzenia i picia a na tej głębokości ciężko o dżdżownicę.

Postanowiłem kopać w prawo…. Kopałem.. Kopałem. Szybko ….Widząc leżące na około szkielety dinozaurów.. Dwa były złączone w morderczym uścisku, dużo puszek, na wpół rozłożonych toreb foliowych, zardzewiałe metalowe części oraz świecące grudki materiałów promieniotwórczych, dobrze, że na nas nie działają.

Przynajmniej na mnie.

Serio?-Spytał Der

Tak … jak byłem mały wpadłem do szybkoschnącego betonu – ledwo mnie odratowali, po prostu nic nie czuję

Jesteś pewny?-Spytał Chuck a wszyscy w barze wstrzymali oddech, kowboj dokończył kolejnego drinka, podniósł się z krzesła i podszedł do kreta.

Spojrzał na niego i zmyślił się … stał tak przez kilka minut ….W końcu podniósł nogę i kopnął zamaszyście z półobrotu.

W teorii kret powinien się znaleźć na orbicie około ziemskiej planety, ( która kręci się dzięki dalekiemu przodkowi Chucka Mikołajowi Chuckowi Koperniku.. Kiedyś wstał lewą nogą i kopnął z półobrotu w stół)

Ale nie on nadal stał niewzruszony na stole i tylko się uśmiechnął … kowboj tymczasem włączył do akcji pięści –wykonał długą serię po brzuchu i twarzy kreta, – kiedy skończy z kreta powinna zostać tylko mokra dwuwymiarowa plama, … ale nie.. Nadal tam był….Splunął na podłogę i wykonał staro chiński ukłon … kowboj zrobił to samo i odszedł na swoje miejsce.

Wracając … po kilkunastu minutach brodzenia wśród ton ziemi zacząłem czuć ostry zapach toksyn –chciałem zaznaczyć na mapie kolejne źródło, które należy załatać. A le zapomniałem jej wziąć.

Kiedy zapach się nasilił a na ściankach tunelu pojawiły się połyskujące toksyczne grzyby …postanowiłem zawrócić, przyśpieszyłem zapominając, że teren ten nazywa się „Ruchoma ziemia” –właśnie z powodu ogromnej ilości sypkiego piasku ….I żwiru.

Poczułem tylko ostre szarpiecie jakbym był właśnie złowioną rybą ….Potem zacząłem spadać w dół przyciskany tonami ziemi i piasku … było kilka możliwości: spadanie przez długi czas do jądra ziemi, spadanie przez długi czas i zatrzymanie się w wąskim tunelu otoczonym zbyt twardymi do przebicia bez odpowiedniego sprzętu skały, spadnięcie do jeziora lawy, spadnięcie do jaskini pełnej promieniotwórczych kamieni, spotkanie z nieznanymi formami życia, które zamieszkują pod ziemią korzystając z ciepła płynącego z jądra.

Kiedy tak spadałem zacząłem sobie wyobrażać każde z założeń …..Od widoku mnie powoli trawionego przez przedstawiciela nieznanej rasy przez szybkie zatonięcie w basenie lawy aż do powolnej utarty i sił i tchu w tunelu bez wyjścia.

Jakie było moje zdziwienie, kiedy wylądowałem w bezpiecznym tunelu pełnym trującego grzyba …. Tunel był … brukowany połyskującymi kwarcowymi płytkami …. Zdziwiony pełzłem dalej.

Nagle na mojej drodze pojawił się jeden z nich … dziwny stwór o czerwonych skośnych owadzich oczach, białej skórze …widziałem przez nią nawet narządy.. Jednak i postura byłą ludzka.. Nawet ubierali się podobnie jak ludzie – ten miał na sobie brązowe buty z nieznanego materiału, płaszcz ze skóry dżdżownicy.. Otwarł ust, w których znajdowały się nawet ludzkie zęby.

Tak to bez wątpienia była kiedyś ludzka istota ….Spojrzał na mnie, widział, że się boje…. Podniósł swoje białe ręce, aby pokazać, że nie ma broni.. Następnie zaprowadził mnie do centrum miasta – okazało się, że każdy mieszkaniec miasta ma oczy innego koloru a tym samym odpowiada za inne zajęcie?....Inaczej …wykonuje inną pracę: niebieskoocy, czyli prawnicy lub księgowi, pomarańczowo, zielono –sklepy lub własne zakłady i firmy.

Tych kolorów było mnóstwo.

Co ciekawe w ich sklepach znajdowało się mnóstwo towarów podobnych do tych na górze i do tych, jakie znajdowaliśmy w tunelach – od nawoskowanych stojących równo pergaminów, płaskich wykonanych z połyskującego kamienia telewizorów lub nawet jeżdżących na drewnianych osiowych kołach pojazdy choćby rowery.

Ten, który mnie znalazł zaprowadził mnie do swojego domu – tu obraz mi się rozmywa, pamiętam, że podał mi coś podobnego do herbaty.. Potem tylko krzyk kierownika zmiany. Znów leżałem koło zniszczonego świdra … w łapie jednak ściskałem … kawałek tego srebrnego kamienia ….Tu wyjął z kołtunów sierści średnią nieregularną grudkę połyskującego szkła? Metalu? Kamienia? Plastiku?

No tyle – powiedział w końcu i schował kamień w kołtuny sierści

Moja kolej - powiedział odparł borsuk wskakując na stół … podniósł zaciśniętą pięść do góry i wyprostował dwa palce ( kciuk i mały), co tutaj oznaczało „daj cygaro” lub „mogę zadzwonić”, pięść zaciśnięta „zróbmy rewolucję” a pięść zaciśnięta oraz wskazanie palcem drugiej ręki na krzesło lub inny obiekt oznacza „A ….. Chcesz „

Dobra.. Resztę znaków migowych znajdziecie wiecie gdzie i nie tylko wiecie gdzie.

Chuck podszedł do półki z trunkami, odwrócił się i wysunął szufladę z pod blatu biurka. Otworzył ją małym złotym kluczem –spojrzał …. Włożył rękę i zaczął przeszukiwanie szuflady oprócz paru zdjęć z drugiej wojny światowej, butelki szkockiej, trzech paczek naboi do rewolweru i kilkoma używanymi chusteczkami – nic.

Zamknął szufladę.. Zmienił na mały z okrągłą rączką i otworzył drugą – podniósł głowę i rozejrzał się po zebranych, aby upewnić się, że nikt poza nim tego nie widzi.

No …nieźle –odparł łasica podchodząc do kowboja

Więc jednak sekcja kosmity z Roosevelt jest prawdziwa, podobnie jak wszystkie podobno abstrakcyjne projekty maszyn bojowych Niemców. Trzymacie je w Pentagonie czy u Ciebie w Teksasie?- Dodał po chwili

Idź…… stąd –syknął kowboj aż sierść łasicy stanęła dęba.

Dobra spokojnie –rzekł Jam i wrócił na swoje miejsce

Chuck zamknął z trzaskiem szufladę, i z niechęcią, choć nie chcąc ryzykować otwarcia kolejnych szuflad – rzucił borsukowi jedno ze swoich cygar, ten zapalił je i zadowoleniem wsadził do ust, …. po czym powiedział.

Jestem Rick były żołnierz – te słowa spowodowały kolejną falę ciszy …

Gdzie walczyłeś?- Spytał Sędzia

W Piątym Pułku Borsuczej Linii Obronnej –odparł robot i potarł białą plamę nad lewym okiem ….

Znaczy … najpierw, kiedy byłem jeszcze młody lubiłem oglądać i jak miałem pieniądze kupować sobie plastikowe modele pistoletów, potem, kiedy miałem dziesięć albo dwanaście lat dostałem na moje urodziny od wujka, który był emerytowanym żołnierzem – zawsze, kiedy tylko miał przyjechać, skakałem z nogi na nogę – zawsze, kiedy przyjeżdżał opowiadał mi swoje wojenne historie …z pierwszego frontu – pamiętam jak mówił mi, że podczas jednej z przepraw przez las, kiedy śledzili wrogie wojska, nagle coś wypadło na drogę – wszyscy myśleli, że to wiewiórka lub ptak, jeden z nich otworzył ogień … niestety „wiewiórka” okazała się potencjalnie wybuchowa, – choć granat był wadliwy i gdyby nie Ten strzał w ogóle by nie wybuch.

Wujek stracił nogę … albo jak strzelał do wrogich jednostek z samej procy – kładąc pięćdziesięciu pieszych żołnierzy, dwa czołgi, jeden myśliwiec i jeden helikopter..Za nim go złapali.

Pamiętam, że na te urodziny dostałem od niego roczny karnet na siłownię … najpierw musiałem wychodzić po kryjomu, kiedy matka była w pracy … nie zauważyła nic dopóki podczas sprzątania mojego pokoju nie natrafiła na moją kolekcję łusek z naboi.. Zrobiła mi awanturę.. Potem palnęła kazanie … a na końcu kazała mi się gęsto tłumaczyć.

To powiedziałem, że od kilku miesięcy chodzę na strzelnicę. Na co ona się strasznie zdenerwowała … myślałem, że mnie uderzy, co robiła, kiedy była naprawdę wściekła … następnie pochyliła się na de mną jak był a już stara, … po czym spytała, „Czemu chodzisz na strzelnice, „ na co ja odparłem żeby poćwiczyć.. Ona na to „A nie zapomniałeś czegoś”, przeanalizowałem listę podstawowego wyposażenia, jakie zwykle brałem na strzelnice: prowiant (cukierki kawowe), woda, słuchawki wygłuszające i plecak, aby to gdzieś spakować i karnet.

Na co ona podała mi pudełko – powiedziała, że to mój spóźniony prezent od niej – rzeczywiście przez cztery dni po moich urodzinach, to jest lekkie spóźnienie – mówiła, że była zajęta.

W pudełku znajdował się szary pistolet..-Plastikowy pistolet szturmowy, podniosłem go …. Aż mi zalśniły oczy – pod nim znajdowały się dwa opakowania folii bąbelkowej a w niej około stu igieł, następnie mama wyjęła zza szafy dwa worki pełne puszek – zawsze przynosi mnóstwo butelek lub puszek jak wraca ze sklepu (oczywiście z zawartością)

Następnego dnia zaraz po śniadaniu rozbiłem moją świnkę skarbonkę i pobiegłem do pobliskiego sklepu z narzędziami i częściami zarazem, kupiłem (kilkanaście cegieł, klej, deski oraz magnes) po powrocie do domu, kiedy mamy nie było wziąłem się szybko do pracy- z cegieł ułożyłem kwadratową podstawę sześć na sześć – na jej rogach ustawiłem kolejne sześć cegieł tym razem na sobie – posmarowałem je klejem ( te na górze stosu).. Zakryłem je deskami – tak powstał stół strzelniczy – ustawiłem na każdym boku tyle puszek ile się dało i sobie trochę postrzelałem – potem przeszedłem po całym obszarze i pozbierałem naboje za pomocą magnesu.

Potem jeszcze raz ustawiłem puszki … tym razem na jednym boku, ale w dwuszeregu. Z przerwą pomiędzy pierwszym a drugim szeregiem … strzeliłem, pierwszy pocisk przebił dwie puszki, skrawki metalu posypały się na boki … kolejny strzał przebił pierwszy cel, ale …. Zatrzymał się w drugim …. Z drugiej strony butelki wystawał

Ostry czubek igły, trzeci strzał był chyba najsilniejszy, jedna z puszek rozprysła się na kilka części jak bomba ukryta w walizce.

Następnie szybko posprzątałem zniszczone puszki …. Czekałem na reakcję mamy, na przyjechała, kiedy słońce już zachodziło …. Spojrzała na mój stół i weszła do domu chwiejąc się pod ciężarem toreb z zakupami.

Wyszła dopiero po dwóch godzinach … trzymała coś w ręku – był to pistolet na gorący klej, jednak … przeszedł pewne modyfikacje, teraz zamiast strzelać strumieniem ciekłego kleju – strzelał rozgrzanymi gorącymi pociskami – mama wyszła z domu ściskając broń przed sobą –przycelowała i strzeliła – pocisk przeciął powietrze gorącym zapachem podobnym do palonych liści, dotarł do celu nawet go nie uszkadzając – przykleił się do jego powierzchni jak nieznośny wągr czy trądzik, który nie chce zejść pomimo kuracji tabletkami lub smarowania maścią.

Jednak po chwili wśród cykania świerszczy rozległ się głośny syk – jakby węża, któremu ktoś stanął na ogon –razem z mamą spojrzeliśmy w tamtą stronę, ujrzeliśmy puszkę z jeszcze dymiącą dziurą.

Potem ku mojemu zaskoczeniu mama strzeliła ponownie, tym razem mocniej naciskając spust – kula kleju wyprysła z lufy i przewróciła puszkę, która zaczęła się powoli roztapiać, jednak to nie wszystko, kula podczas lotu uległa rozszczepieniu, podczas impaktu uwalniając mniejsze żarzące się kropelki, które spadły niczym deszcz na dwie kolejne puszki.

Zaśmiałem się a mama zrobiła to samo – siedzieliśmy do wieczora przy świetle lampki ogrodowej strzelając do metalowych puszek.

Następnego dnia, kiedy mama pojechała do sklepu – wiedziałem, że wróci (jak zawsze w środy) trochę później, w środy wypada jej kolej na liczenie pieniędzy w kasach ….Postanowiłem pójść do mojego kolegi, wziąłem oba pistolety i ruszyłem

Samson – tak nazywał się mój kolega.. Właśnie wybierał się na rower, kiedy już miał odjechać właśnie dochodziłem do jego podwórka.. Przywitaliśmy się, po czym pokazałem mu moje pistolety – otworzył oczy ze zdziwienia, po czym zaczął obracać i dokładnie oglądać każdą z broni w swoich brązowych łapach(był jednym z niewielu z moich kolegów, którzy mieli inny kolor sierści niż czarno względnie szaro biały, jednak zdarzały się też brązowe czy srebrne a czasami, co było niezwykle rzadkie złote ubarwienia.)

On pobiegł za dom uśmiechając się diabelsko i prawie rzucając broń …po kilku minutach przyszedł … znaczy przyjechał z szarymi trzeszczącymi taczkami wyładowanymi pustymi plastikowymi butelkami.

Ustawiliśmy je w rzędzie i wzięliśmy bronie – ja mój miotacz igieł a Samson miotacz kleju oraz broń własnego pomysłu, czyli miotacz kamieni – tylko na płaskie kamienie.

Wycelował i strzelił – kamień poleciał z zawrotną szybkością i przeciął z głośnym trzaskiem butelkę, której części potoczyły się po trawie.

Patrzyłem na to jak w transie, po czym przeładowałem mój pistolet … strzeliłem, pocisk przebił butelkę, która zachwiała się zabawnie jednak jej nie przebijając – wpadł do środka, poczekałem aż się zatrzyma i nacisnąłem spust dwa razy – drugi pocisk przeszedł – butelka to jednak nie była puszka, – mimo że byłą łatwiejszym celem to dysponowała pancerzem przeciw siecznym.

Nagle oczy Samsona zaświeciły … zrozumiałem, o co mu chodziło – wybrał cel i oddał strzał z pistoletu na kamienie i na klej jednocześnie – powietrze przeciął ciężki trzask i gryzący gorący dym, – kiedy zelżał z butelki nie zostało zbyt wiele. Kilka odłamków stopniowo trawionych przez białego grzyba.

Do domu wróciłem, kiedy już się ściemniało ….

A kiedy byłem już dorosły … zrobiłem to, na co czekałem – złożyłem papiery poboru do wojska – przyjęli mnie.

Na początku czyściłem, konserwowałem i wydawałem broń, co i tak mnie satysfakcjonowało …jednak czekał mnie awans – po dwóch latach dostałem mój plamiasty wojskowy mundur i moją broń (pistolety od mamy wziąłem ze sobą na pamiątkę).

Pamiętam swoją najlepszą bitwę, kiedy to wstaliśmy bladym świtem dziwiąc się ciszą nieprzerwaną krzykiem dowódcy oznaczającego zbiórkę – jednak nie trzeba było długo czekać po chwili rozległy się strzały – szybko porwaliśmy broń (oprócz mojego nowego uzi wziąłem ze sobą skórzaną torbę)

Ruszyliśmy na wroga – walka nie była łatwa, kiedy dotarliśmy na teren las gdzie uwijało się już kilku medyków, zobaczyliśmy przewagę wroga – nas było pięćdziesięciu pięciu, z czego czterech wyłączonych z walki …. A ich sto. Stali w rzędzie gotowi do ataku: kuny o brązowej połyskującej sierści szczerzące pazury i kły, syczące żmije wijące się wściekle oraz ich grupa strzelnicza, czyli wiewiórki z masą amunicji.

Zaatakowaliśmy …. Moje strzały faszerowały padające, plujące krwią kuny, przecinały żmije, które krwawiły toksyczną krwią…. Słowem wygrywaliśmy. Do czasu.

Do czasu dopóki na niebie nie pojawiły się te cienie … do tej pory nawet żołędzie ciskane przez te cholerne żywe balisty rozpryskiwały się w nieszkodliwy pył pod wpływem naszych kul.

Pamiętam jak po poderżnięciu gardła jednej z wiewiórek podniosłem głowę – wtedy pojawił się ten cień, o którym opowiadano tyle legend ….. My mieliśmy dobrze wyszkloną armię oraz nowoczesną broń, …lecz oni mieli samoloty.

Szybkie myśliwce i ciężkie bombowce.

Najpierw zaatakowały te drugie, … kiedy poleciał pierwszy ładunek powietrze wypełniło się smrodem spalin, ulicy i ….Śmietnikowego żarcia… uciekliśmy szukając jakieś osłony terenowej – ja wskoczyłem za butelkę po piwie.

Niestety Samson …nie zdążył – pocisk zleciał prosto na niego, kilogram białego śluzu o niezliczonej liczbie bakterii i wirusów – od tej pory mój przyjaciel był zarażony.

Wyklęty.

A ten przeklęty gołąb spuścił kolejną bombę……. Jednak opanowaliśmy sytuację, kiedy powietrze przecięła fala terkotu … jakby armii żywych karabinów maszynowych … to było coś gorszego.

Szybkie, wiecznie głodne – idealne maszyny do zabijania, niezwykle inteligentne, potrafiące wyczuwać ruchy wroga.

Przyleciały dwie partie – lekka i ciężka – obie tak samo niebezpieczne, jedna z nich zapikowała w moją stronę – prawie zżarła mi twarz …. Prawie, strąciłem ją odrywając skrzydło celną igłą.

Potem rozgniotłem tą chudą głowę, która eksplodowała klejącym żółtym płynem.. Jedna ważka padła.

Zostały jeszcze muchy – wolniejsze od ważek, ale ….Wydzielające przy trafieniu cuchnący odór. Fuj.

Ale po wielu trudach padł ostatni wróg …… wygraliśmy my, więc zrobiliśmy najrozsądniejszą rzecz – poszliśmy do baru na zimne piwo miodowe – borsuk zaciągnął się cygarem, wyjął je i ukłonił.

Następny –rzekł Chuck

Dobra – syknął nietoperz, po czym przefrunął na belkę zawieszoną nad jedynym pustym stołem na środku baru.

A więc …. Jestem Vincent Teodor Raspustin Sam Gregorian Vlad 23 – rzekł nietoperz

Vlad?- Spytał Chuck

Nie ku*we stonoga!- Krzyknął pijany jeleń

Od tego Vlada?- Spytał Der

Raczej –powiedział nietoperz

Od Vlada Palownika.. Mojego wuja – rzekł nietoperz ukazując dwa ostre kły.

Wujek, jak jeszcze żył …. Za nim wieśnioki, nie wpadły z kołkami tej ponurej, ale za to długiej nocy…

Wujek się bronił.. Gryzł.. Przegryzał ich tętnice jak sznurek …., Hipnotyzował –aż było miło popatrzeć jak się wzajemnie zażynali.. Lub pokazywał im ich najgorsze koszmary. Wtedy dopiero robiło się zabawnie – jeden wbił sobie kołek w głowę….

Nie pomogłeś mu?-Spytał Sędzia

Nie miałem jeszcze kłów trzonowych – rzekł nietoperz

Nie mogłeś zamienić się w człowieka?-Spytała Nica

Uwierz mi …wolałabyś tego nie widzieć –syknął nietoperz

Kiedy tłum wysypał się z powrotem a wujek wstał ….. –

Czekaj to on żyje?-Spytał zdziwiony Klawiusz

No …. Dopiero następnego dnia dowiedzieliśmy się była to inscenizacja a ci ludzie wracali właśnie z garderoby, przyszli do nas z dokumentem do podpisania „Zgoda na udział”, Kontakt z dobrym lekarzem lub farmaceutą”, Nie jestem robotem „ i tego typu kruczki.

Wujek musiał uciekać … odleciał do Ameryki, aby zatrudnić się w Narodowym Banku Krwi, jako strażnik na nocną zmianę – czasami przysyła listy.

Teraz to ja rządzę naszą posiadłością w Transylwanii. Ale musiałem sobie wziąć urlop …nie mogłem już patrzeć na: tych dwudziestu kamerdynerów, sto kucharek, stu dwudziestu ochroniarzy, pięć sprzątaczek i opiekuna do moich zwierząt.. Nawet zbrzydł mi już widok tych wszystkich pomieszczeń: dwunastu jadalni, ośmiu sypialni, sześciu toalet, trzystu pokoi dla gości, zbrojowni, kręgielni, kina, biblioteki, warsztatu, Sali tortur, kotłowni, Sali operacyjnej i jeszcze kilku innych pomieszczeń

Chuck …. Daj trochę czerwonego wina …-polecił nietoperz

Się robi – rzekł kowboj i poszedł na zaplecze

No.. Jak wypije …. To zapraszam na wycieczkę po zamku – rzekł nietoperz oblizując kły językiem

W barze panowała niezdrowa cisza

  A teraz ….

Idziemy na jednego …. Zawył koń, po chwili zamknął szczękę z trzaskiem …..Chuck odwrócił wzrok.

A więc … zaczynajmy … proponuję wam zamknąć oczy dla efektu – rzekł Vlad

Czekaj, co? –Spytał Der

Mówię zamknąć oczy dla efektu – powtórzył nietoperz

Dobra, … ale kły trzymaj przy sobie – rzekł świstak

Spokojnie jestem na diecie –odparł nietoperz

Dobra …. Zaczynaj – polecił Chuck

Z ochotą – syknął nietoperz a jego oczy rozjaśniły się różowym blaskiem …

Znajdują się państwo na mało uczęszczanej drodze zasnutej mgłą … po prawej znajduje się czarna skalna ściana, nie radzę na nią jednak wchodzić – na tych terenach oprócz ekstremalnych warunków pogodowych jest też bardzo dużo lawin.. Poza tym góra jest zamieszkana.

Za państwem oprócz drogi, której nie ma (podobnie jak zasięgu i Internetu) żadnej mapie, tam znajduje się urocza zabita deskami wioska z jednym ponurym gotyckim kościołem o brudnych nieczytelnych witrażach oraz o niecodziennym wnętrzu zamieszkanym przez leżących na ławkach włóczęgów i ćpunów.

Pod kościołem znajduje się wąski klaustrofobiczny korytarz pełen malowideł o treści plus osiemnaście oraz wyrazy w zapomnianym języku – idealne miejsce na urocze randki, nie, ma to jak usiąść pośród obgryzionych i połamanych kości … porozmawiać wydychając dym z kadzideł oraz.

Można zostać tam na noc, – jeśli ktoś lubi jęki i widok zakrwawionych ofiar miejscowych sekciarzy ….. Można też zakupić, co nieco w miejscowym sklepie pamiętając o tym, aby „Nie pić przed sklepem „ i „Nie lać za sklepem” … polecamy zgniły ser oraz ruski spirytus …, grzybki z miejscowego lasu gdzie mieszkają urocze krzyżówki psa i jelenia z chęcią mordu.

Grzybki są zwłaszcza dobre z arszenikiem.

Sprzedawca … jest trochę małomówny … -jego usta porósł bardzo uroczy grzybek, który zaczyna go trawić od środka, z innych wartych do zobaczenia obiektów polecam również opuszczoną klinikę dla umysłowo chorych – nadal w pełni wyposażoną.. Tylko dla odważnych.

Jeśli chodzi o mieszkańców – zaleca się unikać kontaktu wzrokowego oraz rozmawiać tylko w uzasadnionych wypadkach …. Po lewej gdzieś w dole znajduje się opuszczony zamek – same kamienne ruiny no …. Może kawałek muru.

A tam gdzieś w lesie …… ładny.. Uroczy cmentarz … polecam zwłaszcza cztery pierwsze krypty od wejścia … tam …..Jest naprawdę gorąco.

Czekaj …, jakim cudem ty … my.. Tu jesteśmy?-Spytał Der, jego głos dobiegał jakby z oddali.

Normalnie, prosta autohipnoza – rzekł nietoperz

Dobra …za mną –polecił i …z niknął w chmurze szarego dymu …

No … idziemy …za mną proszę –rzekł głosem typowego szlachcica.

Ty….Ty … ty – zaczęła Nica

Tak … tak wyglądam –powiedział osobnik długiej czarnej szacie, czerwonych butach … o bladej skórze, niebieskich oczach – całkowicie niebieskich, przeszywających … obrócił się do reszty….

Teraz wszyscy zobaczyli tą zamyśloną owalną twarz, z której spoglądały głęboko osadzone oczy wyglądające spod krzaczastych brwi wyglądających jak mur na wojnie, za którym skryli się żołnierze.

Nos „nowego” Vlada był dosyć mały..Za dziurki w nim były czerwone jakby ciągle trwało tam poważne zapalenie … wyglądały tak jakby codziennie przechodziła przez nie niezliczona ilość ziaren słonecznika.. (Te z łatwością by się tam zmieściły).

Pod nosem widać było zarys – kilka małych brązowych włosków, zaczątki wąsa, który nie mógł lub nie chciał wyrosnąć … usta – krwisto czerwone jakby pomalowane szminką z truskawek …..Były idealnie gładkie ….. Niepasujące do takiego osobnika…, broda – przypominała połowę jajka jakby przyspawaną do tej białej pustyni.

Włosy osobnika – kruczoczarne i lśniące jakby kipiące od żelu, choć to nie było prawdą.. To był naturalny efekt …

Vlad spojrzał na swoje dłonie – gładkie i białe jak prześcieradło.. Poznaczone mnóstwem zielonych naczyń krwionośnych wydawałoby się, że gdyby skupiło się na nich wzrok trochę dłużej można by było zostać wciągniętym w głąb.

Paznokcie były równo przycięte albo poobgryzane …widać było ich niewielką część ….

Chodźcie – polecił Vlad i ruszył przed siebie … szedł.. Nie on sunął w powietrzu … nagle powietrze przeciął długi zawodzący odgłos jakby członek zespołu disco polo dostał poważnego przypadku kamieni nerkowych

Vlad obrócił się do reszty

To ….. Stary Humphrey.. W dziesiąte urodziny został ugryziony przez wilka …

Co? –Spytał po chwili spoglądając na zdziwione twarze pozostałych …..Spuścił głowę

Co … nie rzucam cienia … tak – odparł Vlad

Hm –chrząknął wojownik wskazując coś na górze jedną (drugą głaszcząc warczącego psa)

Cześć – rzekł Vlad do dziwnej istoty siedzącej na skalnej półce – istota była szarego koloru, masywnie zbudowana.. Jej pomarańczowe oczy niczym lampiony wpatrywały się w tłumek na dole … w świetle księżyca można było zobaczyć złożone na jej plecach białe szkliste skrzydła.

Głowę istoty okalała jakby skołtuniona grzywa. A za nią śmigał długi, cienki zakończony pędzlem ogon.

Co tam?- Spytał Vlad.. Istota wybełkotała coś niewyraźnie. Ale pomimo to można było stwierdzić jedno ona była kiedyś człowiekiem.

Fajnie – rzekł Vlad, kiedy to coś skończyło swój wywód.

Dobra.. Idziemy –polecił wampir a stwór siedzący na skalnej półce rozwinął swoje skrzydła … puścił serię cyknięć jak duży świerszcz i poderwał się do lotu.

Spokojnie to tylko Człowiek ćma – rzekł wampir.. I ruszył z miejsca.

Po kilku minutach brodzenia przez mgłę pochód się zatrzymał … przewodnik potarł o siebie dłonie z, pomiędzy których błysnął promień światła …promień, który uformował się w świetlistego nietoperza … ten poderwał się z ręki właściciela i wyrwał do przodu …po chwili wrócił i rozpoczął szalony taniec – latając wokoło całej grupki raz za czas wykonując szaleńcze piruety.

Nagle w trakcie jednego z nich zniknął rozsypując się w chmurę złotego pyłu ….Tą rozwiał wiatr … ten sam, który zabrał mgłę…

Vlad podszedł do masywnych drewnianych drzwi zamkniętych dużą żelazną kulą na łańcuchu … obok drzwi na ich dopiero, co odsłoniętych brzegach na żelaznych piedestałach stały dwie szare rycerskie zbroje z mieczami wbitymi w kwadratową podstawę.

Wampir zbliżył się do wejścia jakby niepewnie … nagle coś zaskrzypiało …. –Był to odgłos jednego z mieczy, który sypiąc iskrami opuścił swoje więzienie … następnie zaskrzypiały nogi u obu posągów.. Potem jeden z nich zeskoczył z miejsca swojej warty …droga w miejscu jego lądowania pękła.

Rycerz podniósł swój oręż do góry … chwycił go w obie ręce gotowy do ataku

Spokojnie … to ja – rzekł Vlad do niego

Przepraszam szefie – rzekł zawstydzony rycerz – jego głos brzmiał tak jakby dochodził z pustej muszli, w której dopiero, co zdechł ślimak.

Zenek na miejsce – odparł pierwszy do drugiego

Przepraszam szefie … nie poznałem – rzekł zawstydzony Zenek

Jestem aż taki stary?- Spytał Vlad

Zapadła cisza ….

Dwadzieścia osiem?-Spróbował Klawiusz

Nie …. …..Sto dwadzieścia osiem –odparł Vlad..

Dobra wracajcie na miejsce – dodał po chwili, … choć rycerze już dawno zamilkli.

Wampir podszedł do drzwi.. Zapukał …te po chwili się otwarły..

Stanął w nich starszy człowiek ubrany w elegancki garnitur, czarne spodnie oraz połyskujące buty … jego twarz poznaczona była zmarszczkami prawie niewidoczne ginące w niej oczy koloru gnijącego liścia wpatrywały się w wampira uważnie.

Witaj Alfredzie – rzekł Vlad

Witam paniczu – odparł Alfred wskazując ręką, aby wszedł do środka

Widzę, że przyszedł pan z gośćmi … przekażę kucharzom, że pan wrócił –rzekł Alfred

Alfredzie mnie tu nie ma ….Znaczy … wiesz, o co mi chodzi –szepnął Vlad

Dziennikarze o mnie pytali?-Spytał po chwili

Nie … tylko ten osobnik w stroju nietoperza –odparł lokaj znikając w drzwiach

Zapraszam –syknął Vlad i zniknął za drzwiami

Pozostali weszli za nim …. Nagle ciemne pomieszczenie rozjaśniło światło zawieszonych pod sufitem.

Dracula schował coś pod płaszcz.. Jego skóra dziwnie błyszczała.. Na pewno nie przez światło

Co … krem z filtrem przeciw światłu – odparł Vlad.

Pomieszczenie, w którym znajdowała się cała kompania było duże – podłogę stanowiły czarno białe płytki ułożone w szachownicę … jednak, kiedy ktoś się im bliżej przyjrzał mógł zauważyć poruszające się w nich twarze.

Ściany były szare i gładkie – jakby oszlifowane przez naprawdę dobrego specjalistę, były nagie.. I surowe.. Sufit natomiast miał specyficzną mozaikę wykonaną z setek jak nie tysięcy małych kwadracików.. Przedstawiła rząd pali na kilku z nich konały ofiary … ostatni z nich był pusty – stał przy nim kat z trzymaną za barki kobietą patrzącą na niego z przerażeniem.

Po drugiej stronie stał kolejny kat.., ten w jednej ręce trzymał długi nóż a w drugiej świeżą gałąź, z której sypały się wióry, natomiast pod drzewem na kawałku deski nabitej gwoździami leżał uśmiechając się uśmiechem pełnym krótkich ostrych igiełkowatych zębów (pomijając dwa duże kły), ubrany w długą czerwoną szatę sam Hrabia Dracula zwany też Vladem Palownikiem.

Wujek Vlad – rzekł Vlad wskazując na mozaikę.

Chodźcie poznacie resztę – odparł wampir, po czym dodał

Zapraszam – odrzekł a echo poniosło jego słowa po całym zamku.

Nagle z niezliczonych drzwi wychynęła masa osób …. Która po kilku minutach cały tłum ustawił się w kilka grupek.

A więc … - zaczął Vlad …

Kamerdynerzy: John ( niski i krępy, łysy o poważnej twarzy z krótką gęstą brodą, przybył do Transylwanii do pracy, jako poganiacz bydła – Z dalekiej Północy), Leonidas(krępy o łagodnej twarzy i grubych nogach) ( Urzędnik z Grecji), Drake( były wojskowy … zajmuje się chwastami za pomocą maszyn własnej konstrukcji), Luke ( farmer z Meksyku zajmuje się zasiewaniem nowych roślin) Alex (Pracownik zoo aktualnie dbający o czystość grządek), Andrew (Amerykański dyrektor, który nie wytrzymał presji dużej korporacji, zajmuje się ochronę ogrodu), Arthur (dba o dostawy nasion), Burt (podlewa rośliny), Blaze, Bruce (ten to robi wszystko), Danny (kierowca), David ( robi zdjęcia i dba o stronę internetową Ogrodu), Derek, (księgowość), Ed (przycinanie roślin nożyczkami), Phill, Edward, Daniel, Frank (koordynacja pracy), Henry, Harry (zielarstwo), Julian i Joseph ( kupuje nasiona)

Do samego ogrodu przejdziemy na końcu zwiedzania – rzekł wampir i dał znak kciukiem, aby kamerdynerzy już poszli

Dalej kucharki: Jenny( ryby), Naomi(owoce) i, Sarah( mięso), Mary (warzywa), Edmontonia (pieczywo pełnoziarniste), Gene (ziarno), Adrianne (mąki), Agata (produkty mleczne), Nessie (jaja), Aggy (konserwy), Aleksandra (masło), Olek (śmietany), Sue (produkty egzotyczne)

Mógłbym tak jeszcze wymieniać …..Idźcie coś przygotować – rzekł do kucharzy i kucharek

 Dalej … - tu wziął głęboki oddech –ochroniarze pilnujący całej tej szarej strefy: Zeno (przyjechał do nas z Rosji) (odpowiada za tyły posiadłości), Bill (prowadzi księgowość broni oraz pilnuje dostaw amunicji), Victor (system zabezpieczeń) – tu spojrzał na chudego osobnika z krótką blond grzywką

Tak jest panie Vlad – rzekł tamten sepleniąc

Spokojnie –odparł Vlad

Nic się nie stało … prawda? –Spytał wampir

Nie … -rzekł blondyn

No …dalej: Derek(broń ciężka), Ray (promienie rentgenowskie)

Nie przynudzam?-Spytał wampir odwracając się do reszty

Jasne, ż... nie –odparł Der rozcierając miejsce gdzie przed chwilą uderzył go łokieć

 Świetnie … to jest …….

Lucy –odparła długowłosa kobieta ubrany w kraciasty jakby ogrodniczy fartuch..

Tak Lucy … jak tam moje zwierzątka?-Spytał Vlad

Dobrze ….Tylko …. On nadal się nie odnalazł – powiedziała Lucy odsuwając się o kilka kroków.

Gdzie uciekłeś?- Spytał wampir kogoś, kogo nie było.

Dobrze. Odmeldujcie się –odparł wampir

Nie …. Ty zostać –rzekł do Lucy, … której oczy nagle się rozszerzyły

Chodźcie … pokażę wam moje stworki …..-Rzekł wampir uśmiechając się

Poprowadził całą grupkę do jednych z setki drzwi.. Każde, choć pozornie takie same były inne …. Te np., kiedy się do nich zbliżyło miały klamkę w kształcie kości …wampir dał znak Lucy, aby poszła pierwsza … wpełzła niepewnie do pomieszczenia … Vlad odczekał chwilę jakby czekając na jej krzyk …. W końcu dał znak i zniknął za drzwiami

Za którymi znajdował się ciemny korytarz, … który nagle zalśnił czerwonym światłem rzucanym przez umieszczone w ścianach setki małych lampek … ściany tunelu były pofałdowane niczym wielkie gardło..

Nagle światła zamigotały i zgasły ….. Przed całą grupkę pojawił się jakiś cień

Dajano ….Włącz te światła … mamy gości –rzekł wampir do ciemnej postaci.. Która syknęła i znikła

Jak ty się wyrażasz!-Krzyknął wampir, kiedy znów zalśniło czerwone światło.

Gdzie jesteśmy?-Spytał Klawiusz

 Aktualnie idziemy przez korytarz zaaranżowany na dom strachów do mojego prywatnego zoo … a właśnie jeszcze parę zasad Bhp …zapomniałem o nich wspomnieć.

Po pierwsze ….Nie karmić zwierząt odparł wampir i ruszyła dalej z uśmiechem na ustach.

Tymczasem światła przygasły.. Zrobiło się jakby chłodniej nagle jeden fragment ściany wsunął się głębiej …. We wnęce pokazała się lalka o długich kiedyś pewnie rudych a teraz brązowych matowych włosach… uśmiechnęła się „Pobaw się ze mną”- pisnęła jakby połknęła od dawna nieużywaną gitarę.

Może, kiedy indziej –odparł cicho Klin i pobiegł do reszty grupy

Zasada druga „  Zakaz robienia zdjęć „ – kontynuował wampir odsuwając kawałek swojej szaty sprzed kursu strzałek pokrytych zieloną cieczą.

Jad kobry – stwierdził Chuck wyjmując strzałkę z lewej ręki

Zasada trzecia „Nie denerwować się „ one tego nie lubią, biorą strach za oznakę gotowości

Gotowości, do czego?- Spytał Finn powstrzymując się od krzyku ….

Do zjedzenia – rzekł wampir

Dobry …. Pająk ….. –Wydukał Finn zamykając oczy i przeskakując olbrzymiego tłustego białego pająka.

Zasada czwarta ….Zaczął Vlad uchylając się przed lecącym toporem … „Nie wdawać się z nimi w dyskusję”

Idziecie?-Spytał wampir

Jasne..  Mógłbyś tylko powiedzieć tym zabłąkanym duchom powiedzieć, aby …..

Spokój! Ryknął wampir …a fioletowe duchy zniknęły rozpływając się w powietrzu

W piekle nie było miejsca –odparł wampir (tak na wszelki wypadek gdyby ktoś się pytał)

Zasada piąta …. „Nie daj się zeżreć shogotthowi „ –rzekł wampir, po czym zatrzymał się czekając na resztę grupy

Skąd wziąłeś te mumie …..?- Spytał zdyszany Garry

Z Egiptu –odparł wampir wyjmując z pod płaszcza klucz w kształcie czaszki

A …tego czarnego psa..-Dodał Robot oglądając się nerwowo za siebie

Z Ogrodzieńca –rzekł spokojnie wampir popychając nowo otwarte drzwi ….

Zapraszam –syknął wampir

Wampir podszedł do ściany i zdjął z niej małe czarne pudełeczko …, następnie ruszył dalej czerwonym korytarzem idąc w stronę zielonego cuchnącego dymu.

Już blisko – rzekł wampir

Co jest w tym pudełku?-Spytała Nica zatykając nos

Coś, co może wam pomoże –odparł wampir otwierając pudełko.. Znajdowała się w nim srebrna szczepionka z białą substancją wewnątrz … wampir pokazał je wszystkim, po czym zatrzasnął z trzaskiem i wyrazem obrzydzenia na twarzy.

Co to było?-Spytał wojownik

Czo …czo …sn…czosnek –odparł wampir powstrzymując wymioty.

Już blisko –odparł, po czym powtórnie zakrył usta swoją peleryną.

Po chwili cała grupka doszła do ogromnych czarnych drzwi …..Z których patrzyła setka białych oczu – zamykających i otwierających się ….Jedno z nich łypnęło na Chucka, ten łypnął na nie …. „Przepraszam pomyłka” – powiedziało oko w głowie Chucka, po czym zakryła je szara matowa powieka.

Vlad podszedł do drzwi a te rozsunęły się na boki … okazując czarną paszczę.

Chodźcie –polecił wampir – zniknął.

Reszta się wahała …. Po czym po kolei przekroczyła czarną czeluść.

No jesteście –rzekł wampir i pchnął brązowe drzwi..Za którymi znajdował się kolejny czerwony korytarz.

A wiec witam w zoo ….. Pierwszy. Albo sami sobie poczytajcie –rzekł wampir wskazując swoją białą ręką.. W głąb korytarza, po którego obu stronach znajdowały się szklane szyby …z kolei za tymi szybami zamiast zwierząt znajdowały się różnokolorowe dziury … portale.

Gdzie one …są –spytał Der

Spokojnie –odparł wampir podchodząc do pierwszej okrągłej brązowej dziury, za którą widać było brązową ziemię. Lub żwir –jakby wnętrze nory.

Nagle coś się w niej poruszyło ….. Ku zdziwieniu …może i strachu ….W dziurze pojawiła się twarz małpy? ….. Człowieka? …. Trudno powiedzieć … to coś miało czarne krótkie włosy i nienaturalnie płaski nos …z jego szczęki oprócz czterech kłów zwisały płaty świeżego mięsa.. Futro na brzuchu ubrudzone było czymś fioletowym jakby sokiem.

Co to?!- Krzyknął zdziwiony Klawiusz

To … Abnauaju.. Nieznana krzyżówka małpy górskiej i człowieka … to dopiero początek.. – Rzekł Vlad i uśmiechnął się.

W drugiej dziurze tym razem siarkowo żółtej… w tle widać było plamę słońca. A niżej zielone kępki trawy.

Natomiast koło truchła małego słonia …klęczało coś jakby chomik …..Choć … nie to nie był chomik.., Mimo że był mały i krępy oraz wydawał dziwne chrupnięcia …odwrócił się … ukazał twarz okoloną gęstwiną czarnych włosów, w której świeciły żółte oczy …stwór skulił się jak do skoku i otarł twarz łapą zakończoną zakrzywionymi pazurami.

To Abonesi … tym razem krzyżówka chomika i człowieka

To nie możliwe.. To przeczy teorii ewolucji –rzekł zdenerwowany Klawiusz

Otóż nie –zaoponował wampir wyjmując z pod płaszcza egzemplarz książki i podając go Klawiuszowi …

Książka nosiła tytuł „Prawdziwa teoria ewolucji” Karol Darwin

Jakieś pytania?-Spytał wampir.. Odbierając książkę.

Ale ….. To niemożliwe!- Krzyknął chłopiec

 To jest niemożliwe? To dopiero pierwsze piętro –rzekł wampir

Jest tego więcej?-Spytał Brand wyraźnie zaciekawiony

Jasne … teraz jesteśmy na piętrze kryptyd …potem przejdziemy na piętro drugie, czyli „stworzenia mityczne” …..A o reszcie przeczytacie obie w książce mojego znajomego … powiem wam tylko nazwy pięter: „Mezopotamskie stworzenia „, Smoki chińskie i wszelakie”, „Mitologia Japońska „, „Stwory z mroźnej Północy”, „Śródziemnomorskie bestie” i Stworzenia zapomniane.

Więc idąc dalej …..

Kolejna dziura pokazywała pustynię … jednak nie była ona zroszona radioaktywnym pyłem

To… świat, …ale ….Jak?-Spytał Klawiusz

Normalnie. Darwin podróżował w czasie ….. To Sahara jeszcze przed epidemią a ten … tam..- Tu wskazał na małe wybrzuszenie w powierzchni piasku. To rzadka krzyżówka wilka i psa – wilk pustynny kiedyś znany pod nazwą Adjulé teraz bezwzględnie tępiony …

To on żyje?-Spytał Hink

Jasne … teraz nazywa się likantrop … bezwzględnie tępiony. Ale to nie ich wina … to przez wirus…..

Spójrzcie ba niego …czyż on nie jest słodki?-Spytał wampir pokazując psowate zwierzę o długim pysku i czarnych oczach. Stwór podniósł głowę i oblizał się..

Teraz ….. Te,….. Są wybijane jak najgorsze pasożyty ……. Teraz już nie są słodkie … teraz to prawdziwe maszyny do zabijania … te czarne oczy, w których błyszczą te białe kryształki … te metalowe kły i morze śliny kapiące z pyska, … co oni wam zrobili –załkał wampir

Ty ….Płaczesz?-Spytała Nica

Nie … tylko coś wpadło mi do oka –rzekł wampir i wytarł łzę

Kolejna dziura przedstawiała morze brudnej wody, w której pływały zwalone drzewa ….. Cuchnęło zgnilizną.. Nagle na spokojnej dotąd tafli pojawił się ślad …jak po rzuceniu kamieniem ….Z tego śladu wynurzyła się mała prostokątna głowa z dwoma małymi kuleczkami na długich cienkich słupkach – kulki mrugnęły.

To … mało znany nauce wąż morski zamieszkujący tereny podmokłe – wyjaśnił Dracula

Następna dziura była zielona i ukazywała ścianę ….Wnętrze jaskini … w jej wnętrzu na środku podskakiwała pokraczna istota o zielonej skórze ….W chudej kościstej łapie trzymała martwego węża..

Alm –rzekł Vlad

Co?-Spytał agent

Alm, jeden z ostatnich członków dzikiego plemienia ….

No.. To by było na tyle pierwszej sekcji ….Zapraszam dalej … odparł wampir i otworzył kolejne drzwi pokryte siatką oczu.

Następny korytarz skąpany był w żółtym świetle

Sekcja kotowatych –wyjaśnił wampir, podchodząc do pierwszego portalu gdzie pośród pożółkłej trawy spał coś pośredniego pomiędzy kotem a gepardem … głowa stwora była duża i gruba jakby napompowana…. Łapy chude zakończone dwoma pazurami w kształcie haków.

To.. Mało znany kotowaty.. Jeden z ocalałych gatunków z Lemurii –wyjaśnił Vlad

Następna dziura przedstawiała las. W bliżej nieokreślonej lokalizacji … na jednej z gałęzi grubego drzewa spało dziwne stworzenie o długim pysku i zamglonym spojrzeniu … stwór oddychał ciężko.

Krzyżówka kojota i wilka –rzekł Vlad

Chory?-Spytał Der

Tak … te stworzenia mają wrażliwą skórę.. Często chorują. Powinien się wylizać

A ten to, co za jeden?-Spytał Finn podchodząc do kolejnego portalu

Za następną ścianą mieściły się trzy dziury – niebieska, zielona i żółta, w pierwszej widniała polana pokryta brązowymi skarłowaciałymi drzewami. Przy jednym z nich stała istota podobna do pudla, ( co ciekawe większość ras psów i kotów nie wyginęło tylko przeszło znaczące zmiany) … była większa, jej łapy przypominały łapy kaczki a ogon przypominał kaktus no i jeszcze ten język – długi i brudno fioletowy, –ale ta czarna gęsta miejscami skołtuniona sierść.. To musiał być pudel.

W drugim otworze koło ubitej ścieżki chyba gdzieś na wsi ….. koło tej ścieżki trwała zażarta walka dwóch istot – obie miały długie puchate ogony, owłosione szarymi włosami dłonie i brudne od krwi i ziemi … ludzkie twarze..

Trzeci otwór zajmowany był przez wychudzonego „kangura” … bardzo przypominał to zwierzę … poza jednym szczegółem …. Na brzuchu pomimo ta małej masy ciała powinna znajdować się torba.

Trzy dziury?-Spytał Klawiusz
No …- odpowiedział Vlad

Ale dlaczego?-Spytał wojownik

Cóż …wy ludzie myśleliście, że jest tylko jedna Bestia z Gévaudan a to nieprawda … owa bestia posiada trzy odmiany … jak zresztą widzicie … pierwsza to zmutowany pies … druga.., Ofiara ugryzienia przez człowieka zakażonego wirusem …a trzeci ….. Uciekł z laboratorium.

 Następna dziura ukazywała morskie dno …. Pokryte mułem i kolorowymi glonami, wśród których śmigały ryby … jednak jedna rzecz tu nie pasowała.. Jeśli ktoś przyjrzał się bliżej i przeniknął oceaniczne głębiny.. Mógł dostrzec dziwną istotę stojącą na kamiennym podeście … była to ryba …..Ale miała łuskowate nogi, coś w rodzaju fioletowego kaptura, … który opadał na jej …. Ludzką pomarszczoną twarz … to ….. Było coś dziwnego

Ah … tak …. To ryba biskup, to on rządzi wodami w tym rejonie – wyjaśnił wampir

W jakim rejonie?-Spytał Klawiusz

Tam gdzie jeździłeś na wakacje – rzekł wampir

Klawiusz ….. Już chciał powiedzieć, że jedyne miejsce gdzie pojechał na wakacje był jeden z nielicznych działających we wczesnej fazie epidemii szpital chorób popromiennych za granicą, …ale postanowił się nie odzywać.

Tymczasem ryba wyjął skądś kawałek czerwonego koralowca, uniosła go wysoko do góry.. I wypowiedziała jakieś słowo.. Na które wszystkie ryby znajdujące się aktualnie w obrębie kamiennej mównicy … zatrzymały się.

Potem ciemność stała jeszcze ciemniejsza – do mównicy zaczął zbliżać się jakiś cień – ogromny cień …. Kiedy wreszcie się pojawił – przedstawiał on ogromnego rekina, które jasnozielone puste oczy robiły nieziemskie wrażenie …. Stwór otworzył paszczę, z której wysypało się mnóstwo tych mniejszych i większych ryb, które rozpłynęły się w różnych kierunkach.

Ryba schowała czerwony kawałek koralowca wyjmując zielony.. Na który wszystkie ryby znów odzyskały zdolność ruchu.

Następnie kolejna dziura przedstawiała rodzinną posiłek wszystko działo się w pniu lub pod pniem wielkiego drzewa – widać było poskręcane korzenie.

Pomiędzy wielkim kotem podobnym do rysia, ale o dłuższej sierści, czarnym kotem podobnym do pantery o spokojnych kremowych oczach ( chyba samica), oraz trzema małymi kotkami ( małym rysiowatym o szarym kolorze sierści) (oraz dwóch panterowatych, (ale jednym w szare a drugim w brązowe cętki) leżała ogromna tłusta dżdżownica.

Lepiej im nie przeszkadzajcie.. Nie przy jedzeniu. Brytyjskie koty tego nie lubią- wyjaśnił wampir

Teraz ostatni egzemplarz na tym poziome ….- Rzekł Vlad podchodząc do ostatniej dziury przedstawiała ona brudne jezioro okolone kępami pożółkłej trawy …. Na których to wylegiwały się dwie grupy stworzeń jedna przypominająca jamniki albo buldoga, ale z płetwami zamiast łap a druga fokę tylko, że jej głowa była wydłużona, bez dolnej szczęki – przypominała pysk ryby piły.

To samiec – tu wampir wskazał na fokę a to – tu na jamnika osobniki tego samego gatunku … a wy uważaliście to za dwa odmienne stworzenia – rzekł Vlad z trudem ukrywając śmiech

Teraz przechodzimy do „Węży morskich „- odparł wampir otwierając kolejną bramę.

Tutaj każdy portal miał inny odcień niebieskiego: pierwszy był ciemny przedstawiał chudego krokodyla, którego grzbiet pokrywały zielone glony zajadającego wciąż jeszcze żyjącą rybę.

Caddy – rzekł wampir

Co?-Spytał robot

 Cadborosaurus willsi- rzekł Klawiusz

Nadal nie rozumiem – rzekł robot

Zwierzę uważane za nieistniejące …. Ale on istnieje tylko dobrze się ukrywał – rzekł chłopiec

Spokojnie … on nie gryzie – powiedział wojownik do psa.. Który już otwierał paszczę

Nie byłbym tego taki pewien – odparł wampir

Następna dziura była po prostu niebieska – przedstawiała spokojne wody jeziora ponad wodami, którego wznosiła się szyja istoty z głową konia … tylko, że pozbawiona wszelkich włosów … nad wodę wystawał też sporej wielkości garb.

Teraz przygotujcie się – rzekł wampir podchodząc do jasnoniebieskiej dziury

Przecież to ….

Tak Chupacabra …- dokończył wampir

Ale dlaczego znajduje się wśród węży morskich?-Spytała Nica

A uwierzysz, że kiedyś był to zwykły padalec?-Spytał Vlad

Serio?-Spytał Klawiusz

No …. Jeszcze jak żyły dinozaury … potem ta asteroida i … oto efekt – tu wskazał na ogromną dwunożną jaszczurkę o psim pysku oraz kolcach na grzbiecie – stwór stał na jakimś ranczu trzymając w paszczy pełnej kłów ciało kozy … wokół ciemnozielonego cielska stora można było wyczuć zapach zgniłych jajek.

Na plecach istoty widoczne też były łuskowate smocze skrzydła.

Teraz ostatni egzemplarz, … czyli Cuino –rzekł Vlad podchodząc do jasnoniebieskiej dziury.

Przedstawiała ona wyrośniętą świnię pokrytą owczą sierścią, … która jadła swoimi ogromnymi zakrzywionymi zębiskami martwego wilka.

Może przemilczę kwestie pokrewieństwa okazu z wężem….-Odparł Vlad

Teraz „Niedźwiedziowate „ –dodał po chwili, kiedy kolejna brama otwarła się z sykiem.

W pierwszej dziurze otoczonej białą poświatą gdzieś na wysokiej gałęzi drzewa siedział stwór o szyi żyrafy.. No może trochę krótszą, prostokątnym pysku pełnym krótkich małych zębów oraz trąbkowatych uszach z tyłu głowy, końskim torsie i dwóch ptasich nogach oraz smoczych skrzydłach –uważnie obserwował otoczenie przekrzywiając raz po raz głowę.

Kolejna dziura była zielona oraz wytężając węch można było wyczuć woń eukaliptusów, co zresztą potwierdzał widok siedzącej na gałęzi koali skubiącej liście tej rośliny – nastała chwila ciszy i zastanowienia, ponieważ to był zwykły niedźwiedź, … więc wystarczyło poczekać na jakiegoś choćby zmutowanego ptaka lub tłum morderczych mrówek.

Ale jak wiadomo w tym świecie nic nie może być pewnego –misiek otworzył pysk ukazując dziesięć ostrych kłów …, skrzeknął, po czym zeskoczył z drzewa …. Upadł na przechodzącego pod drzewem pancernika ….Znów skrzeknął, po czym zamienił się w migający punkt …. Po dwóch minutach beknął i wrócił na drzewo – przedtem wypluwając kilka kawałków płytek pancernika.

Trzeci otwór koloru pomarańczowego przedstawiał tarzającego się w trawie stwora o brązowym kolorze skóry ( z czarnymi paskami), rzędem małych kolców na grzbiecie oraz jednym srebrzystym na nosie.

Za stworem miotał się gruby długi giętki ogon … z pyska dobywały się dźwięki podobne do dźwięku zapchanej trąbki lub puzonu.

No …teraz „Bliżej niesprecyzowane „- powiedział Vlad i ruszył ku kolejnej bramie.

Zaraz po otwarciu bramy dało się wyczuć duszący zapach ryb.. Był on wszechobecny ….

Der zatkał nos.. Wojownik przytrzymał swojego psa przed wskoczeniem do szarej dziury za lub może, w której pływał jasno brązowy krokodyl poza faktem, że jego tylne płetwy były o wiele mniejsze od przednich to niczym się nie wyróżniał … grupka przeszła dalej

Akurat, kiedy z paszczy stwora wystrzelił klejący język trafiając przepływając obok meduzę, która znikła w paszczy stwora.

Dalej.. Obraz nie zmienił się zbytnio – nadal przedstawiał ocean, ale teraz … jego głębie.. Gdzie nie dociera żadne światło.

Nagle w ciemności pojawiła się ryba … była koloru(przynajmniej jej głowa) szkarłatu, miała haczykowaty nos, niebieski lekko beczkowaty tułów oraz sztywny żółty ogon w kształcie litery T, poza tym ryba pływała pionowo.

Trzecia dziura w kolorze żółtym przedstawiała małego szarego stworka podobnego do psa maltańczyka.. Jego głowa była podłużna z długimi wąsami przypominała głowę wilka na krótkiej szyi, pysk stwora był pomarszczony jak ręce kogoś, kto dopiero wyszedł po długim siedzeniu w basenie.

Na grzbiecie stwora widniał niewielki garb – magazyn tłuszczu i witamin podobnie jak u wielbłądów.

Czas na „Stwory z Nory” – rzekł wampir stojąc już przy otwartej bramie.

Tym razem kształty dziur z okrągłych zmieniły się na prostokątny ułożone w poziome … w pierwszej dziurze koloru czerwonego mieszkał stwór o skórze lamparta –dziwnej dużej głowie podobnej do głowy triceratposa, ale z mniejszą kotną kryzą oraz bez trzech charakterystycznych rogów.

 Pysk stwora był blado niebieski i krótki, pełny igiełkowatych zębów.. Oczy stwora były duże i zielone ….

Stwór siedział gdzieś w trawie i obgryzał swoje długie pazury wyrastające z płaskich połączoną błoną pławną łap.

W drugiej dziurze nad taflą jeziora pochylał się przygarbiony stwór o czerwonej łuskowatej skórze z ciemno niebieskimi paskami na szyi, szarymi na grzbiecie oraz zielonymi na ogonie.

Stwór stał na masywnych nogach zakończonych trzema zakrzywionymi pazurami, podpierając się mięsistym ogonem.. Stał popijając wodę.

To T-rex?-Spytał Der

Nie … jego krewniak … -wyjaśnił wampir

Powstał w drodze ewolucji …. Po uderzeniu asteroidy.. Jakieś geny jego większego krewniaka musiały przetrwać. – Dodał po chwili wampir.

Kolejna dziura ukazywała małe stado szarych masywnych krów, które na głowie miały cztery rogi oraz krótkie włosy opadające na czoło oprócz tego na ich nogach widniały małe skórzane skrzydła. U niektórych miały jaskrawe barwy a u niektórych były szare.

Nagle jedna z istot przyśpieszyła a reszta poszła w jej ślady – nagle z góry sfrunął czarny ptak o rozłożystych skrzydłach z wielkim czerwonym ostrym dziobem, krótkim strzałkowatym ogonem oraz krótkimi łapami.

Teraz „Homonidy „ –powiedział Vlad nakładając na twarz kolejną porcję kremu, Kiedy drzwi wsunęły się do otworów w ścianach z cichy sykiem …Vlad się zatrzymał.

Idziesz?-Spytał agent

Dogonię was – rzekł wampir ponownie rozsuwając płaszcz

Trzymajcie –rzekł ochryple Vlad podając całej grupie czarne okulary.

Dzięki –odparł Klawiusz i zniknął w plamie jasnego światła

Czy to, aby na pewno bezpieczne –szepnął Der

Nie wiem … mama zawsze mi mówiła „Nie idź w stronę światła” …. Przynajmniej powiedziała tak raz, … kiedy wpełzłem do piekarnika –rzekł Hink

Spójrzcie! - Krzyknął Klawiusz, jego głos był stłumiony

Co tam masz?-Spytała Nica zaciekawiona, niepewnie wchodząc do niknącego w świetle pomieszczenia

Będę po drugiej stronie –powiedział wampir znikając w chmurze dymu

Czekaj!-Krzyknął Der

Spokojnie kapitanie …. Pan się nie boi?-Spytał Klin

Nie … tylko … głośno myślę –wyjaśnił świstak

Kiedy cała grupka znalazła się w pomieszczeniu, które było niewielkie.. Tylko bardzo jasne..

Mogłem poprosić go o trochę kremu – stwierdził robot

Nic wam się nie stanie –stwierdził Klawiusz

Masz taką pewność?-Spytał Garry

Im to nie przeszkadza –odparł chłopiec wskazując na poszczególne dziury skryte za szklanymi szybami.

Pierwsza z nic ukazywała wysoką na jakieś dwa metry małpę przemierzającą las z drewnianym kijem, którym ostukiwała drogę …

Jej oczy pomimo tego, że były wielkości ludzkich pięści....Przystosowane były do obserwacji w nocy, w dzień stwór korzystał z wydatnego nosa zajmującego większość jej jajowatej twarzy … nagle istota przystanęła, uklękła i spojrzała na pobliski krzak … wyciągnęła swoją kosmatą rękę i zerwała kilka żółtych kuleczek … otworzyła delikatnie dłoń a następnie zaczęła wąchać …. Po chwili odrzuciła owoc, którego skóra pokryta była niebieską pleśnią, pozostałe włożyła do niewielkiego skórzanego woreczka, który zawieszony był na jednym z kołtunów jej sierści … ruszyła dalej.

Następna dziura przedstawiała jakiś skalny korytarz głęboko pod ziemią ….Pełen kruchych łupków oraz połyskujących czarnych grudek węgla.

Nagle obraz zaczął się trząść …

„Tak jak w starym telewizorze „ –pomyślał Der odpływając na chwilę …. Znów znajdował się w swoim domu … tego dnia, kiedy ojciec jak zwykle był w pracy a mama robiła coś w swoim pokoju …on i Barabasz oglądali westrling tego dnia od samego rana coś chodziło im po głowie ( w przypadku Barabasza okazało się, że był to pająk)

Przy śniadaniu bracia dyskutowali cicho raz za czas śmiejąc się piskliwie usiłując powstrzymać błysk, który kwitł w ich oczach, – kiedy odpowiednie kółko zębate zaskoczyło a myśl popłynęła poprzez plątaninę kabli do mózgu, aby odpalić dotąd milczącą zimną żarówkę.

Plan był jasny – mini walki w ringu (miały być w klatce, ale jedynka klatka, jaką mieli w domu to była ta z wbudowanym elektrycznym pastuchem, pamiątka po jednym dniu, w którym Barabasz wypił litrowy zapas kawy ojca do pracy)

Po śniadaniu, kiedy ojciec wziął teczkę, narzucił płaszcz i wyszedł jak zawsze coś myląc np. Kiedyś powiedział do mamy „Barabasz pilnuj brata, „ po czym wyszedł.. Zostawiając teczkę dokumentami w mikrofalówce.

Zawsze, kiedy wychodził mama mówiła „On kiedyś głowy zapomni”

Tego dnia po jego wyjściu mama poszła na górę … chłopcy odczekali chwilę, po czym poszli do salonu … załączyli tv

Przez chwilę skacząc po kanałach w końcu znajdując ten właściwy.. Barabasz pobiegł po kartkę i długopis …

Na ekranie sędzia przekrzykując wiwaty i krzyki tłumu zapowiadał otwarcie kolejnej gali bokserskiej, co spowodowało jeszcze większe wiwaty … po chwili zapowiedział pierwszego zawodnika.

Był to wielki termit … jego głowa kiwała się na boki, chyba był niewyspany, tupnął swoimi masywnymi nogami, po czym ryknął przeciągle następnie uderzając powietrze swoimi sześcioma łapami.

Jak się okazało był to przybyły z Meksyku Termit Amerykański Hanibal „             Rozgryzacz” Kowalski.

Jego przeciwnikiem był napakowany osiłek z gołą klatą z dwunastopakiem.. Miał brązowe włosy średniej długości.. Jego szare oczy uważnie wodziły po widowni.

Miał na sobie tylko czerwone gacie oraz białe skarpetki i sandały … „W drugim narożniku …Conan „Barbarzyńca” … jak pan ma na nazwisko? –Spytał sędzia

Jestem Conan Barbarzyńca –odparł basem, po czym przekrzywił głowę.. Jego kości strzeliły niczym setka petard.

Walka!-Krzyknął sędzia

Tak walka!- Krzyknął Der i poklepał się swoimi jeszcze dwoma łapami po klacie..

Ring i ……lateks na obramowanie – zanotował Barabasz

Jeszcze kostiumy –dodał Der

I pseudonimy – odparł Barabasz

Tymczasem na ekranie dwaj zawodnicy wbili w siebie wzrok ….. Następnie zaczął się pełen napięcia taniec …zawodnicy bez słowa krążyli po ringu cały czas wpatrując się w siebie.

Nagle termit zaatakował.. Skoczył niczym Adam Małysz na Turnieju Czterech Skoczni ( czasami się zdarzało, że tata wracał wcześniej z pracy podczas mistrzostw)

Conan zagryzł zęby podniósł pięść i za

pisarz1111 : :

Zakon całość 131 stron Komentarze (0)
03. czerwca 2018 14:36:00
linkologia.pl spis.pl

 Zakon

Żywioły

To pierwsza z trzech opowieści o trzech dzielnych śmiałkach, którzy podjęli walkę o lepszych świat, odkąd wybuchła wojna, tajemniczy wirus rozwinął się w powietrzu powodując chyba nieodwracalne zmiany – część zwierząt wymarła a te, które przeżyły już nigdy nie były takie same.

Ludzie w ciągu dwóch lat od wojny – wygnani z miast musieli prędko ewoluować – w ciągu tych lat ludzkość stworzyła nowy syntetyczny plastik o właściwościach magazynujących – są to srebrne rurki, na których końcach widnieją małe piktogramy – oznaczające, jakie trzy narzędzia znajdują się w środku – po wydaniu komendy głosowej z końca rurki wysuwał się żądany przedmiot.

Świat nie istnieje, handel upadł – ludzkość powróciła do barteru, nie pewni chwili …… niepewni jutra.

Ale oto znalazło się trzech śmiałków, którzy rzucili wyzwanie śmierci walcząc z żywiołami, które pustoszą resztki cywilizacji …….

Azjatka Nica - Renz   

Najstarsza spośród grona wybranych, urodzona w Azji, tam wychowana – porwana jednak w wieku lat czternastu przez wrogów ojca – biznesmana.

Już od najmłodszych lat Nica pobierała nauki pod okiem najlepszych mistrzów karate, kiedy tej nocy usłyszała krzyki – wstała, jako pierwsza, niestety oni tylko na to czekali, kiedy tylko wystawiła głowę za drzwi, zapadła jeszcze większa ciemność.

Miotała się i biła nogami – bezskutecznie, załadowali ją gdzieś i wywieźli, potem stała wraz z innymi dziewczynami, w szeregu … czekając na kogoś, kto nazywał się GT, wieczorem wszedł gruby koleś w garniturze wraz z ochroniarzami.

Tak Nica znalazła się nawet teraz nie potrafi określić gdzie – ma już siedemnaście lat, długie brązowe włosy, zamyśloną twarz i te tajemnicze niebieskie oczy, cały czas dzierży swoją pierwszą broń kupioną za pierwsze pieniądze z pracy - zmuszono ją do pracy zaraz po przyjeździe dokładnie trzy lata temu – po siedem godzin – ona ma chyba najlepszą posadę – programowanie maszyny syntetycznej – tworzącej czarne ostrza do broni i narzędzi – jej „bracia” i „siostry” z „domu” wielkiego srebrnego dysko o czterech pierścieniach pełnego drzwi na korytarzach z wyposażeniem odpowiednim do właściciela.

Więc ci, którzy się starają – nawet nie mając już sił do pracy dla większości ponad normy – albo śpią na starych mokrych szmatach, sikając do plastikowej miski, jedząc suchy chleb i kawałek mięsa popijając do brudną wodą.

Lub inni, którzy leżą na aksamitnych łóżkach, siadając na toaletach, w których jest telewizja i stojak na przekąski – wszelakie, pizzę, nuggetsy ze szczurów czy sałatkę z wydzieliny olbrzymich żab bagiennych – rarytas.

Nica jak i pozostali nie widzieli swoich „rodziców” mieszkających na czwartym piętrze – słyszą ich codziennie o piątej rano – dają znak do pobudki – przeciągły bas „ojca” – chłopakom a syczący głos żmij „matki” dziewczyną – potem raz za czas odzywają się w ciągu dnia, rzadko, aby pochwalić częściej, aby powiedzieć „Wasz brat/ siostra ….. Musiał się wyprowadzić z powodu …..” Co oznacza, że pewnie już nigdy jej nie zobaczą – wszyscy wiedzą, że pod ośrodkiem są pokoje dla „gówien” tak nazywają „rodzice „ dzieci, które się nie sprawdziły, te już stamtąd nie wychodzą.

Klawiusz Nest

Od małego cierpiał na dziwną chorobę – jeszcze przed wybuchem tego czegoś musiał ukrywać swoją chorobę – jego lewe oko było zielone - początek zarazy, on to złapał, to przekreśliło jego życie.

Najgorsze nastąpiło potem – w wieku dziesięciu lat obudził go dziwny szelest, obudził się …… zobaczył cień stojący obok swojego łóżka – mówił coś:, że wie, skończy to, nie pozwoli na skandal”, mimo chłodu, oraz przejmującej grozy – młody Klawiusz rozpoznał w tym głosie coś znajomego – był to głos jego ojca,…. Stał tam … w jego dłoni błyszczał kuchenny nóż, powiedział, że wie …. Przeczuwał to … nie dał się zwieść wymówką o owrzodzeniu oka – to zbyt błahe –raz, dwa – są na świecie poważniejsze choroby i wirusy np. zombie, krwawnik afrykański, gorączka ferkowa i inne prawie wszystkie śmiertelne.

Potem rzucił się na niego, Klawiusz stoczył się z łóżka, naparł na drzwi i wybiegł charcząc plując obficie śliną mając tylko jedną myśl w głowie uciekł – stał się dzieckiem ulicy – cały czas myślał „Przegrałem, przegrałem „.

Ale nie los dał mu żyć, – choć cały czas przypomina sobie tamtego dziesięciolatka z krótkimi czarnymi włosami o piwnych oczach, którego pasją była grafika komputerowa – tworzył dumne postacie w błyszczących kombinezonach unoszące się w powietrzu, trzymające jeszcze dymiące wielolufowe bronie – nigdy nawet nie pomyślał, że to może się spełnić.

Nie został grafikiem, – ale ogromne zielone stwory, sześciorękie istoty z ogromny żwaczkami, które kiedyś były ludźmi ….. Które nie miały nigdy istnieć …. Ale stało się to…. Wirus.

Teraz chłopiec w brudnych nadpalonych kwasem ciuchach, w prostych skórzanych butach w motorowych rękawiczkach oraz zielonym zestawem broni – śrubokrętem, otwieraczem do napojów oraz małym ostrzem przemierzał ulice nie kryjąc się …. Już nie …. Porzucił opaskę, którą miał na lewym oku.

I tak wszyscy go unikali, ludzie, zwierzęta – unikali, wylewając na niego śmieci i obrzucając resztkami jedzenia – szedł obojętnym krokiem – patrząc prawym zielonym okiem w przyszłość a lewym ….. Zaschniętą zamkniętą i niewidzącą nawet ropiejącą już resztką w przeszłość – przeklinając dzień, w którym zjadł tą jagodę …. Tam był … ten mały …żółty owad …. To przez niego …. Ta choroba ….Od tamtego dnia minęły cztery lata – głos mu się zmutowała na grubszy bardziej charczący, twarz zbielała odsłaniając sieć naczyń krwionośnych, jego włosy ….. Stopniowo …. Wypadały ….. Naznaczając go piętnem choroby … teraz każdy, kto widział brak oka i łysą białą czaszkę – uciekał, klął lub bił go …. Przeżył już kilka takich sytuacji …. Miał pełno siniaków…. Dzień w dzień przemierzał ulice nie wiedząc czy cokolwiek zje.

Wojownik Zaginionego Plemienia

Nikt nie zna jego prawdziwego imienia …. Ani dokładnie jego losów, – lecz wszyscy wiedzą, że jeszcze przed epidemią plemię XOX było jedną z bardziej rozwiniętych cywilizacji na planecie …..Podobno kontaktowali się z ISTOTAMI – przedwiecznymi bytami spoza czasu.

Kiedy wybuchła epidemia – jedno wielkie plemię, podzieliło się na kilkanaście mniejszych klanów, które za nic miały nowe wirusy i choroby czy mutantów – toczyły i toczą własne wojny …. Zabijając każdego, kto wejdzie na teren klanu.

Młody –teraz szesnastoletni krótko włosy blondyn o inteligentnym spojrzeniu, sile fizycznej kroczy dumnie przez światy i nowe ekosystemy – nago tylko w lnianych gaciach pokazując swe niebieskie rytualne tatuaże krocząc dumnie dzierżąc topór o czarnym błyszczącym ostrzu – wraz ze swym kompanem poznanym na Pustyni Frergjv – brązowym psem o płonących oczach….

Trójka bohaterów – wiedzieli, że są inni, – że każdej nocy słyszą głos – głos innego wybrańca wołającego o połączenie sił – nieświadomie prowadzącego ich ku sobie ku misji.,… Ku światu….. Który jeszcze nie powiedział ostatniego słowa……..

Kampanie

Pierwsza misja już dała się we znaki, – kiedy nasi bohaterowie musieli się jeszcze poznać, zrozumieć, zaufać.

Niestety los chciał inaczej … zaraz po pamiętnym spotkaniu, – kiedy to Nica – zahartowana w bojowym rzemiośle szła przez Radioaktywną Dżunglę dumnie dzierżąc swój zestaw broni – szarą cienką kataną, małym statywem oraz podręcznym pudełkiem – wszystko mieszczące się w jednej rurce z syntetycznego plastiku – harowała na nią dwa miesiące…. Prawie nie jedząc i nie pijąc … licząc pieniądze – małe złote grudki, wreszcie kupiła sobie broń … uciekając z tego ośrodka w nowy świat, zauważyła w dżungli na ścieżce leżał tam ktoś – krwawił, nie widziała jego twarzy ….. Obróciła o na place, odskakując przerażona ….. Zostawiając krwawiącego chłopca bez jednego oka na pastwę stwórów.

Teraz ciężko pracuje, aby odzyskać zaufanie grupy, – kiedy wracała tamtą drogą drugi raz tknięta wyrzutami sumienia …. Zobaczyła jakiegoś człowieka … innego … podawał tamtemu siedzącemu pod drzewem jakiś płyn – po jego wypiciu, tamten podniósł się powoli, mimo że jego skóra nadal pozostawała biała, co w przypadku ofiary węża hijn – wielkiego gada o długich zagiętych kłach oraz ogromnym kapturze, ale to tylko samice, samce – one są jadowite, nie moją kłów do obronny młodych, ale celnie plują jadem, Nica niepewnie podeszła do nich, ten, co podał pierwszemu wywar się odwrócił, lewe oko miał zamalowane na niebiesko, na brzuchu widniał wielki smok pożerający konia, na plecach armia małych owadów zamarła w ruchu usiłując się przedostać na drugą stronę pleców.

Nagle coś wybiegło z krzaków – był to długi pies – wielkości jamnika cały czarny z puchatym ogonem, który przy każdym głębszym oddechu stroszył się kolcami, zaczął węszyć, coś świsnęło i kilka ostrych kolców dosłownie o kilka centymetrów minęło twarz Nici.

Potem ten z tatuażami obrócił się, wyszeptał coś i w jego ręce zabłysło czarne ostrze topora, Nici nie czekała długo, wysunęła srebrną katanę i już mieli sobie skoczyć do gardeł, kiedy ten o białej skórze z trudem wypowiedział dwa słowa „Nie, wybrańcy „…. I zemdlał.

Teraz od tygodnia trójka przemierzała szczątki cywilizacji – brnąc przez pustynię, pijąc tylko okazyjnie, kiedy znalazł się jakiś bluk – roślina pełna włókien oraz soku, o odpowiednio cienkiej warstwie skórnej, aby można było ją przebić i napić się zimnego soku.

Nica szła na uboczu, to Klawiusz i ten drugi – bez imienia prowadzili, pierwszy szedł z nieobecnym wzrokiem a drugi pewnie raz za czas gwizdując na psa, która znikał gdzieś w piaskach.

W końcu zmęczeni doszli do ruin miasta – tam gdzie od początku prowadziły ich głosy odzywające się podczas snu, miasto … jego resztki wystawały z piasku walące się i popękane – jedynie dwa domu stały dumnie nad morzem piasku czekając na zasypanie, ale coś było innego – coś tu nie pasowało.

Nad piaskiem pustyni unosił się dziwny jajowaty obiekt ze skrzydłami na około – ten bezimienny rzucił w niego toporem.

Naokoło wioski pojawiła się tarcza z piasku, który zaczął się podnosić po chwili tworząc szczelną sypką kopułę, potem w ziemi pojawiły się szczeliny, buchnął smród potem pojawiła się ręka – prawie biała z fragmentami odpadającej skóry o kolorze złota, za ręką pojawiła się kolejna, w końcu ze szczeliny wyszło coś pośredniego pomiędzy szkieletem a zombie, o niewidzących oczach i żółtej skórze jakby z papieru, idąc rozsypywał za sobą złoty pył i kurz … spadający z jego przegniłej wojskowe koszuli – zatrzymał się i dał znak ….. Z pod ziemi wyszła armia ……

Armia byłych żołnierzy – elitarnych oddziałów w lśniących zbrojach i z najnowocześniejszą bronią musiał to być ich posterunek jeszcze z przed epidemii – czasów zapomnianych, można było się tylko domyślać, co kiedyś przedstawiały szczątki walących się budowli miotach wiatrem, teraz ci żołnierze wyszli z pod ziemi jakby budząc się z głębokiego snu, jakby wciąż nie mogli uwierzyć, że miejsce gdzie kiedyś stacjonowali, gdzie walczyli z potworami, pewnie wielu z nich zginęło, a ci, co zdolni byli do wstania – właśnie to zrobili.

Była ich około pięćdziesiąt część w poszarpanych ubraniach, część bez nich tylko z odpadającą skórą przypominającą podeszwę, część z nich, ale niewielu stało chwiejnie w resztkach pancerze – czerwonego w czarne pasy – z wielką szarą kulą na środku, na jej czubku leżał martwy kosmita przysypany drobniutkimi łuskami teraz ci sami żołnierzy niewykluczone, że nie było wśród nich generała, stali chwiejnie usiłując sobie przypomnieć swoje życie.

Jeden z nich podniósł kościstą rękę układ palców mówił tylko jedno „Zabić” – żołnierzy jakby nagle poraził prąd, wydali dźwięk pośredni pomiędzy wydalaniem pawia a zarzynaną świnią – w ich rękach pojawiły się zapiaszczone, ale jeszcze działające karabiny szybkostrzelne – wszystkie były wycelowane w Nici z kataną błyszczącą w słońcu, Klawiusza, który patrzył na nich obojętnie, wojownika z toporem gotowym do ataku i psa, … który …. Załatwiał się pod nogi jednego z żołnierzy.

Po chwili ciszy padł pierwszy cios, – po którym dało się usłyszeć suchy krzyk – jeden z żołnierzy wyciągnął ręce do góry…. Usiłując wyciągnąć topór z głowy, inni patrzyli na to oniemiali nie spodziewając się walki …. Następnie kolejny świst …. Trzej żołnierze padli …. Głowy tułowiem do tyłu a nogi do przodu, kiedy jedna potoczyła się pod nos psa, ten rzucił się na nią … błagając pana o rzucenie jej …… chętnie by to zrobił, ale żołnierze wyrwali się z szoku …. Padły pierwsze strzały …. Cała trójka i pies rozbiegła się po arenie, której ściany z piasku wznosiły się w górę na jakieś dwadzieścia metrów w niektórych miejscach panował półcień spowodowany większą ilością piasku w tym miejscu.

Żołnierze pokazali, na co ich stać … otworzyli ogień …. Może nie była to ta amunicja, co kiedyś, ale nadal była groźna …. A nawet groźniejsza … jakby naboje z metalu ktoś wrzucił do panierki … teraz przy każdym strzale słyszało się trzask jakby pękającego balona, potem z lufy wylatywał nabój … w pewnym momencie pryskający jak roztrzaskany młotkiem … deszcz małych kawałków przy celnym strzale wbijał się w skórę tworzą małe kraterki, z których sączyła się krew.

Sytuacja po pewnym czasie robiła się niebezpieczna – mimo to, że żołnierze padali w kawałkach tryskając czymś podobnym do soku cytrynowego, kiedy srebrne ostrze muskało ich resztki skóry odrywając je z łatwością, że ich rozczłonkowane lub rozcięte na pół ciała padały na piach rozcięte celnym rzutem, że dużo z nich płonęła niczym pochodnie podpalane czerwonym ogniem, lub że ich ręce i nogi niknęły w paszczy głodnego stwora – nic …. Nawet jakby ich przybywało – raz nie …. Nie przybywało ich …. Oni ciągle żyli ….. Nawet brak ręki nie był problemem, po prostu nabierali lub tarzali się w piachu wstając gotowi do ataku.

Trójka ludzi i pies patrzyli jak wszystkie rany się zabliźniają, kończyny zrastają a kości strzelają na znak gotowości, nagle wojownik wpadł na dziwny pomysł, przymierzył i rzucił … topór ze świstem przeleciał nad zgromadzonymi żołnierzami uderzając w dziwny latający obiekt ….. Fale piasku zastygły w bezruchu …. Padając po chwili i zasypując wojsko oraz wybrańców – po opadnięciu kurzu …. Ciała żołnierzy leżały …. Martwe …… maszyna latająca – to dziwne jajo – spadło wstrząśnięte ładunkiem elektrycznym ….. Topór powrócił do ręki właściciela a nieopodal walącego się budynku wyrósł kwiatek … łapiąc słońce….

Kampania 2

Następnie znów po długiej drodze wymagającej przeprawy po wodzie, z która był pewien problem, który z jednej strony opóźnił podróż a z drugiej nie i finalnie okazał się lepszy niż plan podróży na wyspy położone za Skalnym Morzem – podczas nocy zaraz po rozprawieniu się z armią tych zombie, jeśli można ich było tak nazwać.

Noc nie należała do najprzyjemniejszych – spędzona jeszcze na pustyni, która była jeszcze większa niż mogło się wydawać – noc spędzona na piasku w nieludzkiej temperaturze, z co godzinnym trzymaniem warty – w kolejności zaczynając od psa a kończą na Klawiuszu.

Ale noc –była tym najmniejszym problemem – głosy – nasiliły się, spotęgowały prawie rozsadzając głowy, Klawiusz cały czas się wiercił krzycząc coś przez sen, ten z toporem, kiedy głosy się nasilały wymachiwał toporem, pies piszczał żałośnie a Nica leżało obojętnie – śpią już nie w takich warunkach.

Podczas wart nic szczególnego się nie działo – poza tym, że o piątej nad ranem wszyscy mimo tego, że byli niewyspani zgodzili się z wojownikiem, aby pójść dalej – brnąc przez te piaski wszyscy zastanawiali się skąd się biorą głosy….

Szli nawet nie wiedząc, dokąd – poruszali się jak w transie, jak kukiełki – idąc tam gdzie pchało ich powietrze nie opierając się …. Po kilku godzinach z jedną przerwą, podczas której pies wojownika gdzieś zniknął, aby po chwili wynurzyć się cały we krwi – szedł powoli, padając na ziemię, – kiedy cisza i strach opadły –pies powoli otworzył pysk – wypuszczając z niego trzy małe brązowe myszy –powarki – zawsze, kiedy czują się zagrożone najpierw warczą a kiedy to nie pomaga, stają na dwóch łapach pokazując małe pazurki.

Wojownik chwycił martwe myszy w ręce – wyszeptał coś, rozbłysło niebieskie światło, kiedy zgasło, z mysz zniknęła krew i rany się zabliźniły, – choć nadal były martwe, – kiedy Nici chciała zapytać, co właściwie zrobił –ten podał je Klawiuszowi, – który swoim śrubokrętem wiercił dziurę w pobliskie drzewo o korze pokrytej mchem, – kiedy popłynął z niego sok – ten nachylił się i zaczął pić – potem odebrał od wojownika myszy, wszedł las wychodząc po kilku minutach niosąc gałęzie i cienką trawę Frenh – razem z wojownikiem zmontowali stos a pies rozpalił ogień –następnie we trójkę przystąpili do jedzenia – jednak, kiedy chcieli zawołać jeszcze Nicę – tej nie było.

Wojownik powiedział coś do psa – ten podskoczył i kiwnął głową i wskoczył między drzewa – z nosem przy ziemi szedł powoli węsząc nagle się zatrzymał – usiadł zamiatając ogonem, pokręcił głową na boki – ruszył pędem w prawo – biegł przez zbiorowisko wysokich cienkich drzew o tęczowych liściach – biegł szybko, potem zaczął zwalniać – położył się zmęczony z wywieszonym językiem – wiedząc dwie rzeczy, że wszedł w rejony Radioaktywnego Lasu, z którego już nikt ani nic nie wychodzi takie samo, oraz że jeśli stąd wyjdzie, co będzie ciężkie – powietrze strasznie drgało, kolory drzew przyprawiały o zawrót głowy – pies zdecydował się walczyć, powoli włóczył się po ziemi, Coraz wolniej – nagle wyłowił jakiś zapach, zaciągnął się …. I jak najszybciej mógł pobiegł w dalszy gąszcz.

Wynurzył się po chwili jakby w zupełnie innym świecie – na Ziemi leżał śnieg, drzewa i rośliny – całe oblodzone, szedł dalej idąc przez opustoszałą wioskę – wioskę pełną lodowych kwadratowych domów z kopułą rozsianych tu i tam, miejscami stały konstrukcje z lodowego drewna, – na których leżały lśniące ostrza włóczni oraz kołczany z zielonej trawy – miasto było wymarłe opuszczone, jakby w pośpiechu, – choć nienaruszone szedł dalej węsząc, kiedy wyrósł przed nim ogromny lodowiec pełen małych okien, prowadziła na niego ścieżka wyrzeźbiona w skalnej ścianie, po obu jej stronach stały wbite dzidy – pies zatrzymał się przed pierwszym stopniem – obok niego coś błyszczało – była to Srebrna tuba z wizerunkami: miecza, pudełka i fiolki…….

Tymczasem Klawiusz i wojownik zaniepokojeni zniknięciem psa oraz swojej towarzyszki postanowili wyruszyć na poszukiwania – idąc tą samą trasą, co pies, który zostawił w miękkiej ziemi małe dymiące kratery – niestety na rozdrożu trop się urywał – po długiej naradzie dwaj podróżnicy postanowili, że się rozdzielą – Klawiusz ruszył w prawo, tylko on potrafił wytrzymać promieniowanie bez zbytniej szkody, wojownik natomiast ruszył w lewo.

Szedł wołając raz za czas swego psa oraz Nici – bezskutecznie, znudzony po pewnym czasie zaczął powtarzać pewną plemienną rymowankę, która nagle przyszła mu do głowy „Idzie podróżnik samotną drogą, gdzie nawet drzewa nie rosną, gdzie życie jakby zamarło ……” przerwał i uklęknął na jedno kolano – przed nim widniały małe podłużne ślady – jakby buta.

Potarł jeden z nich palcem, który przybrał brązową barwę, wsadził go do ust powstrzymując krzyk …. To był smak podeszwy …..

Puścił się biegiem przez las zielonych drzew, które nagle zaczęły się rozpraszać …. Wychodząc na rozległą prerie pełną trawy oraz małych kamieni – były prawie idealnie równa – gdyby nie dziwne kratery zwężające się ku górze wykonane jakby z gliny – zignorował je, idąc dalej.

Nagle poczuł ostry ból, obejrzał się spodziewając się jakiegoś groźnego przeciwnika z ogromną kosą wbijającą się w jego żebra – to, co zobaczył doprowadziło go niemal do łez ….. Za nim stał mały stworek o zgniło zielonej sierści, małych czarnych oczkach oraz dwóch kłach wystających z buzi – wszystko to mogło sprawić widok czegoś słodkiego – psuł to jednak jeden element – mały metalowy …. Pistolet z celownikiem skierowanym w jego twarz i małą łapką z ostrymi pazurkami wbitą w jego bok.

No i co się gapisz!- Wy skrzeczał

Wojownik zdziwiony – nie odpowiedział

Idziemy, tylko bez stawiania oporu – powiedział mikrus

Gdzie? – Wydusił wojownik

Do naszego wodza Hink – Jin Kahna 13 – wy skrzeczał

Nigdzie nie idę mikrusie –rzekł wojownik

Co? Mikrusie? Tak mnie nazwałeś?- Wy skrzeczał wściekle stworek a jego twarz przeciął grymas wściekłości.

Stworek stanął na dwóch łapach – w pełnej okazałości miał jakieś sześćdziesiąt centymetrów – potem gwizdnął przeciągle.

No za chwilę inaczej zaśpiewasz, a teraz idziemy!-Powtórzył stworek

Nigdzie nie idę – rzekł wojownik

Tak? Dobrze, uwierz niech nie chciałem tego robić zmusiłeś mnie – wy skrzeczał i splunął na trawę, wojownik spodziewał się kolejnego ataku pazurami lub najwyżej małego ukucia ząbkami stworka, kiedy usłyszał „klik”, spojrzał na stworka, który uśmiechał się sadystycznie, nacisnął guzik na pistolecie, który zwinął się w metalową tubę, po chwili rozwijając się – przypominał teraz pałkę, … na której końcu przeskakiwał prąd

No, i co teraz? Spytał i znów przeciągle zagwizdał.

Nagle ziemia się zaczęła trząść – wojownik mrugnął zdziwiony, kiedy preria przepełniła się masą gwizdów dochodzących z pod ziemi …. Nagle niczym strzelający popcorn nad prerią wyrosły małe ciałka o czarnych oczkach tylko różniące się drobnymi szczegółami. Niektóre z nich były całkowicie szare, inne natomiast całkowicie gołe be sierści te miały czerwone oczy oraz ciało niczym galaretę – prze, które było widać ich dzisiejsze śniadanie, jeszcze inne były białe jak śnieg - długimi brodami oraz zamglonymi oczami, inne miały na głowie czarne czapki i trzymały w łapkach małe noże wystrugane z drzewa, niektóre zamiatały swoimi ogonami prerię tak były długie, były też takie, których małe główki spoczywały na muskularnych i napakowanych ciałach z sześcioma czy nawet dwunasto pakami

Ostatnie trzymały w łapach małe czerwone owocki

No, idziemy mikrusie – wyskrzeczał stworek i znów gwizdnął tym razem do tych muskularnych, następnie znów wcisnął przycisk coś trzasnęło i zapadła ciemność.

Wróćmy teraz do psa, który mozolnie wspinał się na górę trzymając w pysku metalową pałkę, szedł tak już od dobrej godziny patrząc raz za czas w dół …. Bardzo odległy …. Zwalniał … powietrze było coraz bardziej rozrzedzone, – kiedy nagle usłyszał krzyk … resztkami sił zmusił się do biegu – wbiegł z wywieszonym jęzorem na górę – gdzie zobaczył biały ołtarz otoczony przez muskularne sześciorękie stwory, których plecy błyszczały łuską, pies podpełzł bliżej – cicho i ostrożnie, zobaczył Nici przywiązaną czerwoną liną do ołtarza i jednego ze stworów – jego twarz, zakrzywioną, zakończoną dziobem – mówił coś tubalnym głosem, nie zwracając uwagi na szamotającą się dziewczynę.

Nagle jeden ze stworów podniósł go jedną z rąk szybkim ruchem, wszystkie inne twarze zwróciły się w tym kierunku, nawet przywiązanej Nici, stwór coś wybulgotał jakby gotowała się w nim woda, spojrzał na psa, ten spojrzał na niego – patrzyli tak na siebie dobrą minutę, kiedy oczy psa zafalowały, zatańczyły w nich niebieskie ogniki – potem rzucił się na stwora, powalił go na lodową glebę, – która nawet nią nie była – było to zamarznięte jezioro.

Stwór miotał się bezradnie – nic to nie dało, kiedy pies zeskoczył z niego, obok bezgłowego ciała leżały jeszcze drgające ręce – wszystkie sześć, pies oblizał się łakomie, szybko odwracając się w stronę ołtarza i plując kulą śliny, chwilę potem stwory obróciły się w jego stronę przypuszczając atak, tan rozpoczął bieg, plącząc się pod nogami stworów, które potykały się o własne nogi, Nica patrzyła na to przedstawienie – nie rozumiejąc, kiedy nagle coś wylądowało obok niej, obróciła się …. Zobaczyła oślinioną broń …. Swoją broń, potem obejrzała się w stronę psa – ten biegał już resztkami sił, zrozumiała, chciał jej dać czas na ucieczkę – szybko nacisnęła palcem pierwszy guzik, pałka podskoczyła i opadła – wysunęło się z niej ostrze z hartowanej stali, przecięła swoje więzy, zeskoczyła z ołtarza, kiedy nagle ktoś pociągnął ją za włosy, spojrzała za siebie – był to ten stwór, który ją tu uwięził, wyszarpnęła się z uścisku i zadała cios, stwór ryknął i spojrzał na ranę brzucha, z której wypływała niebieska gęsta krew, zaatakowała jeszcze raz, skutecznie stwór rozsunął się na dwie części.

Następnie Nici skoczyła do walki z szałem w oczach.

Tymczasem Klawiusz wspinał się po lodowych stopniach nie zastając nikogo na dole, ruszył na górę, gdzie trwała zawzięta walka pies biegał pomiędzy stworami, robiąc krótkie przerwy, lub skakał na przeciwnika z tymi błyskami w oczach, stwór stawał się bezwolny, chodził jak we śnie, a kiedy pies zeskakiwał, to zawsze się oblizywał, Nica tymczasem wykonywała efektowne piruety, które kiedy się kończyły ujawniały stertę kawałków, lub wbiła się w grupkę wrogów robiąc z nich szaszłyk …. Nagle część stworów zamarła, zaczęła nerwowo bulgotać między sobą, kiedy na horyzoncie pojawił się jakiś człowiek ubrany w potarganą koszulę o całkowicie białej skórze, szedł pewnie przed siebie.

Zostawcie ich – powiedział do zdziwionych stworów.

Cisza – przerwał ją dopiero atak psa, który ugryzł pobliskiego stwora, ten, kiedy pies targał jedną z jego rąk, chwycił go w dwie pozostałe i rzucił – przeleciał przez większą cześć oblodzonego jeziora i uderzył w ołtarz, który popękał.

Następnie atak przypuściła Nici rozpędziła się i zadała cios, potwór zatoczył się do tyłu gubiąc jedną rękę, pozostałe cztery zamachały z wściekłością, z jednej z nich wyrosły czarne pazury wykonując niespodziewany atak, Nici zalała fala bólu, stwór lekko ją popchnął a ona padła jak worek mąki, Klawiusz przerażony tym wszystkim nacisnął na swojej broni czerwony guzik, wysunął się mały ostry nóż – chłopiec z krzykiem wymachując nożem ruszył do ataku.

Tymczasem na prerii wojownik poganiany przez armię świstaków z bronią palną oraz maczugami i nożami, szedł w pełnym słońcu woląc się nie odzywać, widząc pełne wściekłości twarze stworków, które kiedyś były świstakami.

Nagle po długich połaciach kamieni i trawy oraz miejscami skarłowaciałych drzew, piszczących rozmowach stworków oczom wojownika ukazał się wysp kraterów, poustawianych w niewielkich odstępach – było ich setki, domyślił się, że to zapewne mieszkania tych gremilinów – nagle pochód zwolnił zupełnie się zatrzymać.

No jesteśmy na miejscu – wyskrzeczał ten o zgniło zielonej sierści

Gdzie jesteśmy?- Spytał wojownik

W naszym królestwie – odpowiedział świstak

Aha, i co dalej? – Spytał ponownie wojownik

Co dalej?, Co dalej? – Spytał świstak lub to, co kiedyś było świstakiem

Staniesz przed obliczem naszego władcy Hin Jih Khana 13, on Cię osądzi, nawet już jedzie – rzekł stworek i wskazał palcem przed siebie gdzie właśnie coś było widoczne …. Coś poza kraterami.

Był to pochód złożony z kilkudziesięciu świstaków każdy był ubrany w czarną zbroję i czapkę, w łapkach trzymały małe zaostrzone patyki, szły równo tupiąc, pomiędzy dwoma szeregami ochrony na pancerniku, którego złota skorupa oślepiała przy zbyt długim patrzeniu, pancernik szedł powoli, jego rogi – tak rogi jeden z efektów mutacji, jego rogi długie zakrzywione jak końcówki łopaty na końcu tworzyły coś w rodzaju narzędzia do rozpędzania tłumów, z pyska pancernika lekko wystawał niebieski język, jego oczy znikały, co chwila pod kostnymi pokrywkami, owadzie nogi nie wydawały dźwięku przy chodzeniu, natomiast dało się słyszeć szum jego ważkowatych skrzydeł.

Pochód po kilku minutach dotarł na miejsce, ochroniarze stanęli na baczność stwór położył się na nagrzanej ziemi, z jego ust wysunął się długi niebieski język, po którym zjechał świstak w zielonej szacie i koronie z ogryzka jabłka.

Wszystkie stworki padły na ten znak ryjkiem do ziemi, tylko wojownik klęczał na jedno kolano, niedługo, ponieważ po chwili poraził go prąd, kiedy padł dotykając nosem czerwonego żwiru, jeden ze strażników powiedział tym ich skrzeczącym głosem

Oto władca Hin Jih Khan 13 władca, który zjednoczył wszystkie świstaki, pokonał mrówki w wąwozie oraz…… od tego momentu wojownik nie słuchał odpływając do podświadomości.

Przypomniała mu się pewna urywka z jego życia – znajdował się w wiosce pełnej drewnianych domków skromnie urządzonych, nie pamiętał dokładnie, jak, ale widział rynek … rynek, na którym płonął niebieski ogień, wokół którego zebrało się dużo osób, w większości były to dzieci w jego wieku – wtedy, kiedy miał jedenaście lat … nawet rozpoznał siebie był wtedy niski, prawie łysy – stał w kolejce pomiędzy jakimś napakowanym kolesiem a chudym jak patyk, który stał za nim, po chwili podszedł do mędrca o pomarszczonej twarzy i zapadłych oczach, o długich siwych włosach i chudych dłoniach.

Chodź, nie bój się – powiedział do niego starzec

Wojownik podszedł, cały w nerwach – wiedział, co teraz się stanie – dostanie swoich opiekunów – rytualną trójkę na całe życie – to najważniejsze święto dla każdego młodziaka, starzec przyjrzał mu się, potem położył kościsty palec na skroni i zamknął oczy … a wokół niego zaczął zbierać się dym… niebieski i gęsty ….Nagle z dymu uformowała się niebieska kula latająca wokół niego – mędrzec cały czas z zamknięty oczami wziął patyk wkładając go do ognia aż ten nie pojawił się na nim, potem przyłożył płonący patyk do twarz chłopca, zamykając jego lewe oko – przykładając do niego patyk – ogień nie był gorący nie był nawet ciepły, był zimny.

Następnie zaczął recytować „Ta kula mocy, niech cię strzeże w drodze twej, wydaj rozkaz a pojawi się”, następnie z wydłużył się … zapachniał pieczonym mięsem formując się w wizerunek długiego smoka z długimi wąsami i wielką paszczą, smok wyleciał w powietrze, pikując po chwili z ogniem buchającym z paszczy.

Mędrzec znów rozpoczął recytację „Bestie z gwiazd przyleciała wspomóc los, uważaj na nią, daj jej coś „ rzekł, po czym wolnymi ruchami zaczął rysować smoka na jego brzuchu, następnie dym się rozproszył … na setki małych obiektów, każdy ze skrzydełkami i ostrymi ząbkami – tym razem ułożyły się w dużą gromadę i rozleciały na wszystkie strony „Moc daję potężną, ale podchodź do niej z ręką pewną”, następnie obraz się rozpłynął poprzedzony porażeniem prądem

Ty … olbrzym – zaczął świstak

Spokojnie Barabaszu – rzekł władca a wojownik powstrzymał śmiech

No, więc co Cię do nas sprowadza – rzekł król

Ja, nie wiem …. Znaczy my ….

Jest was więcej? – Spytał król

Tak, ja, mój pies … taki łysy ….. I Azjatka …..

Nagle wszystkie głowy zwróciły się w stronę, z której rozległ się pikający dźwięk, – czyli na świstaka Barabasza trzymającego w łapce krótkofalówkę

Barabaszu tłumacz się – polecił król

Przepraszam, to pewnie ważny telefon, mogę odebrać?- Spytał zmieszany

Tak, tylko szybko – odparł król do świstaka, który rzeczywiście czekał na ważny telefon a ten do takich nie należał.

Halo? – Spytał Barabasz

Cześć…. Synku byłeś już w sklepie – rozległo się z krótkofalówki

Mamo, jestem na spotkaniu – rzekł ściszonym głosem Barabasz

Okej, to ja nie przeszkadzam, tylko kup fistaszki i sreberka dobrze Barbusiu – rzekł głos

Mamo nie nazywaj mnie tak – rzekł świstak i schował krótkofalówkę, wtedy wszystkie jakieś dwieście głów obróciło się w różne strony.

 Możemy kontynuować? – Spytał król

Tak, oczywiście – rzekł świstak

Świetnie, zatem, na czym….. I znów telefon Barabasza

Mamo, mówiłem Ci nie dzwoń jak jestem na spotkaniu!- Krzyknął

Halo, tu centrala chcieliśmy poinformować pana, że wygrał pan główną nagrodę, czyli pięćdziesiąt tysięcy kamieni ….. Ale za wulgarne odzywki przekażemy wygraną komuś innemu … rzekł głos z drugiej strony i rozłączył.

Świstak padł na ziemię bijąc z wściekłością pięściami, ale kiedy napotkał spojrzenie władcy, wstał i otrzepał się.

Idąc dalej, czego pan tu szuka?- Spytał król

Może zacznę od początku – rzekł wojownik i rozpoczął opowiadanie historii.

Tymczasem na lodowcu, Klawiusz został otoczony przez wściekłe lodowe stwory, Nici nadal leżała na lodzie krwawiąc, dobrze pies otrzepał się i ruszył do ataku pełen furii, gryzł, ciął pazurami oraz stapiał stwory na kałuże wody swoim ogniem, tak, że po kilku minutach było po sprawie, zostało tylko kilka fragmentów ciał i mnóstwo wody …. Wody …. Wody z ciał i ….. Rozmrażającego się jeziora, Klawiusz patrzył oniemiały na pole bitwy i dopiero szczeknięcie psa spowodowało powrót do świata żywych, pies zaczął szczekać zajadle pokazując pyskiem dużą lodową skałę, której zdecydowanie tu nie było …. Nagle skała otworzyła się ukazując dziurkę … niczym od klucza, Klawiusz od razu zrozumiał, nacisnął guzik śrubokrętu i wetknął go w otwór, skała drgnęła i zamieniła się w wodę, jezioro znów stopniowo zaczęła zamarzać – następnie pies z chłopcem podbiegli do rannej dziewczyny, chłopiec przypomniał sobie pewną sytuację w lesie, pies szczekał a Nici śniła – jeszcze tego nie wiedziała, ale śniła….

Tymczasem na prerii zapadł wyrok wydany przez małego tłustego świstaka w sędziowskiej peruce, był otoczony około trzydziestką innych świstaków, każdy z nich ubrany był szarą koszulę

Ogłaszam wyrok po konsultacji z ławą przysięgłych – rzekł sędzia, na co wszystkie trzydzieści głosów pisnęło WINNY

Następnie przemówił król

A więc skazujemy Cię przybyszu na pobyt w naszym więźniu, straże – polecił król wskazując na wojownika.

Do wojownika podeszło czterech napakowanych świstaków z dzidami jeden powiedział tym swoim piskliwym głosem

IDZIEMY – i razem z resztą ruszyli z więźniem dalszą drogą…. 

Klawiusz z psem powoli schodzili lodowymi ścieżkami, pies szedł pełen gotowości do ataku a chłopiec powoli niosąc na rękach ranną dziewczynę – słysząc jej płytki oddech oraz czując krew na lewej ręce – nie obrzydziło go to, wiele razy był bity i kopany, kiedy wałęsał się po mieście – przyzwyczaił się do tego – słońce już zachodziło a biorąc pod uwagę fakt, że znajdowali się gdzieś na lodowcu –robiło się coraz chłodniej a tu było to bardzo odczuwalne – z nosa psa powoli zamiast ognia zaczęła wylatywać para, ziąb był coraz zimniejszy – musieli się śpieszyć.

Nica tymczasem była gdzieś indziej – spała podwójnie, spała w swojej podświadomości szczelnie zasłonięta pancernymi drzwiami oraz oknami zabitymi deskami – wiedziała, że nie może pozwolić sobie na przeciek nie teraz – żadna nawet najmniejsza kropelka nie może się tu dostać, żadna … nie teraz …. Jeszcze nie, spała również pewnej nocy, którą widziała teraz dokładnie jakby jeszcze raz tam była – ta szesnastoletnia Nica – jakby cofnęła się w czasie, do swojego rozpadającego się, trzeszczącego nawet przy podniesieniu nogi łóżka, tych białych … kiedyś … ścian, teraz niezdrowo żółtych, z dziwnymi zaschniętymi plamami pomiędzy kafelkami, w niektórych miejscach nie było kafelek ani nawet białej farby, która była wszędzie pod nią – była tylko goła cegła, pod sufitem dwie świetlówki dające jasnoniebieskie światło, pod ścianą mała biblioteczka ze starannie przejrzanymi książkami – przez tego typa w czarnym kombinezonie i masce przeciwgazowej – zawsze wszystko znajdzie … no prawie, jakoś przemyciłem broń ….

Obok niej stał rozpadający się kufer z jej ciuchami, w większości brudnymi – nawet na pranie trzeba było mieć pozwolenia, – ale jedna rzecz cały czas była bezpieczna – jej czarna skórzana kurtka prezent od jej ojca, który dostał ją od jakiegoś latającego typka w okularach –to tyle, nie była wystarczająco „dobra”, aby mieszkać w pokojach z miękkimi łóżkami, telewizorami nawet własnymi wannami a nie tymi, co na jej piętrze – brudne, pełne szczurów …. Oraz kotary … materiał dawno przegniły, który nie dość, że cuchnął to jeszcze prześwitywał a ośrodek nie było stać na „wielki wydatek”, czyli na drugą łazienkę dla chłopców … jasne, … dlaczego w takim razie ci z trzeciego mieli jacuzzi, ale nie miała najgorzej … najgorzej mieli ci z dwójki i – spali na brudnych śpiworach lub szmatach, jedyne, co mieli w pokoju to kilka „zabawek”, – jeśli przez zabawki rozumiany jest wypchana zdechła mysz – to nie mam pytań.

Pamiętała rozkład wszystkich pozostałych pomieszczeń – przynajmniej na pierwszym, drugim i swoim, czyli trzecim piętrze – nie wiedziała, co znajduje się pod budynkiem, ani na czwartym piętrze gdzie mieszkały inne dzieci oraz tajemniczy opiekunowie, – ale dzisiaj jej specjalnie to nie obchodziło – nie obchodziło jej to, że w łazienkach na drugim piętrze mogę o tej porze chodzić szczury, nie przejmowała się kamerami na swoim piętrze, nawet tym, że pracownicy jadalni czy składziku z dolnego piętra mogę być jeszcze w pracy – ci w żółtych kombinezonach zawsze wydający jedzenie – oczywiście inne dla odpowiedniego sektora „kurczak nie jest dla was mógłby wam zaszkodzić „ mówił czasami jeden Z nich dając kurczaka tym z czwartego a im….. galaretowatą masę pełną włosów i w większości przypalonego mięsa.

Tej nocy wstała, podeszła do drzwi wycinając otwór ostrzem katany, przemykając się koło ściany jak cień, zbiegając na palcach po schodach oraz czołgając się przez korytarz –tam zabiła po raz pierwszy, nie chciała – nie zauważyła strażnika jednego z tych w czarnych kombinezonach, chwycił ją od tyłu, pomału dusił – to był impuls, zaparła się i usłyszała jak ostrze cicho wsuwa się w brzuch, przez grubą kamizelkę strażnika, wyjmuje je i ucieka przez główne drzwi tym samym sposobem, co ze swojego pokoju …. Tymczasem strażnik wzdycha ciężko ściągając maskę……

Była wolna, co z tego, że padał zielony radioaktywny deszcz i wszystko mogło ją zabić …. Nawet liść….

Tymczasem wojownik prowadzony przez czterech żołnierzy przez kilometry prerii z tymi samymi widokami …kopce, kamienia, trawa czasami drzewo … tak przez większość czasu, dopóki pochód się nie zatrzymał – jeden ze świstaków tupnął mocno nogą – w ziemi otwarła się mała klapka, przez którą wyjrzał świstak, którego skóra była dziwnie nienaturalna a jedno oko świeciło na czerwono jakby było laserowe

Czego!- Krzyknął

To my patrol numer 5, mamy więźnia – rzekła jeden z żołnierzy

Dobrze Marian, wejście go zanieście do celi numer ….. Edek, które cele są wolne? – Zawołał

5,6, 8 – Odparł tamten

Dobra, dajcie go do ósemki – rzekł ten z dziwnym okiem

Robi się – odparł ten sam żołnierz

Hasta la świstak!- Krzyknął tamten, kiedy patrol odchodził

Potem znów szli przez jakąś godzinę, kiedy patrol znów się zatrzymał, tym razem cała czwórka żołnierzy uklękła, wbiła mazurki w piach prerii i ze stękiem ciągnęła, raz za czas jeden z nich spoglądał na więźnia

Mocniej! – Krzyknął jeden z nich

Suwak się zaciął – stwierdził jeden z nich

Dobra idzie – wystękał trzeci i klapa się podniosła …. Wyskoczył z niej oburzony świstak w samym czepku i kostką mydła w ręce.

Patrzył przez chwilę to po strażnikach to znów na więźnia nie wiedząc, co robić, w końcu się przemógł, chwycił jednego ze strażników pełen wściekłości a mydło nagle znalazło się w jego …… potem wygwizdał kilka przekleństw w ich języku i schował w dziurze, a przez następne półgodziny trwała akcja „Wypróżnianie”, podczas której wszystkimi sposobami pozostała trójka chciał przetkać ….. Tego czwartego … w końcu jeden wsadził mu do buzi jakieś niebieskie kamienie, patrzył jak tamten się trzęsie a potem jak … leci wysoko na chmurze bąbli o zapachu truskawki, kiedy spadł cała czwórka uzgodniła między sobą, że nic się nie wydarzyło.

Potem znaleźli właściwą dziurę, do której wepchnęli więzienia i zamknęli klapę – wojownik znalazł się w celi o zakratowanych drzwiach …. Nawet w jego rozmiarze ……był sam, za kratami znajdował się korytarz – chyba niepilnowany – wojownik podszedł do „krat”, ale to nie były kraty – tylko parzący bluszcz, który tylko, gdy ktoś się do nie zbliżył uwalniał żółty dym, który w kontakcie ze skórą parzył – wojownik usiadł na ziemi zamknął oczy i usłyszał w głowie pewne słowa „Ta kula mocy, niech cię strzeże w drodze twej, wydaj rozkaz a pojawi się” – dobrze spróbuję – rzekł wojownik – odetchnął, skupił się i powiedział „kula”

Powietrze zadrgało i zaczęło ciemnieć, formując się w kulę wielkości pięści – wojownik nie wiedział, co powiedzieć spojrzał na kulę potem przez przypadek na ścianę celi – gładką ścianę, zauważył, że jego tatuaż na oku przygasł – był teraz blady prawie niewidoczny – tymczasem kula – cichą wiązką światła przecięła ostatni konar – wojownik był wolny, wypełzł z celi na korytarz – długi również o gładkich ścianach – puścił się pędem w prawo po drodze przewracając kamienny posąg, który po upadnięciu na ziemię rozpłynął się w powietrzu – tak miało być ….. No prawie … tuż za wojownikiem ciągnął się czarny ślad – ślad małego motoru a na nim jakieś zielonej postaci w kasku.

Kampania 3

Zaraz po wyjściu z więźnia świstaków wojownik znalazł się na …. Plaży tuż obok białej wody, koło której ktoś niedawno obozował …. Było widać jeszcze tlące się ognisko, prosty szałas oraz połowę drewnianej tratwy – jakby ktoś tu był …albo nadal był …. Wojownik podbiegł do szałasu gdzie na prowizorycznym łóżku z włókien Dewr – coś jakby bambus, ale miększe a po wypaleniu twardsze i bardzie stabilne –na łóżku przykryta skórą z Weera – olbrzymiego jakby niedźwiedzia, ale z kłami dzika oraz jaszczurzym ogonem – leżała pod nią jakaś postać – wojownik podszedł cicho – zauważył tylko mnóstwo czarnych długich włosów – postać odwróciła się ciężko – była to Nica, usiadła z trudem trzymając się za brzuch, gdzie widniała prawie już zagojona rana posmarowana żółtym tłuszczem Weera.

Cześć –wystękała Nica odgarniając włosy z twarzy

Cześć – rzekł wojownik

Gdzie byłeś?- Spytała

Nie pytaj, a ty? Mocno oberwałaś?- Spytał

Tak, byliśmy na lodowcu …. Stęknęła cicho ….. Zniszczyliśmy źródło …. Chodziarz tego nie widziałem … to on to zrobił …, wystękała

Na lodowcu? Jakie źródło? Kto zniszczył?

Spokojnie – wystękała Nica

Byliśmy na lodowcu, tam gdzie mieszkały te stwory … jaszczurki …… dalej nie wiem …. Z tego, co mówił Klawiusz.. Jeden z nich … chodzi mi o stwory … chwycił mnie i udrapał …… potem zniszczył źródło … wielki biały kamień – objaśniła

Źródło lodu- rzekł wojownik

Co?- Spytała Nica

Nic – odparł wojownik.

Nagle do pokoju wcisnął się pies wojownika, podbiegł do niego i podał mu łapę, potem podszedł do Nici kładąc przed nią zdechłego ptaka

Dzięki – powiedziała i uśmiechnęła się

Następnie do szałasu wsunął się Klawiusz

Cześć – powiedział do wojownika

 Cześć, serio zniszczyłeś źródło?- Spytał na wstępie wojownik

A to, tak, – ale bez twojego psa … oraz pomocy Nici by się to nie udało … tu chłopak spojrzał na Nicę, która leżała z pokerową twarzą.

Gdzie byłeś? Spytał chłopiec

Nie pytaj – odparł wojownik.

Spoko – rzekł Klawiusz – pomożesz z tratwą? – Spytał wojownika

Jasne, tylko żeby ten szkodni…..

Co?- Spytał chłopiec

Nic – rzekł wojownik przypominając sobie małego prawie zielonego mikrusa

Potem obaj wyszli z namiotu – został tylko pies, – który położył się obok Nici i zasnął buchając z nosa kłębami szarej pary.

W nocy, kiedy na niebie zaświecił księżyc chłopcy delikatnie wynieśli prowizoryczne łóżko z dziewczyną i położyli je na tratwie, potem Klawiusz włożył na nią prowizoryczne torby – trzy sztuki – każda z jednego płuca Weera, potem sam wszedł, za nim wojownik ….. Szedł z psem, który trząsł się ze strachu – widać, że nie lubił wody

Spokojnie – powiedział wojownik – wiedząc, że kilka kropel wody może zabić ognistego psa, potem tratwa wypłynęła na spokojne białe wody, które oświetlane światłem księżyca błyszczały bardzo mocno – podróż do świtu minęła bezproblemowo – bez sztormu targającego okrętem na wielkich falach, podczas kiedy z nieb sypały się pioruny, bez ataków morskich bestii – bez problemu.

Ale tylko do świtu, – kiedy to tratwa przybiła do brzegu – pełnego palm i wysokich drzew o grubych pniach – chłopcy szli pierwsi, za nimi pies, który niósł ranną dziewczynę.

Ktoś wie gdzie jesteśmy? – Spytał Klawiusz

Nie – rzekł wojownik

Nie – powiedziała Nici

Nie?- Spytał czwarty głos ….. Tak czwarty – dochodził z jednego z drzew, ktoś lub coś siedział na jego gałęzi, – która po chwili się za trzęsła i zeskoczył z niej facet łysy – z zielonymi zdobieniami –oboje oczu zakolorowanych zielonymi plami … na brzuchu.. Wielki olbrzym z rękami podniesionymi do góry i zwiniętymi w pięści oraz ryczącego wściekle, a na plecach ogromnego węża, z którego kłów sączył się jad.

No proszę, miałeś czelność tu wchodzić?- Spytał

Ja?- Spytał Klawiusz

Nie, ten niebieski – wyjaśnił

Musieliśmy tu wejść, nie masz nam za złe?- Spytał wojownik

Nie, ale znasz zasady?- Spytał wojownika

Tak „Z wyspy wypłyną tylko nie liczni dopóki sen JEGO się nie wyśni” – wyrecytował wojownik

A więc, wiesz, że teraz jedno z was zostanie poddane testowi na arenie?- Spytał

Tak – odparł wojownik

Świetnie, teraz idziemy do króla – rzekł tamten

O co tu chodzi?- Spytała Nici

Długa historia – rzekł wojownik

Możesz opowiedzieć?- Spytali równocześnie Klawiusz i Nici

Dobra – chodzi o to, że przed laty …. Jeszcze przed epidemią …. Nasze plemiona żyły w zgodzie walcząc z głównym wrogiem z……

Jesteśmy – rzekł tamten odsuwając na bok liść palmy

Wyłonili się na pustym kamiennym placu, gdzie znajdował się jedynie kamienny tron, na którym chrapał gruby mocno opalony z czarną brodą i włosami tylko po bokach głowy, na której widniała tylko korona wystrugana z drewna – król plemienia

Ten pierwszy ukląkł przed nim- i czekał … przez jakieś dziesięć minut …dopóki król nie wstał

Witam, widzę, że audiencja – rzekł

Tak królu, wszyscy już na arenie? – Spytał

Tak, o widzę, że masz niewolników – rzekł, po czym wyciągnął zza głowy wielką pieczoną nogę Żółwia Dret – poszukiwanego właśnie ze względu na mięso – król pożarł ją na dwa razy oraz się oblizał.

Świetnie – zaprowadź ich, niech walczą - rzekł król przeciągle bekając

Wojownik wstał z klęczek i zaprowadził wszystkich żwirową ścieżką do ogromnego kamiennego Koloseum, przed wejściem odciągnął Nicę, Klawiusza oraz psa na bok przekazując wojownika w ręce wielkiego goryla, – kiedy ten odchodził wojownik zielony obejrzał się za nim

Potem tłum zaczął gromkie wiwaty, kiedy na arenę wszedł wojownik w niebieskich barwach – rozglądający się po siedzeniach gdzie siedzieli przedstawiciele różnych ras: koni, małp, ryb czy nawet skorpionów a ten do towarzyskich nie należą.

Potem po drugiej stronie areny – z przejścia wyszedł wojownik w czerwonych barwach – oczy bez śladu farby, – która na brzucha układała się w kształt wielkiego ptaka z ogromnymi szponami a na plecach ogromna czerwona mrówka.

Pod ścianą stała ściana, na której wisiały dwie postacie – jedna chuda i przestraszona a druga z włosami opadającymi na twarz, do niej przywiązany łańcuchem był pies – zabezpieczenie przed ucieczką, chcą mieć pewność czy nie spęka.

Obaj przeciwnicy patrzyli sobie w oczy, u jednego widniał czarny topór a u drugiego czerwony łuk, z którego padły pierwsze strzały, odbite toporem poleciały i wbiły się w ściany areny, potem niebieski wojownik zaatakował toporem, czerwony czekał …. Kiedy niebieski się zbliżył ten podniósł ręce, w powietrzu pojawił się dym – piasek podniósł się do góry zamieniając się w ogromną mrówkę, ta skoczyła na wojownika szczekając swoimi żwaczkami, ten odtoczył się na bok i zaatakował, nie trafił, znów wykonał unik, unikając szczęk stwora.

Uciekł w róg areny i patrzył na biegnące potwora, wycelował i rzucił, topór poleciał … niestety przeleciał nad mrówką …. A ta była coraz bliżej …. Wojownik czuł jej zgniły oddech, … kiedy już miała odgryźć mu głową …. Na oczach Nici patrzącej z przerażeniem oraz Klawiusza, który zamknął oczy ze strachu …. Kiedy …. Nagle mrówka padła … coś wbiło się jej w tył głowy …. Był to topór ….

Czerwony wojownik krzyknął coś wściekle i zaczął wykonywać szalony taniec …. Kiedy skończył coś pojawiło się na niebie …….. Spadało …… coraz szybciej, … kiedy spadło podnosząc tuman kurzu … ryknęło i walnęło pięściami o ziemię – był to czerwony olbrzym.

Czerwony wojownik spojrzał a niebieskiego z ukosa z wyrazem triumfu, ten również zaczął tańczyć na oczach zdziwionych towarzyszy …. Coś zaczęło się pojawiać po chwili pojawił się ogromny smok z długimi wąsami, rzucił się z furią na olbrzyma – rozszarpując go po krótkiej walce i rozwiewając się w dym.

Publiczność ryknęła gromkimi okrzykami i brawami a pokonany wojownik – no cóż jak kazała tradycja –przegrany musiał podać się woli wygranemu, – co w wielu przypadkach kończyło się śmiercią, – ale nie w tym przypadku – niebieski wojownik pozwolił przegranemu odejść – chcąc tylko pomocy w uwolnieniu przyjaciół….

Następnie cała czwórka wyszła z powrotem na kamienny rynek gdzie czekał na nich król

No jesteście – powiedział

Tak – odparł wojownik

Świetna walka – powiedział ten zielony…

Ale nie możecie odejść …. – Dokończył król

Jak to?- Spytał Klawiusz zdziwiony

Normalnie – rzekł spokojnie wojownik w zielonych barwach

Co, jak to? – Wystękała Nici, a pies szczeknął głośno

Nigdzie się stąd nie ruszycie! – Krzyknął król

Straże!- Krzyknął zielony

Na co na rynek wtoczyli się wojownicy z włóczniami gotowymi do ataku oraz wielki goryl – ten sam, który odprowadzał wojownika.

Zabrać ich!- Krzyknął król

Kiedy strażnicy rzucili się na wojownika z toporem gotowym do ataku, Nici nadal jeszcze słabą, Klawiusza wymachującego śrubokrętem oraz psa warczącego groźnie, kiedy goryl zatrząsnął się jak rażony piorunem a jego ciało …. Otwarło się … wysypało się z niego kilka zielonych … piszczących kulek

Był wśród nich ten z czerwonym okiem – wojownik miał rację skrywał w sobie pewną tajemnicę, – jako jedyny nie miał skóry – był złożony z metalu, jego czerwone oko poruszało się niespokojnie, trzymał w łapkach mały karabin maszynowy, był też sędzia ze swoją peruką oraz wielkim jak na świstaka kowalskim młotem, oraz mały jak zwykle „groźny” Barabasz wymachujący groźnie dwoma blastreami, a także cała czwórka napakowanych strażników z dzidami …..

Bitwa rozgorzała po chwili na dobre – mały metalowy świstak ostrzeliwał wrogów – zadając im małe rany, bardziej ogłuszając i zadając małe draśnięcia przeszkadzające np. w trzymaniu broni, sędzia walił wojowników po stopach unieruchamiając ich – był bardzo szybki skutecznie zadając ciosy i unikając lub parując wrogie.

Barabasz celnie i szybko strzelał we wrogów poważnie niektórych raniąc laserowymi pociskami lub odwracają uwagę innych za pomocą lasera lub niektórych rażąc prądem, co powodowała śmieszną „trzęsionkę” u przeciwnika, który padał drgając na ziemię –strażnicy razem z psem ochraniali raną Nici przed atakami, wojownik odbijał ataki oraz poważnie ranił zbliżających się przeciwników a jego kula, której runa znów błyszczała dumnie w przeciwieństwie do smoka smętnie zamglonego, natomiast Klawiusz dźgał i odskakiwał pomału już zmęczony, pies natomiast cały czas pilnował dziewczyny zionąc strumieniem ognia w tych, co podeszli za blisko….

Walka dobiegła końca po jakieś godzinie, po której wojownicy pokonani odeszli speszeni, zawiedzeni i poobijani niektórzy nawet poważnie – nagle wojownik padł na kamiennie tatuaż smoka na jego plecach zmienił kolor na czerwony – usłyszał głos „Użyłeś mocy, pokonałeś los – daj mi coś”, – co pomyślał wojownik i jego wzrok padł na miecz jednego z wrogów – podszedł do niego a ten rozpłynął się w jasną mgłę – tatuaż znów stał się wyblakły, ale po mału nabierał koloru.

 Następnie przemówił sędzia

Świstaki, do minie!- Krzyknął piskliwie, na co wszyscy żołnierze biorący udział w bitwie zebrali się w wokół niego – robot znów obrósł brązową skórą a jego pistolet maszynowy zmienił się w metalową rurkę, czwórka żołnierzy stanęła na baczność prezentując broń, Barabasz patrzył groźnie na wszystkich z chęcią ataku i wydłubania komuś oka lub dwóch

Świetnie uruchomić goryla i spadamy – dodał

Tak jest!- Zawołali żołnierze uruchamiając kombinezon

A oni … to, … kto?- Spytała Nica

Sam chciałbym wiedzieć – rzekł Klawiusz

Yyyy to …. Moi ……

Brać go! – Krzyknął Barabasz rzucając się wraz z robotem na wojownika

Wy się znacie?- Spytała Nica, która ledwie, ale jakoś stała

Może usiądziesz?- Spytał Klawiusz

Nie, dam radę, dziękuję Ci – odparła dziewczyna

No dobra do więźnia z nimi!!- Krzyknął Barabasz

Spokojnie – rzekł wojownik

Nie żywcem ich!- Krzyknął świstak i rzucił się na Klawiusza, który lekko go kopnął, świstak jednak poleciał trochę za daleko.

Kiedy wstał – cały pulsował z wściekłości

DOSYĆ TEGO!- Wrzasnął i wskazał czwórkę wybrańców robotowi

Coś w nim pisnęło, skóra z niego zeszła odsłaniając metalowy szkielet i czerwone wszechwidzące oko, następnie w jego łapkach pojawiła się błyszcząca lufa karabinu maszynowego oraz wesoły metaliczny uśmiech ….

Świstak ruszył w kierunku wybrańców – wojownik był w gotowości, jego ręce zaciśnięte były na rękojeści topora, Klawiusz wymachiwał prawą nogą jakby mówiąc tym gestem „Jeszcze krok a polecisz”, z pysku psa kapała szara ślina, niespokojnie machał ogonem, Nica jeszcze ledwo stała, ale z kataną w gotowości, coraz bardziej zdziwiona widokiem tych …. Stworków.

No zaczynamy – rzekł świstak

Może nie … my już idziemy – powiedział Klawiusz

Nigdzie nie idziecie – powiedział twardo Barabasz – chyba, że z nami

Dlaczego?- Spytała Nica i spojrzała na Klawiusza a ten na wojownika

No, co?- Spytał wojownik

Spokojnie …. Nie on tu rządzi – rzekł wojownik – nic nam nie zrobi

Tak? – Spytał Barabasz wyjmując swoją krótkofalówkę, która pod obudową skrywała jeszcze jeden przycisk – duży i czerwony

Masz dostęp do głowic jądrowych? Spytał Klawiusz

Tak … Nie, … dlaczego wszyscy myśleli, że to aktywuje bomby …. No może i dostałem to od prez…..

Pracujecie dla prezydenta? Spytała zdziwiona Nica

Tak, chodź teraz się nie odzywała – rzekł robot, teraz twarz Barabasza wyglądała teraz jak bomba 

Nie pracujemy dla tego typka – zaprzeczył Barabasz

Szefie, to nieprawda, przecież dał nam nowe zadanie jak ….. Tu spojrzał na Barabasza, który wyglądał jakby połknął młot pneumatyczny

ŁAP ICH!- Krzyknął

Spokojnie szefie, o co te nerwy?- Spytał robot

Wiesz gdzie on … jest?- Spytał wojownik

Jasne … znaczy nie … nie wiem – odparł robot

Powiedzieć mu?- Spytał Klawiusz i spojrzał po twarzach towarzyszy, nie wyrażały sprzeciwu

O czym powiedzieć? – Spytał zaciekawiony Barabasz

Mamy od niego zadanie – powiedział Klawiusz

Jakie?- Skrzeknął stworek

Musimy …. Niszczyć … źródła … - zaczął Klawiusz jeszcze raz patrząc po twarzach pozostałych

Musimy niszczyć źródła żywiołów – dokończył wojownik

Źródła? –Zaciekawił się stworek

No tak – powiedziała Nica

Gotowe!- Krzyknął sędzia i razem ze strażnikami wchodzili już do wnętrza goryla

Macie szczęście – rzekł Barabasz i pobiegł do goryla.

Kampania 4

Po spotkaniu ze świstakami cała czwórka wróciła na tratwę, wracając jednak przez dżunglę zabłądzili ….
Gdzie jesteśmy ….. Znowu tu?- Spytał Klawiusz

Na to wygląda, znów ten pieniek – odarł wojownik

Zróbmy przerwę – rzekł Klawiusz

Musimy iść dalej – zaprotestował wojownik

Przerwa – powiedział Klawiusz

Idziemy – odparł wojownik

Przerwa – powiedział głośniej Klawiusz

Idziemy – podniósł głos wojownik

Może jednak zróbmy przerwę – powiedział Nici, która pomału odzyskiwała siły – pogadamy o paru sprawach

No dobra – zgodził się wojownik

Kiedy usiedli pod drzewem, popijając sok z pobliskiego drzewa Nica powiedziała

Jak ty …. To …. Na.. Arenie – spytała wojownika

Sam nie wiem … te symbole mam je od zawsze, no prawie to moi ….. Duchowi opiekunowie – powiedział po chwili

Aha, a te świstaki, znasz je?- Spytał Klawiusz

To długa historia – rzekł wojownik

Opowiedz – zachęcił Klawiusz

No dobra – powiedział wojownik i opowiedział wszystko od chwili, kiedy rozdzielił się z Klawiuszem … jak szedł przez prerię …. O pierwszym spotkaniu Barabasza …. O sądzie i populacji świstaków oraz o ucieczce z więzienia – zataił  …. Może inaczej …. Sam jeszcze nie do końca rozumiał to wszystko … te głosy i te symbole – nie wspomniał o swojej wizji …. Jeśli można to tak nazwać …. Podczas sądu tych małych stworków.

Kiedy skończył Nica z Klawiuszem cicho się śmiali

Może teraz ty? Spytał wojownik –

Jasne – odparł Klawiusz – i zaczął opowiadać o tym jak przedzierał się przez gąszcz drzew, o tym, kiedy zdziwiony wyszedł gdzieś na lodowe ……. Pustkowie ….. O tym jak wchodził na lodowiec gdzie zastał te dziwne stwory ….. Oraz o walce

Kiedy skończył opowieść, Nica podjęła swoją – o tym jak coś … jakaś siła …. Ciągnęła ją właśnie na ten lodowiec … o tym jak jeden z tych stwórów ją zaskoczył, kiedy przeszukiwała jeden z domów – gdzie były tylko skóry i kilka patyków ….. O tym jak przywiązał ją do tego lodowego bloku …… nie wspomniała jednak o tym, co jej się śniło …. Jeszcze nie…

Następnie cała czwórka wstała z zamiarem pójścia dalej, kiedy pies wojownika podszedł do pieńka uważnie go obwąchując a potem …. Zaznaczając teren pomarańczowym strumieniem benzyny ……. Nagle pieniek przybrał czarną barwę ….. Rozsypując się w pył ….. Który rozwiał wiatr …. Następnie gdzieś na lewo coś się poruszyło …. Wszyscy ruszyli w tamtą stronę …..To drzewa rozsuwały się na boki … odsłaniając wyjście na plażę.

Wybrańcy ruszyli w tamtym kierunku wybiegając na plażę gdzie czekała na nich tratwa ….. Niestety zapasy ….. Ktoś się do nich dobrał…

Co teraz?- Spytał Klawiusz

Płyniemy dalej – rzekł wojownik

Bez zapasów?- Spytała Nica

No dobra – rzekł wojownik

Świetnie, ja z psem idziemy coś upolować a ty i Nica zostaniecie tutaj – powiedział Klawiusz

A dlaczego to ty idziesz?- Spytał wojownik

Chcesz ty?- Spytał Klawiusz

Tak- rzekł

Dobra możesz iść …. A będziesz wiedział, co Cię nie zabije?- Spytał Klawiusz

A ty skąd to niby wiesz? Spytał wojownik

Lata praktyki – rzekł Klawiiusz i wbiegł w las

Tratwa odpłynęła pod wieczór, kiedy Klawiusz razem z psem wyszli z lasu.....

Kiedy do niego weszli i zniknęli Klawiusz podszedł do jednego z drzew o szorstkiej korze i wbił w nie śrubokręt, popłynął żółty sok spływał do nadstawionego woreczka, przez czas, kiedy sok płynął pies był dziwnie niespokojny – nagle pobiegł gdzieś szczekając

Czekaj!- Krzyknął Klawiusz i pobiegł za nim, było to wymagające zadanie, ponieważ pies był naprawdę szybki, biegł na pełnej prędkości nawet się zbytnio przy tym nie męcząc, … kiedy zdyszany Klawiusz go dogonił pies siedział pod drzewem warcząc groźnie, chłopiec się rozejrzał i spojrzał w tamtym kierunku, na drzewie coś siedziało … na pewno nie był to człowiek, za szybko ruszał głową …. Nagle zaskrzeczał i zapikował powodując falę powietrza, która wprawiła rośliny w szalony taniec ….. – Tym czymś był dwuogonowy ptak o długiej szyi oraz głowie z trójkątnym grzebieniem oraz tęczowym oczami

Yyyyr, myślałem, że wyginęły – powiedział mocno zdziwiony Klawiusz, nagle się rozglądając, ponieważ pies gdzieś zniknął … znowu

Klawiusz zaczął nasłuchiwać … słyszał tylko szum liści, wiatr … oraz …. Ciche piskanie – pobiegł w tamtym kierunku, gdzie znalazł gniazdo … średniej wielkości zbudowane z miękkiej ziemi … to stamtąd dochodziło piszczenie ….. Podszedł tam … zobaczył trzy małe szczurki … no nie szczurki, ale Dsery, – czyli właściwie szare głowy z dużymi oczami, małymi otworami słuchowymi z tyłu głowy, z tyłu długi różowy ogon, a pod sobą cienkie brązowe owadzie nogi …..

Klawiusz po krótkiej obserwacji odszedł od gniazda rozglądając się za psem …. Oraz zastanawiając się, dlaczego nie został nazwany … nagle znów coś usłyszał.. Ruszył w tamtym kierunku.. Aby po chwili znaleźć rannego dorosłego osobnika Dsera leżącego na boku, psa, który znów wbił wzrok gdzieś w dal …. Kiedy za nim podążył zauważył tego samego ptaka …. Ale jego dziób był czerwony …. Wszystko zrozumiał, przecież one też muszą coś jeść …

Przez chwilę trwała niezręczna cisza, którą przerwał Klawiusz, który podszedł do Dsera i oblał jego ranę sokiem … ta przybrała zieloną barwę wyraźnie się zmniejszając … nagle z drzewa dobiegł głośny skrzek … ptak znów zapikował, ale teraz z pazurami gotowymi do ataku ….. Gdyby nie pies, który niczym wystrzelony z procy skoczył w kierunku napastnika przygważdżając go do ziemi …. Klawiusz zapewne dołączyłby do szczura ….. Który otrzepał się i poszedł w stronę gniazda … chłopiec przywołał psa.. Ten podszedł do niego wyraźnie zadowolony trzymając w paszczy zwisającą bezładnie głowę ptaka

Musiałeś?- Spytał, po czym uświadomił sobie, że gdyby nie pies, to prawdopodobnie by już nie żył …. Po chwili ruszyli w stronę plaży, chłopiec zastanawiał się czy właśnie nie zginął ostatni osobnik zagrożonego gatunku a pies dreptał koło niego merdając ogonem cały czas trzymając w paszczy ptaka

Przez ten cały czas, kiedy trwało polowanie Nica i wojownik rozmawiali …

Rozmowę zainicjował wojownik, który opowiedział o swoich wizjach … jakby sam w nie do końca wierzył, potem Nica opowiedziała o swoim śnie, cały czas myśląc, co się stało z rannym tej nocy strażnikiem …. Miała niejasne przeczucie, że przeżył …. Ale nie była tego pewna, właśnie kończyła swoją opowieść, kiedy pies i chłopiec wyszli z lasu.

Potem wszyscy wsiedli na tratwę i ruszyli w dalszą drogę …..

Kampania 5

Podróż tratwą tym razem trwała dłużej … dwa dni … dwa dni pływania po białych wodach w dzień spokojnych oświetlanym gorącym nieznośnym słońcem a w nocy lekko spienionych, chłodnych, oświetlanych zimnym księżycem, w nocy, kiedy wypłynęli był czerwony … wielka krwawa tarcza.

Co za widok – powiedziała Nica

Normalny – odparł spokojnie wojownik – Normalny, ale zły …..

Jasne to zwykły księżyc ……- skończył Klawiusz

Nie, to coś więcej – zaprzeczył wojownik

Tak? A co?- Spytała zaciekawiona Nica

Jest pewna historia z tym związana … zaczął wojownik … mistrz kiedyś ją opowiedział

Mistrz?- Spytał Klawiusz

Tak – rzekł wojownik i zamknął oczy

Znów znalazł się w wiosce pewnej drewnianych domków, była pochmurna noc rozświetlana tylko przez niebieski ogień płonący na palenisku otoczonym drewnianymi kłodami, na których zbierały się pierwsze osoby głównie dzieci.. Wszystkie z tatuażami świecącymi lekkim światłem … mistrz siedział po drugiej stronie ogniska na tym swoim pniu wielkiego drzewa tego samego od … jak niektórzy mówili stu lat młody chłopiec podszedł do reszty i zajął miejsce.

Mistrz odkaszlnął i zaczął snuć opowieść … tak jak zawsze czynił to podczas TRZECIEJ NOCY – zawsze w trzecią noc każdego miesiąca … taka tradycja, tej nocy historia dotyczyła pewnej wioski, do której przybył niegdyś wędrowiec w czerwonych szatach podpierając się drewnianym kosturem z rubinem błyszczącym w słońcu … szybko zdobył zaufanie wioski.. Pomagał wszystkim, ale prawie nic nie mówił był bardzo skryty, jednak pewnego dnia przemówił „Zbliża się ciemny okres, nie wchodźcie do lasu „ rzekł podczas nocnej uczty – po zebranych przebiegł dreszcz wiedzieli, że ciemny okres jest nie przewidywalny, choć zdarzał się, co roku zawsze w ostatni miesiąc … objawiał się pod różnymi postaciami, czarnej mgły, w której znikali ludzie, wielkiej szarej bestii o żółtych pustych oczach czy wielkiego owada zsyłające plagi, nikt nie wiedział czy to istota, czy duch, wiedzieli też, że las skrywa mroczne tajemnice.

Jednak, kiedy już którąś noc z rzędu mędrzec wyszedł ze swej chaty nie chcąc, aby go ktoś zauważył, cicho przemykając się wśród domów … tej nocy ruszyło za nim dwóch chłopców.. Wzięli dzidy i wsunęli się w głąb lasu, otoczyły ich szare drzewa o poskręcanych korzeniach w nocy wyglądające jak potwory, w powietrzu pojawiły się zielone światła a gdzieś daleko dało się usłyszeć Ftrehy, – czyli duże czworonożne stwory o wilczej głowie, z które wyrastają dwa krótkie rogi.

Chłopcy szli już od dwóch godzin przez mroczny las.. Chcieli zawrócić, kiedy nagle w oddali błysnęło coś czerwonego, chłopcy podpełzli w tamtą stronę, kryjąc się za zwalonym pniakiem, wychyli się, zobaczyli tego dziwnego wędrowca, stał odwrócony do krzaków, rozmawiał z kimś, nagle głos umilkł, podróżnik również ucichł, nagle rozpłynął się w chmurze dymu … pojawiając się tuż obok chłopców.. Był inny, jego twarz patrzyła na nich, była biała i gładka, przemawiał do nich nie poruszając ustami, jeden z chłopców chwycił broń i zaatakował, trafił wędrowca w brzuch, te padł na ziemię „Coś zrobił, nie … nie chcę tam wracać, nie, następnie jego ciało rozpłynęło się ukazując białą zbitkę … materii o dwóch czarnych oczach wijącą się wściekle … nagle to coś znikło wydając ostatni odgłos.. Od nikt już go nie widział, … choć niektórzy mówią, że nie zginął … patrzy …. Zawsze, kiedy księżyc jest czerwony … patrzy, i widzi, czekając, aby powrócić silniejszym

Wow – powiedziała Nica

Mocne – zgodził się z nią Klawiusz

Nagle woda zafalowała … coś z niej się wynurzało, było to długie i szare.. No poza tymi niebieskimi oczami oraz szczęką gotową do rozerwania tratwy – obiekt wynurzał się pomału jakby budował nastrój- w pełni wynurzył się po kilku minutach, przez które wybrańcy mogli przygotować się …. Choć nie wiele by to dało, w odległości piętnastu metrów od tratwy wynurzył się ogromny stwór o wielkiej paszczy, w której widać było mięsisty język pokryty brodawkami, oczy stwora były wielkie, o czarnych źrenicach, pokryte były jakimś lepkim śluzem, pod wodą można było dostrzec, choć było to trudne dwie płetwy – zakończone czymś w rodzaju palców, a jak ktoś spojrzałby niżej, zauważyłby masywny brzuch oraz giętkie macki – to stworzenie było kiedyś rekinem, który wtedy był groźny a co dopiero teraz.

Bestia przez chwilę wpatrywała się w wybrańców a oni w nią nagle wykonała szybki obrót a jej macki owinęły się wokół łódki unieruchamiając, następnie stwór otworzył paszczę i zaczął podpływać bliżej, wolno, ale płynął – wiedział, że jego ofiary są bezsilne – i niestety rzeczywiście tak było.

Co robimy?- Spytał Klawiusz

Nie wiem, jest za duży – stwierdziła Nica uważnie obserwując stwora

Ale ja wiem – rzekł wojownik – Trzymajcie się może trochę bujać – dodał

Co chcesz zrobić?- Spytała Nica

Nie wiem, robię to pierwszy raz – odparł wojownik

Chodzi o te tatuaże?- Spytał Klawiusz

Tak – odparł wojownik, zamknął oczy i skupił się koncentrując myśli na swoim tatuażu na plecach, który rozbłysnął nagle blaskiem jakby płonął, nagle rozpłynął się w mgłę – zniknął, po chwili materializując się w postaci chmury obok wojownika – chmura zaczęła pomału rosnąć – aż w końcu stała się naprawdę sporą grupą małych punkcików ze skrzydełkami oraz małymi szczekającymi buziami – był to rój wiecznie głodnych szarańczy – wojownik skupił się coraz bardziej przypominając sobie, że mistrz wspomniał o tym, aby być pewnym zanim przyzwie się czar – przynajmniej ten.

Czuł, że nie wytrzyma długo, skoncentrował się resztkami sił i wielka teraz już kupa rzuciła się na stwora, gryząc go, ale niewiele mu robiąc.

Musimy mu pomóc – rzekł Klawiusz, wyciągając nóź i nacierając na jedną z macek – poszła z niej lepka różowa ciecz.

Nica szybko poszła w jego ślady pomagając mu swoją kataną, która mimo tego, że składała się z kilku warstw hartowanej stali, z trudem przecinała macki, natomiast wojownik słabł, widmowe szarańcze bledły, w końcu znikły zupełnie a wojownik padł na tratwę dysząc ciężko, stwór wreszcie otworzył oczy i z powrotem schował płetwy pod wodę, tymczasem puściła ostatnia macka plując lepkim sokiem zniknęła pod wodą, następnie stwór zaczął zwijać język – po kilku chwilach było wiadomo, co zrobi – wystrzeli go z ogromną prędkością roztrzaskując prymitywną łódkę na kawałki.

Pomóżcie mi – powiedziała Nica starając się jak najlepiej wyjaśnić swój plan zanim stwór zaatakuje „Wojowniku ty i ja będziemy musieli być szybcy, kiedy tylko język zostanie wypluty spróbujesz go przygwoździć toporem, ja będę odwracać uwagę stwora i najwyżej ciąć kolejne macki, jeśli będzie to konieczne ty Klawiszu, pobierz trochę tej lepkiej wydzieliny czuję, że się przyda „ wyjaśniła Nici

Po chwili wprowadzając plan w życie, stwór wypuścił swój długi brodawkowaty język a wojownik topór, który przygwoździł język potwora, kiedy ten tylko trochę wsunął się na bambusową powierzchnię, Klawiusz podszedł do niego ze swoim śrubokrętem pobierając trochę tego lepkiego czegoś do skórzanej torby, Nica natomiast miała rację stwór ponownie przypuścił atak mackami, tym razem pojawiły się one tylko na chwilę usiłując strzaskać tratwę, ale z marnym efektem, prawie każda lądowała zwinięte pod wodą krwawiąc.

Po pewnym czasie stwór był solidnie zdenerwowany, przypuścił ostateczny atak wydał dziwny przeciągły odgłos a na horyzoncie pojawiło się więcej podłużnych obiektów z paszczami gotowymi do ataku, było ich około, pięć co oznaczało poważne kłopoty, z których znalazło się nieoczekiwane wyjście.

Stwór zdołał wyszarpnąć swój język z pod topora odtrącając Klawiusza na drugi koniec tratwy a topór do wody, na szczęście wojownik mógłby go przywołać gdyby nawet spadł na samo dno oceanu – sytuacja wydawała się straszna, stwory rozpłynęły się otaczając łódkę – cztery z pięciu opłynęło ją z dwóch stron – dwa z prawej i dwa z lewej, piąty rekin podpłynął na koniec tratwy gdzie aktualnie drzemał pies wojownika, który leżał na środku tratwy dysząc ciężko wypluty z sił i z magii.

Mamy problem – stwierdził Klawiusz

No, poważny problemem – odparła Nica odgarniając włosy z twarzy, obaj mieli rację stwory ich otoczyły i w każdej chwili mogły pogryźć ich i statek i to nie męcząc się zbytnio przy tym, jednak powietrze nagle zafalowało i dało się słyszeć zbliżający się warkot – nasilał się, kiedy nagle ukazał się właściciel tego dźwięku – był to średniej wielkości metalowy helikopter unoszący się kilka metrów nad nimi, nagle w jego drzwiach stanął znajomy zgniło zielony świstak z głową przewiązaną czerwoną bandaną oraz nożem w zębach, obok niego stał ten z brązową sierścią – stał trzymając pod pachą swój karabin oraz szczerząc złote zęby.

Nie zapomnimy wam tego!- Krzyknął Barabasz w stronę wybrańców i rzucił nożem w jednego z mniejszych stworów trafił w okolice płetwy, poszła z niej ta lepka maź a ranny stwór z wściekłością zaatakował swoją macką, – która natychmiast się schowała wraz z świeżymi otworami po kulach.

No, co jest, nie będziemy całości za was odwalać – rzekł Barabasz

Na te słowa wojownik rzucił toporem trafiając jednego ze stworów w głowę, potem z powrotem go przywołał

Nieźle – pochwalił świstak

Dobra – odpalmy –rzekł po chwili naciskając czerwony guzik, robot nagle drgnął, po czym zaczął się chować – aż w końcu przypominał metalowe pudełko …. Pudełko …. Z rakietami wysuniętymi z boków

No czas na zabawę!- Powiedział robot a następnie poderwał się do lotu, przez chwilę unosił się w powietrzu a potem wystartował, jego laserowe oko wydłużyło się tworząc jakby celownik, z którego wyleciał czerwony promień, który następnie rozdzielił się na kilka czerwonych linii, które najpierw latały szybko, bez sensu – nagle zatrzymując się na pięciu rekinach otaczających tratwę

Hasta la świstak rybki! – Krzyknął robot, coś syknęło i rakiety odpaliły pozostawiając za sobą smugi dymu, przez minutę może dwie zapadła głucha cisza – rakiety jakby pobrały złe namiary rozlatując się na wszystkie strony, – z których następnie wróciły uderzając w rekiny – rozległ się ogłuszający dźwięk będący mieszanką strachu, bólu odczuwanego przez rekiny oraz huk rozpadających się podłużnych metalowych rakiet wypełnionych kilkoma kilogramami prochu zamkniętych wewnątrz latającej puszki.

Kiedy dym opadł – rekinów już nie było, schowały się pod taflę wody, która migotała teraz szybko jakby przed chwilą jakiś olbrzym wrzucił do niego kamień, odsłonił też zdziwione miny wojownika trzymającego swoją broń z niedowierzaniem jakby obrzydzeniem „Czy to, aby na pewno należy do mnie?”, Klawiusza, którego oczy o mało, co nie wystrzeliły z orbit, Nici, która ze zdziwieniem odgarniała włosy – jedynie pies, nie wykonał żadnej reakcji – chrapiąc cicho oraz puszczając kłęby pary z nosa.

Natomiast robot wykonywał różne akrobacje wokół pyska największej bestii za pomocą rurek, które wysunęły się z jego tylnej części – robił pętle, ostre zakręty czy tworzył z dymu różne obraźliwe zdania pod adresem stwora – Barabasz natomiast stał triumfalnie w drzwiach a jego czerwona bandana powiewała groźnie

Dobra zawracaj – rzekł Barabasz

Spoko szefie, jeszcze tylko z nim skończę – odparł robot

Wybrańcy spojrzeli na niego zdziwienie jakby pokaz rakietowy ich ominął, patrzyli tak jakby obstawiali zakłady, w których to w większości przegrywa robot, który teraz zatrzymał się w powietrzu przed ryjem stwora, jego wielkimi oczami wielkości kół od roweru, patrząc na jego pysk pełen kłów, które wystawały z górnej i dolnej szczęki obleczone jakimś żółtym niezdrowym nalotem a pomiędzy którymi znajdował się ten brodawkowaty język z wyraźnym nacięciem zaznaczonym okropnym wyciekiem gęstej różowej masy, naprzeciwko jego wielkich dziur od nosa, w których z wielkim nawet dziewięćdziesięciu procentowym prawdopodobieństwem mógł istnieć własny mikro świat.

Trwało to kilka minut, – przez które wybrańcy stali jakby przymarzli do łódki, było słychać tylko ich płytkie oddechy, oraz ciężki od siarki oddech psa, Barabasz wcale tym niezdziwiony czy nawet zainteresowany wynalazł skądś cygaro, które teraz dymiło mu siedząc w jego pyszczku uniesionym do góry jakby przed chwilą odniósł wielkie zwycięstwo nad wrogiem.

Robot coś zapiszczał a rurki, które wysunęły się z niego, kiedy wykonywał powietrzne akrobacje wsunęły się z sykiem z powrotem ustępując miejsca dziwnej metalowej kulce umieszczonej na metalowym kiju

Już? – Spytał robot

Yhm – wymruczał bez zainteresowania Barabasz puszczając dwa kółka z dymu

Świetnie czas abym zrobił Ci z ryja jesień z …..

…. Do rzeczy – ponaglił świstak

Tak jest!- Krzyknął świstak

Kula zaczęła zmieniać barwę, najpierw stała się czarna, potem pomarańczowa następnie czerwona a potem zielona – w tym stadium zaczęła najpierw się powiększać zatrzymując się i rozszerzając się powoli najpierw na boki, potem do góry i na dół – po kilku sekundach w ten sposób został stworzony całkiem duży metalowy panel solarny – nagle z brzegów panelu zaczęły wysuwać się rurki …. Z tych rurek po chwili zaczęło się coś formować – były to pistolety, karabiny szturmowe i szybkostrzelne, rewolwery, granaty oraz lasery – po prostu cały arsenał jakby prosto z podziemi Centrali w Pentagonie

Było cicho i spokojnie a tu nagle jak …. Nie skończył może to i dobrze – zamiast tego ze lśniących w słońcu broi posypał się złoty deszcz łusek, które wpadały z pluskiem do wody lub spadały z brzęknięciem na tratwę

Kiedy przestało padać – rekina już nie było, robot zawrócił i wylądował w drzwiach helikoptera znów zmieniając się najpierw w robotcznego świstaka a potem obrastając skórą

Nie zapomnimy wam tego tak łatwo – rzekł Barabasz wyrzucając płonące jeszcze cygaro do wody, poszedł dym i przedmiot zatonął

Dzięki!- Krzyknął wojownik

Wypchaj się – powiedział Barabasz zanim drzwi zamknęły się z sykiem

„Czy on się uśmiechnął „ – pomyślał wojownik

Tak i tak to było, teraz cała czwórka już drugi dzień płynęła po oceanie, nagle Klawiusz coś zauważył

Spójrzcie!- Krzyknął i wskazał coś palcem

To ryba?- Spytała Nica

To samolot?- Spytał wojownik

Nie, przyjrzyjcie się, to chyba kolejny – rzekł Klawiusz i wyciągnął rękę dalej

Też to widzę – powiedziała Nica

Ja też – odparł wojownik

Pod wodą – właściwie pod taflą wody coś się kryło – wybrańcy myśleli, że to kolejny rekin lub inny zmutowany popromienny stwór, ale nie

Obiekt zaczął się wynurzać i podpływać do tratwy, – kiedy jego czubek zetknął się z łódką to coś okazało się łódką podwodną „Wojsko” pomyśleli wszyscy

Ale nie, kiedy tylko obiekt stuknął się łódką wybrańców z jego czubka z ogromną szybkością coś wyleciało – była to brudna zielona siatka, – która oplotła całą czwórkę, która zaczęła ściągać ich z tratwy w morskie odmęty…

Nica, Klawiusz i wojownik z psem otworzyli oczy – Nica odgarnęła włosy, z których wypadły jakieś glony, Klawiusz siedział oniemiały chwytając za pręty klatki i rozglądając się, bo białym pomieszczeniu, całkowicie białym – białe szafki stojące pod ścianami, białe światło sączące się z sufitu – całkowicie białym … sterylnym.

Wojownik natomiast oglądał swe tatuaże – jakby sprawdzał czy jeszcze tam są – były, ale tylko kulka lśniła ciemno niebieskim blaskiem – pozostałe dwa tatuaże jeszcze się nie odnowiły – pies natomiast charczał głośno jakby się dusił – nagle zaczął kaszleć – po ostatnim wstrząsie na białej podłodze w klatce pojawiła się ośliniona trochę nadtrawiona skórzana sakwa z lepkim czymś – pies ziewnął i zapadł w sen….

Tymczasem otworzyły się białe drzwi, – przez które weszła trójka osobników – jeden pomarszczony jakby wyszedł z tostera po niewłaściwym jego ustawieniu – na głowie miał czarny okrągły kapelusz a jego palce, jego ręce …. – Była to sama zeschnięta skóra, która formowała się w długie ostre pazury.

Drugi był niski i gruby miał szarą barwę – grube masywne ręce i nogi.

Jego twarz- szara i duża niczym napompowany balon – widniały na niej – duże usta, w których szczerzyły cienkie ostre zęby – jakby szpilki – oczy – jedno było czarne i duże jak pięść drugie białe wielkości śliwki

Trzeci osobnik – Nica miała dziwne wrażenie, że go zna – był masywnej postury – miał poważą twarz prawie bez wyrazu, jego ręce a właściwie dłonie były pełne blizn i zaschniętych strupów, – ale największa z blizn skrywała się pod koszulą – długa i precyzyjna – nie była skazą była trofeum – trofeum za oszukanie śmierci ……

Nagle ten w kapeluszu krzyknął

Jason do cholery, pośpiesz się!- Krzyknął, potem drzwi znów się otworzyły, stanął w nich kolos w białej masce chyba hokejowej, jego ręce chowały się w białych rękawiczkach, ubrany był w biały zakrwawiony fartuch – w ręce ściskał tasak.

Co jest szefie – wyseplenił i zamachnął się tasakiem

Nic – odparł tamten w kapeluszu

Co by tu z wami zrobić?- Spytał takim głosem jakby mówił do siebie

Ja wiem może zamknijmy ich w ciemnicy i czekajmy aż się pozabijają albo …. Tortury …. Tak … najpierw prądem a potem może amputacje – powiedział ten szary i zatarł ręce

A może jakieś szamanko, co? Z tego psa będzie wyborna kicha kręcona – wyseplenił ten z tasakiem, kierując maskę hokejową w stronę psa nadal pogrążonego we śnie

A może …. Zwiążmy ich i wyślijmy na przymusowe, dożywotnie prace w obozie …. Będą dostawali to, na co zasłużą …. – Nica wzdrygnęła się, przypomniała sobie ten głos ……. I jego właściciela …. To był ….. Strażnik

Nie, Nie i nie – zaprotestował ten w kapeluszu – Mamy za mało …….

Tu rozległ się nowy głos … dochodził z korytarza …….. Był świszczący i piskliwy „Cholera znowu zaspałem” – wystękał

Następnie dało się usłyszeć szybkie tupanie i po kilku minutach drzwi znów się otworzyły … nie te duże … tylko mniejsze jak dla psa …. Wtoczył się nimi …….Świstak …. Ale inny, miał cztery żółte łapy.. Podobnie jak całe ciało – jasno żółta sierść

Der, jesteś – rzekł jakby zdzwiony strażnik, mówiąc ściszonym głosem do tego z tasakiem – „Dawaj moje dwie stówy „ – ten wyjął pomięte banknoty i kilka kapsli dając je strażnikowi

Co robimy?- Spytał Der

Wiem! – Krzyknął triumfalnie ten w kapeluszu

Co wymyśliłeś Freddy?- Spytał szary

Jak to, co? Nasi przyjaciele zapłacą za nowych roboli …. Do laboratorium z nimi   …. Tylko zawiązać im oczy – rzekł Freddy

Ta jest!- Krzyknęli wszyscy i po kolei podchodzili do klatki wiążąc oczy oraz ręce każdemu z wybrańców – nawet się nie opierali.

Szary i Der wzięli Klawiusza, Jason psa, Freddy wojownika a strażnik Nicę „Pożałujesz tego” rzekł groźnie chwytając ją i pokazując palcem na bliznę na brzuchu, wyciągnęli ich z pomieszczenia i nieśli ich po korytarzach, ich kroki dudniły na metalowej podłodze – wszędzie dało się wyczuć zapach ryb …

Szli tak przez kilka monotonnych minut wypełnionych dudnieniem oraz suchymi jak piasek pustyni żartami Jasona, nagle usłyszeli dźwięk otwieranej śluzy – weszli do środka gdzie rozwiązano im oczy

Znaleźli się w pomieszczeniu wypełnionym zielonym światłem, pomieszczenie było prawie puste nie licząc kilku paneli sterujących pod ścianą i tyle …

A teraz….. – Zaczął Freddy

Idziemy na jednego …. Dokończył świstak

Nie – powiedział Freddy

Wysyłamy ich do przymusowego obozu pracy?- Spytał strażnik

Nie – rzekł Freddy

Robi kilka ton kichy kręconej?- Wyseplenił Jason

Nie – odrzekł podwyższonym tonem Freddy

Zamykamy w izolatce i patrzymy jak rzucają się sobie do gardeł?- Spytał szary

Nie!- Krzyknął Freddy i pokazał gestem ręki jeden z pulpitów sterowniczych

Przygotujcie ich – polecił i wyszedł

Jason, strażnik i świstak podeszli do wybrańców – dwóch z nich przytrzymywało a jeden wiązał, kiedy wszystko było gotowe Freddy powrócił „Świetnie” mruknął zadowolony

 Następnie podszedł do pulpitu sterowniczego i wcisnął guzik – wyraźnie zadowolony …. Nic … nacisnął ponownie nadal się uśmiechając … znowu nic …. Za trzecim razem przestał się uśmiechać, spojrzał groźnie po pozostałych zatrzymując wzrok na Jasonie

Przepraszam szefie – wyseplenił niczym dziecko postawione do kąta

Po …. Co …. Robiłeś …… tyle …. Steków …?- Wysyczał groźnie

No …. Byłem głodny – odparł Jason

Dlatego musiałeś zrobić sto pięćdziesiąt sztuk?- Spytał groźnie Freddy

Myślałem, że smakowało – powiedział Jason

Mi smakowało – odparł świstak i oblizał się

Tak, … ale wiedziałeś, że nasz piekarnik jest strasznie prądożerny – rzekł Freddy

To, co robimy?- Spytał strażnik

Wiem, co – rzekł Freddy uśmiechając się

Fex leć po G. S. W – rzekł Freddy do tego szarego

Się robi szefie – powiedział tamten i wybiegł

No, a wy, co robiliście na naszych wodach – spytał Freddy

Może jedli steki – powiedział Jason, cofając się o dwa kroki, kiedy Freddy na niego spojrzał

No, mówi się do was – rzekł Freddy

My,…. Zaczął wojownik

Co wy? – Spytał Freddy

Nic – rzekł Klawiusz

Nagle drzwi znów się otworzyły, wszedł Fex niosąc duży laser z podstawą, postawił go i uruchomił, światło na końcu lufy.

Nie chcecie gadać? Ok, za chwilę i tak głównie będzie piszczeć i chrumkać – powiedział Freddy

Tymczasem pies obudził się, cicho przepalił krępujący go knebel z taśmy a potem przegryzał kolejne więzy na łapach, leżał tak rozwiązany wypatrując dobrego momentu do ataku lub obrony.

Kiedy laser zaczął szumieć a światło z zielonego zmieniło się na niebieskie, pies delikatnie wziął skórzaną torebkę z lepkim czymś i czekał, kiedy szum stał się nieznośny, pies cisnął torbę do lufy lasera – wybuchł i krzyki wstrząsnęły laboratorium.

Wszędzie była ta różowa maź, każdy był nią obklejony – świstak przypominał kulkę gumy balonowej, Fex, wylądował przyklejony jak na krzyżu na ścianie, Freddy przykleił się do pulpitu sterowniczego a strażnik został unieruchomiony laserem, Jason natomiast z uporem maniaka próbował odkleić swój tasak, pies szybko uporał się z więzami i cała czwórka – Klawiusz z nową fryzurą na łysej głowie – miał teraz różowe afro, Wojownik z nowymi różowymi tatuażami oraz Nica z tym czymś we włosach, jedynie pies nie miał tej mazi – tylko się oblizywał

Wszyscy wybiegli z pomieszczenia zamykając drzwi, … które po chwili i tak się otworzyły, kiedy Jason nareszcie dopiął swego i odkleił tasak, poprawił maskę i wybiegł za nimi.

Ktoś wie jak stąd uciec?- Spytał Klawiusz

Nie- odparła Nica, która w biegu usuwała ze swoich włosów to różowe coś

Nagle z bocznego korytarza dobiegł znajomy głos

Choć tu moja kiszko kręcona – rzekł Jason

Mam pomysł – szepnął wojownik i zamknął oczy …. Tatuaż w kształcie kuli zamienił się w mgłę i pojawił się obok, wtedy wojownik krzyknął

Tutaj!- Prosto w korytarz, w którym był Jason

Idę po was – rzekł Jason i zaczął biec

Kiedy był blisko wojownik dał znak, kula plunęła wiązką czegoś pośredniego pomiędzy elektrycznością a światłem … Jason krzyknął i …… coś upadło na ziemię

.Kiedy opadł dym na metalowej podłodze łódki w kupce prochów, resztek szmat leżał dumnie maska hokejowa, wojownik podniósł ją i wziął ją ze sobą.

Co teraz? Spytała Nica

Teraz ….. – Zaczął Klawiusz

Idziecie z nami – powiedział Freddy idący na czele pozostałych

No, brać ich!- Wrzasnął Freddy

Na ten znak Fex tupnął masywnymi nogami niczym T Rex i stanął z bojową miną przed Klawiuszem, świstak pokazał gest gotowości bojowej uderzając dwiema pięściami o puste dłonie i stanął patrząc groźnie na psa, Freddy stanął przed wojownikiem prezentując swoje pazury, a strażnik stanął przed Nicą wyciągając czarny pistolet ze śladami zaschniętej krwi, przeładował i wycelował w gotowości do strzału.

No, szybko i sprawnie …. Zaczął Freddy

Skończycie!-Dokończył wojownik i skupił się zamykając oczy, wokół wybrańców pojawiła się niebieska mgła …. Po chwili powietrze wypełnił szum, który przerodził się w kłapanie kilkuset szczęk –dym dotąd bezkształtny przeobraził się w chmurę małych głodnych, choć widmowych szarańczy, wojownik dał znak i owady zaatakowały nacierając w małych grupach na każdego z przeciwników.

Teraz! – Krzyknął wojownik i wszyscy pobiegli przed siebie

Co teraz?- Spytała Nica

Teraz? – Spytał Klawiusz – Uciekamy

Nie!- Zaprotestował wojownik – Źródło, trzeba je zniszczyć

Co? Jakie źródło?- Spytała Nica

To nie jest przypadkowe, to, że się spotkaliśmy, to, że …. Te źródła …. Potem pogadamy, teraz musimy stąd uciec – rzekł wojownik

Jak? – Spytał Klawiusz

Wiem – powiedziała Nica triumfalnie

Co? – Spytali równocześnie wojownik i Klawiusz

Musimy przeszukać statek, źródło …. Pojawia się zawsze tam gdzie my jesteśmy – wyjaśniła

W dżungli się nie pojawiło – powiedział wojownik

Nieprawda – odparł Klawiusz

O tym potem, ja biorę strażnika – powiedziała dziewczyna

Ty chcesz z nimi walczyć?- Spytał wojownik

Dziewczyna obróciła się do niego, uśmiechała się jednym z tych uśmiechów wyjaśniających wszystko

Dobra, ja biorę kapelusznika, pies świstaka ….

A ja tego szarego … dokończył Klawiusz i wszyscy rozbiegli się po korytarzach łodzi, które śmierdziały rybom.

Nagle po niezręcznej ciszy, zabawa się zaczynała – Nica szła przez jeden z korytarzy stąpając tylko na palcach, kiedy nagle poczuła jakby czyjś oddech … chciała się obrócić … nie było to konieczne, ponieważ dobrze wiedziała, co się teraz stanie ….Znała go dobrze

Witam ….. Jak widzisz żyję – powiedział strażnik wesołym przy najmniej dla niego głosem, chwytając Nicę w pasie … ściskając mocno ….. Mocniej …. Wiedziała, co chce zrobić, jeszcze chwila i pęknie niczym balon.

Kiedy ból stał się nieznośny … niedotrzymania wtedy stał się cud … coś lub ktoś było na łódce, na pewno nie byli tu sami, był ktoś jeszcze na razie tylko tupał po dachu szukając włazu

Strażnik rozluźnił uścisk potężnych łap

Ej piracie …. Jeśli to ty … i ten twój czarny statek …. Uwierz mi, za chwilę tam wejdę i AAAAH…. Nica zamachnęła się i wykonała szybki ruch nogą …. Strażnik się zachwiał najwidoczniej nie mając tam zabezpieczenia z twardego plastiku, dziewczyna odskoczyła robią efektowną gwiazdę, wylądowała na nogach z kataną gotową do ataku.

Strażnik tymczasem wstał, przekręcił głowę na bok aż strzeliło, następnie wyjął czarny rewolwer …. Ten sam …. Ten, który tamtej nocy mógł zabić Nicę nawet chyba miał to wtedy zrobić

No, wojownicza – stwierdził strażnik – Pewnie chcesz wiedzieć jak się tu znalazłem?- Zagadnął

Nie koniecznie –odparła Nica cofając się ze spojrzeniem wbitym w strażnika

I tak Ci wyjaśnię …. Zanim zabiję ….. Powinienem to zrobić już kilka lat temu, ale nie … mała wojowniczka, której bogaty tatuś ….. Właśnie ty nawet nie wiedziałaś, kim on był prawda? –Spytał wojownik

Był …… biznesmanem, pomagał biednym – powiedziała Nica

Tak Ci powiedział … mydlił oczy ….

Nie!, Kłamiesz! – Krzyknęła dziewczyna

Tak? A tej nocy, kiedy wrócił zdenerwowany, z nikim nie gadał …. Dzień przed ….

Porwaniem …. Co wiesz! – Krzyknęła Nica

Wiem, że wylali go z pracy …. Od dwóch miesięcy był potulny jak pies ….Pracował dla mnie …. No, ale tej nocy …. Nie miał passy, kiedy skończył rozładowywać ładunek ….. Zaproponowałem mu partyjkę pokera i wódeczkę, opierał się …. Nie długo.

Na początku nawet dobrze mu szło …. Był też dobrze zalany … po trzech godzinach …. Podbił stawkę …. Przegrywając resztki majątku, ale chciał grać dalej ….. I przegrał …. A to, co zastawił … no cóż musiałem się upomnieć po zapłatę..

Kłamiesz!- Wrzasnęła Nica płakała …. Spodziewała się już bardziej czegoś w stylu „Ja jestem twoim ojcem” albo „Nie nadziei …. Nie uratujesz siebie ani twoich przyjaciół … nie uciekniecie, „ ale nie czegoś takiego, … że jest własny ojciec …. Nie miał pracy, znaczy miał …. Ale że poker …. Nie …tego było za wiele/

Spokojnie, najpierw on … potem nerwy – powiedziała cicho

No, a teraz … zabawę czas zacząć – odparł strażnik i wycelował … padł pierwszy strzał, dokładnie tam gdzie przed chwilą stała Nica

Gdzie jesteś?- Spytał przeładowując pistolet i znów strzelając, nagle znów usłyszał ten dziwny dźwięk …. Jakby na dachu … padł kolejny strzał niosąc się echem po całej łódce, został tylko jeden nabój

Nagle strażnik usłyszał kolejny dźwięk tym razem za sobą.. Odwrócił się … rozejrzał nic … na podłodze leżała tylko metalowa tuba … strażnik powoli powracał do poprzedniej pozycji.. Kiedy znów usłyszał dźwięk … znów za sobą … odwrócił się … celując rewolwerem przed siebie …. Nic

 Powrócił do poprzedniej pozycji …. Kiedy coś zimnego …. Długiego …. Wbiło mu się w brzuch …. Spojrzał przed siebie.

Dwa zero dla mnie – powiedziała triumfalnie Nica wyjmując ostrze i odchodząc

Tymczasem wojownik szedł w pełnym skupieniu … niczym żołnierz przez dżunglę lub myśliwy na polowaniu, nagle coś zgrzytnęło.. Wojownik podniósł topór myśląc, że to on …. Niósł go tak prze cały korytarz, … kiedy w wąskim przejściu podszedł bliżej ściany … nie całkiem do niej, … ale bliżej …. Nagle zgrzyt się powtórzył a dosłownie centymetry dzieliły wojownika od brązowego pazura, który zaczął się obracać ze zgrzytem … wojownik odtoczył się na bok … właśnie wtedy ogromny kawał metalowej ściany upadł z głośnym trzaskiem

Witaj ….. Jestem twoim koszmarem – powiedział Freddy

Wiem, kim jesteś – rzekł wojownik

Freddy Charles Kruger – odparł wojownik po chwili

No, dobrze, ale teraz ….. Zginiesz! –Krzyknął Fredy i splunął na podłogę

Tak myślisz?- Spytał wojownik i znów zamknął oczy … nic się nie wydarzyło

O? Nie ma mocy?- Spytał Freddy ironicznie, po czym zaszarżował z wyciągniętymi przed siebie pazurami

Wojownik zablokował atak toporem odpychając wroga.. Który poleciał do połowy korytarza uśmiechając się

Nie wiesz, z kim zadzierasz.. Jest nas o wiele więcej – rzekł Freddy teraz to koło niego zaczęła się tworzyć mgła, brązowa

Tak?- Spytał wojownik, – Kto jeszcze

Kto jeszcze? No nie wiem …. Może Jason! – Krzyknął Freddy szczerząc żółte zęby

No, za chwilę będzie po tobie – powiedział zadowolony

Tak myślisz? – Spytał wojownik – Twój koleżka nie przyjdzie … ani teraz …. Ani nigdy – rzekł wojownik

Jasne - powiedział Freddy zniknął w chmurze dymu

Wojownik rozejrzał się uważnie po korytarzu wypatrując chmury, … kiedy nagle przypomniał sobie o masce, szybko ją założył i czekał

No Jason, nareszcie jesteś …. Gdzie się podział ten szczur l? Spytał Freddy

Tutaj – powiedział wojownik ściągając maskę

Co! Nie! – Krzyknął koszmar z Ulicy Wiązów

No, co? – Spytał niewinnie wojownik kierując maskę na wroga … tym razem znów poszedł niebieski promień …. Freddy wrzasnął i zamienił w kupkę błota..

No … to tyle – powiedział wojownik i przeszedł przez dziurę w ścianie

Tymczasem pies szedł z nosem przy ziemi węsząc z nosem przy ziemi –szedł powoli i w skupieniu …. Już przez dłuższy czas niczego nie zauważając … nagle się zatrzymał i podniósł lewą nogę …. Poleciał żółty strumień a powietrze wypełnił zapach benzyny

Hej! – Krzyknęła piłka leżąca pod ścianą, … która jak już wiadomo piłką nie była, świstak wstał i rozprostował swoje sześć rąk

Co ty sobie myślisz!- Krzyknął – Żeby tak olewać porządnych obywateli …. No, co się tak głupio patrzysz? – Wyskrzeczał i zadał cios jedną z czterech łap.. Pies zaskomlał i odsunął się od Dera

No …. Teraz na poważnie –rzekł świstak i spojrzał groźnie na psa, ten zaszczekał i spojrzał na świstaka, stworek zamierzył się dwoma rękami i znów zaatakował …. Niestety potem zapadła ciemność …. Pachnąca głównie benzyną i siarką, następnie pies podniósł nogę i skończył przerwaną czynność.

Tymczasem Klawiusz zwiedzał łódkę już od dobrej godziny zwiedzając większość pomieszczeń np. dużą jadalnię pełną szarych krzeseł i stołów jakby jadało tu więcej niż cztery osoby, pod ścianą stały głośniki oraz kufer zamknięty na kłódkę, zwiedził maszynownię pełną kotłów i bulgoczących rur, które tworzyły zawiłe labirynty metalu i rdzy.

Zajrzał do składziku gdzie znalazł dużo białych torebek z zasuszonym jedzeniem oraz białe pudełko z szarą rurką do niego podłączoną – Klawiusz na podstawie rysunków, które były na obudowie zrozumiał, że przez rurę wprowadzano zasuszony obiekt, pudełko zaczynało się trząść a kiedy usłyszało się piknięcie oznaczało to, że trzeba się odsunąć i poczekać aż jedzenie wrzucone do maszyny powróci do normalnych rozmiarów.

Co ciekawe … Klawiusz, który długo zastanawiał się czy otworzyć czarne chropowate drzwi zamknięte na klucz, stał przed nimi i wymyślał …. Znaczy analizował różne scenariusze od pokoju pełnego pułapek, do pomieszczenia pełnego potworów lub klatki bez wyjścia, kiedy się przemógł i otworzył czarny zamek, który przy otwieraniu głośno może nawet za głośno zazgrzytał swoim śrubokrętem … pchnął z trudem masywne drzwi i wszedł do środka

Znalazł się w pomieszczeniu, które powinno być lepiej zabezpieczone przed włamaniem biorąc pod uwagę jego zawartość a nie tylko czarnym zamkiem łatwym do sforsowania tylko, co najmniej dwoma kłódkami lub czytnikiem linii papilarnych a nie takim chłamem.

Pomieszczenie oświetlane było przez małe kulkowate świecące na zielono żarówki zwisające z sufitu, pokój pełen był walających się po ziemi przedmiotów głównie projektów narysowanych białym pisakiem na niebieskim papierze – przedstawiały one różne skomplikowane maszyny i szkice robotów, z których Klawiusz nie wiele rozumiał, było też pełno złotych monet głównej waluty charakterystycznej dla wojska i okolicznych gangów, kapsli, którymi płaciła większość populacji po epidemii, oraz metalowe części np. śrubki, gwoździe, łyżeczki nawet plomby – waluta najbiedniejszych głównie łomiarzy, którzy krążą po domach sprzedając różne znalezione graty, wśród których jeśli ktoś znajdzie sprawdzonego dostawcę ( takiego, któremu postawi wódkę) może raz za czas liczyć Na ciekawsze rzeczy np. no nie wiem ….. Buty, ciuchy lub amunicję, którą jeśli ktoś nie potrzebuje można nieźle opchać.

Ale chłopca zaciekawiła inna rzecz – klucz o grubej rękojeści oraz okrągłej części wkręcającej służył on do modyfikacji broni poprzez odkręcanie części odpowiedzialnej za program broni, w którym znajdowały się miejsca na chipy programowe, które są odpowiedzialne za wysuwanie broni – chłopiec zwiększył swoją uwagę i rozpoczął dokładniejsze poszukiwania.

Po kilku minutach znalazł to, co chciał a nawet więcej ….Znalazł szary okrągły pojemnik, w którym przyjemnie trzeszczała jego zawartość – chipy programowe do broni – otworzył pojemnik …. Wstrzymał oddech, kiedy w jego wnętrzu znalazł pięć chipów.. I to, jakich.

Jeden czerwony z żółtym rysunkiem na obudowie przedstawiającego prostokąt z okrągłą dziurą – laser cicha, ale precyzyjna broń, drugi niebieski z białym rysunkiem – białą wypełnioną kulą – miotacz zamrażający – średnio dystansowa broń strzelająca dwoma ładunkami mrożących kul naraz – otumaniających, spowalniających lub zamrażających wroga na kilkanaście minut.

Trzeci szary z czarnym rysunkiem – kilkoma punktami połączonymi kreską tworzące nieregularny kształt – wyrzutnia siatek, która strzela lekką lnianą siatką z obcążkami utrudniającymi wydostanie się z pułapki, czwarty zielony z czerwonym rysunkiem ekranu jakieś maszyny – mini skaner, który po wprowadzeniu pewnych danych do bazy pozwala skanować otoczenie w poszukiwaniu wrogów czy choćby w celach informacyjnych – ten niestety był pusty, po wsadzeniu do pałki zaświeciła się żółta lampka oznaczająca brak danych

Piąty chip biały z szarym rysunkiem oznaczający dłuższy, co znaczy lepszy nóż – ten chip od razu został zaaplikowany do broni, pozostałe schowane do kuli a ta do skórzanej torby o większej pojemności znalezionej również w magazynie.

Teraz zadowolony chłopiec szedł dalej … nagle przystanął i wyjął kulę chcąc pozmieniać parę rzeczy –oprócz wymiany noża dokonał wymiany otwieracza na zbieracz informacji, śrubokręt zachował dodając do wolnego slotu miotacz siatki a następnie poszedł dalej, … ale nie za daleko.. Ponieważ o chwili coś z uderzającym łoskotem spadło na ziemię.

Był to Fex, który stał przed chłopcem a który najwyraźniej był na suficie, ponieważ podłoga pod jego nogami była popękana.

Choć tu!- Wrzasnął i ruszył niczym wściekły byk.

Nie!- Krzyknął chłopiec i chwycił za broń.. Nic

O problemem?- Spytał z biegu Fex – miał rację chłopiec nie przykręcił klapki zasilającej

Spokojnie – powiedział do siebie.. Zdając sobie sprawę, że klucz …. Nie miał go musiał gdzieś wypaść

No jeszcze chwila, nie ruszaj się – odparł Fex

Oszalałeś, łap mnie! – Krzyknął chłopiec, wziął rozbieg i co było strasznie ryzykowane prześlizgnął się pod nogami królika, następnie wstał i wbiegł w prawy korytarz słysząc za sobą ciężkie kroki szarego napastnika.

Po chwili był już pod czarnymi drzwiami … a tam leżał klucz, chłopiec wziął go i szybko zabrał się za przykręcanie klapki …. Gdyby ją miał … została w jego wcześniejszym miejscu pobytu.

Chłopiec rozważał dwie możliwości – wejście do składziku, które może byś ostatnie, jeśli przed przyjściem szarego typa nie znajdzie potrzebnej części wśród stery rzeczy, mógł też wrócić w tamto miejsce licząc, że klapka nie wygląda jak placek zdeptana nogą stwora.

Szybko wybrał drugą opcję puszczając się biegiem w drogę powrotną – przybiegł zdyszany, ale zadowolony, klapka leżała spokojnie na podłodze – gorzej, że nigdzie nie widział wroga, delikatnie i cicho zaczął podchodzić do klapki.. Chwycił ją triumfalnie w ręce i przykręcił … a zaraz po tym królik czy świstak albo jakaś pośrednia krzyżówka przypuścił atak z drugie końca korytarza przed rozpoczęciem biegu bijąc się w pierś niczym goryl

Kiedy był blisko – musiał przegrać, podczas biegu ani razu nie podniósł głowy, tak to byłby jeszcze zdolny do zrobienia uniku czy zaatakować ponownie jednak tego nie zrobił: nie zatrzymał się, nie zaczął nasłuchiwać, nawet węszyć – nic, bieg tępo przed siebie niczym taran napędzany silnikiem – silny, lecz bez możliwości zatrzymania, oraz ciężki do okiełznania, ponieważ piloty sterownicze ( tarany były używane w wojsku jeszcze przed epidemią), których zasięg sterowniczy mógł zostać osłabiony przez najdrobniejsze zakłócenie.

Więc kiedy królik czy też świstak albo jakaś pośrednia krzyżówka dobiegł do chłopca, ale tylko tyle – Klawiusz uruchomił chip lodowy wymawiając nazwę tego chipu cicho tak, aby stwór nie usłyszał – broń zaświeciła jasnoniebieskim światłem a z czubka wyleciały dwie białe połyskujące kule – podleciały do wroga i stanęły przed nim, ten patrzył na niezdziwiony może zmieszany – kule wykonały nagle szybki zryw pojawiając się za jego plecami – ten się odwrócił – jego sierść zmieniła się na niebieską potem coś nim wstrząsnęło a stwór zamienił się w bryłę lodu, która po chwili upadła na metalową podłogę.

Chłopiec uśmiechnął się zadowolony i ruszył w najbliższy korytarz z zamiarem powrotu do składziku, jeśli można to tak nazwać, ale w połowie drogi zatrzymał się – postanowił się upewnić, że pozostali są bezpieczni, dlatego rozpoczął przemierzanie długich metalowych ponurych korytarzy śmierdzących rybami oraz morską wodą – po kilku minutach szukania przyjaciół, zatrzymał się myśląc, że niestety wszyscy zostali wyłapani przez gościa w kapeluszu, świstaka i tego grubego i to, dlatego nie ich teraz na łódce – szybko odrzucił tę myśl i postanowił poszukać włazu na górę, – jeśli reszta gdzieś będzie to właśnie tam.

Ruszył przed siebie i dotarł do zwężającego się korytarza, miał zamiar pójść nim prosto, kiedy zauważył dziurę w bocznej ścianie – tam też skręcił znajdując się na metalowym moście – jednym a pozostałe pięć czy sześć biegnących w różne strony znajdowało się pod nim i nad nim – chłopiec nie chcąc wierzyć, że łódź jest aż taka duża rozejrzał się wokół siebie –znalazł brązowy miękki obiekt, dosyć twardy, aby wytrzymał uderzenie i nie rozpadł się w locie – wycelował i rzucił …. Obiekt wyleciał w powietrze i trafił w most – chłopiec nie usłyszał żadne trzasku czy huku, jaki wydałby obiekt gdyby trafił w most – a widział dokładnie, że trafił – mogło to oznaczać tylko jedno – pozostałe mosty nie były prawdziwe, to tylko projekcje.

Klawiusz przed pójściem dalej przejrzał swoje zapasy – czy czegoś nie zgubił lub czy coś nie wymaga uzupełnienia przy najbliższej okazji – zapas chipów leży spokojnie w metalowej kuli a ta leży w skórzanej torbie, broń – jest zawsze w gotowości, wisi pod potarganą skórzaną bluzą na brudnym skórzanym pasie – nagle zaczął węszyć – jego zmysły były wyczulone z dwóch względów – pierwszy to wirus, każdemu zarażonemu daje jakieś nowe umiejętności, ale to tylko na ten tydzień czy dwa … potem do piachu, przynajmniej tak było do czasu.. On żył i to od dawna, kiedy podobno miał być w piasku, czasami zastanawiał się czy zwierzęta, które stały się ofiarami epidemii mogą umrzeć poprzez zarażenie wirusem – przecież dodatkowa para łap czy ponadprzeciętna inteligencja nieograniczająca się tylko do budowy prostych pułapek, ale do tworzenia własnych rozbudowanych społeczności jak np. w przypadku tych świstaków.

W jego przypadku wyostrzyły się podstawowe zmysły inne lepiej drugie gorzej –słuch zwiększył się znacznie, kiedy się skupił mógł usłyszeć niesłyszalne dla zwykłych ludzi infradźwięki, węch potrafiący z najgorszego smrodu wyczuć konkretny zapach, wzrok – ten się pogorszył oni jeszcze o tym nie wiedzą, ale gdyby nie to, że pewnego dnia dosłownie przez przypadek nie znalazł soczewek kontaktowych byłby ślepy jak kret – wzrosła też inteligencja – może nie znacznie, ale wzrosła – potrafi teraz np. tworzyć proste pułapki czy jak było to widoczne ulepszyć syntetyczną broń ….  Niestety jego siła … już przed zachorowaniem miał problem z podniesieniem wiaderka ziemniaków, kiedy mieszkał jeszcze w domu.. Lub nie potrafił się obronić przed pospolitym menelem a ulicy, w walce polegał na inteligencji, wiedzy oraz szukaniu słabych punktów wrogów …… nie potrafiłby posługiwać się blasterem czy zwykłym pistoletem lub mieczem.

A drugi to jak on to nazywał „syndrom dziecka ulicy „, nawet gdyby nie był chory to żyjąc przez kilka lat wśród śmieci i brudu – jego zmysły przeszły by podobną transformację, ale nie tak dużą jak w połączeniu z wirusem, chłopiec się odwrócił odszedł parę kroków i podniósł z ziemi kilka kudłów – lekko żółtawych i dziwnie pachnących na pewno nie rybami czy morską wodą, ale czymś innym.

Ale nad tym będzie się później zastanawiał najpierw musiał znaleźć przyjaciół, – kiedy doszedł do końca metalowego pomostu stanął przed rozdrożem – dwie drogi jedna w prawo a druga w lewo, znów się rozejrzał za czymś do rzutu – podejrzewał, że jedna z tych dróg była tylko projekcją – jednak usłyszał jakiś dźwięk, który powstrzymał przed pójściem dalej i zmusił do ponownego odwrócenia, – kiedy to zrobił nie mogło mu się wydawać … widział jakiś cień, … więc jednak ich dopadli teraz idą po niego ….. Miał rację ktoś po niego szedł..,Był gdzieś tu……… - nagle coś przeskoczyło w powietrzu chłopiec poczuł łaskotanie i zapadła ciemność.

Chyba go dopadli stwierdził wojownik, kiedy razem z Nicą oraz psem siedzieli już od dłuższego czasu pod włazem – okrągłą metalową płytą nad nimi z drabiną do niej prowadzącą, wojownik przez cały ten czas rozważał, co mogło się stać – przecież załatwił Fredd’ego, Nica zabiła tego grubego miała jeszcze świeżą krew na ostrzu – tylko, dlaczego był tak milcząca przecież sądząc po wprawie, z jaką posługiwała się bronią można było wywnioskować, że nie po raz pierwszy kogoś zabiła.

Pies raz za czas pierdział donośnie oraz wiercił niespokojnie, więc też mógł podejrzewać, że jego wróg został pokonany a może nadział się na jakieś pułapki, co było raczej wątpliwe, ponieważ kiedy on przemierzał statek nic nie zauważył – było to dziwne, – ale nie najdziwniejsze – to nastąpiło po chwili, kiedy wypowiedział zdanie, które chciał natychmiast odwołać.

„Chodźmy już do łodzi – poczekamy do jutra „ – rzekł zastanawiając się czy ich tratwa nie odpłynęła lub czy nie zatonęła.

Dobrze – odparła krótko Nica

Dlaczego tak milczysz – chciał spytać wojownik, ale postanowił poczekać, kiedy rozpoczną rozmowę o żywiołach, o tym, dlaczego się tu znaleźli.

Następnie wstali – wojownik podszedł do włazu i podniósł go wystawiając głowę na powierzchnię – nagle krzyknął, ponieważ kiedy minęło pierwszy odruch – poczuł, że coś dotyka jego czoła – było to zimne i chłodne, rozejrzał się nie odwracając głowy – zobaczył krzątające się po łódce małe istoty, które od razu rozpoznał, mimo że było ich więcej oraz miały na sobie czarne ubrania oraz kaski a także proste karabiny szturmowe

Kim jesteś?- Padło pytanie wydane przez osobnika w masce, który przykładał mu do czoła szary pistolet

Cześć Barabaszu – rzekł wojownik

Co wy robicie!?- Krzyknął świstak

Złapali nas – odrzekł wojownik

Oni? Są tam jeszcze?- Spytał świstak

Nie – rzekł wojownik

Czyli uciekli – powiedział cicho świstak – Panowie zwijamy się misja nieudana - rzekł świstak odsuwając broń

Nie, uciekli – odparł wojownik

Co się z nimi stało?- Spytał świstak

Możemy wam o tym opowiedzieć, ale ……

Ale co? – Spytał świstak

Nie mamy, czym wrócić – wojownik

Dobra weźmiemy was na nasz statek – odparł wojownik dając znak pozostałym świstakom znak do odejścia,

Nagle podszedł do niego jeden z nich

Szefie mamy go – odparł triumfalnie

Świetnie agencie 006 – rzekł świstak ukrywając prawdziwe zadowolenie

Dobra wyłaź – rzekł świstak do wojownik

Wojownik wyszedł z włazu a za nim Nica – nadal zamyślona, nieobecna a za nią pies. Kiedy tylko wyszedł nagle zaczął kaszleć a z jego paszczy zaczęła wylatywać sierść …. Kiedy wydawało się, że zaraz padnie martwy coś zaczęło wychodzić my z pyska … najpierw nogi … potem tułów i pierwsza para rąk.. Potem druga a na końcu głowa

Świstak zakaszlał i podniósł się na nogi

O Barabasz – rzekł świstak

Der …. Bracie to ty?- Spytał Barabasz jakby zobaczył ducha

No penie, że ja – rzekł świstak

Zaraz skoro, ty jesteś tu to gdzie są Ci, którzy cię tu więzili …. Nieważne ważne, że Cię znalazłem po tylu latach

Oni wcale go tu nie więzili – chciał powiedzieć wojownik

No to chodźmy …. Wy też – powiedział Barabasz i odszedł razem z bratem

Wojownik, Nica i pies, który nadal kaszlał sierścią ruszyli za świstakami po dachu łódki przechodząc z niego na pokład dużego wojskowe statku …… naprawdę dużego, o którym nie było mowy, aby była to robota świstaków.

Świstak poprowadził ich na ostatnie piętro przez dziwnie opustoszałe korytarze do jak się okazało dużego okrągłego pomieszczenia pełnego już świstaków tych znajomych, czyli czwórki napakowanych ochroniarzy siedzących przy kielichach z miodem, sędziego w białej peruce rozmawiającego z jakimś świstakiem o czarnej sierści, był nawet świstak z wielkim tęczowym irokezem o niebieskiej sierści …. A w rogu Sali na pozostałych krzesłach obok wieszaków pełnych czarnych kurtek i kasków siedziała ekipa antyterrorystyczna oraz agent 006 jak nazwał go Barabasz a … obok niego siedział Klawiusz …. Jedząc kanapkę z serem i popijając kolorowego drinka.

Barabasz wszedł do Sali

Uwaga, proszę o ciszę – rzekł uroczyście – Chciałbym powiedzieć, że operacja, do której przygotowania trwały od pięciu lat ….. – Dramatyczna pauza ….. A która miała na celu odnalezienie mojego brata zaginionego siedem lat temu tej nocy, kiedy zniknął z domu …… zakończyła się sukcesem – Uwolniliśmy Dera z łap tych potworów, którzy go porwali i więzili – tu zaprosił brata do Sali, z której rozległy się barw i okrzyki.

Kiedy wojownik tego słuchał robiło mu się niedobrze – Der porwany – mógł w to uwierzyć, ale więziony.. On, jasne.

Nagle świstak kontynuował przemowę – Udało nam się też uratować.. Oczywiście z dobrego serca ….. Z niewoli tych drabów czwórkę innych więźniów …. Znowu pauza …. Tego łysego tam rzekł świstak i wskazał na Klawiusza oraz trójkę pozostałych, którzy za chwilę do nas dołączą

Tu Klawiusz odłożył tortillę, w którą właśnie się wgryzł i rozejrzał się po Sali, – kiedy nagle dostrzegł resztę ekipy ….. Cicho wstał i szybko póki świstaki zajęte były słuchaniem Barabasza – wyszedł z pomieszczenia

Gdzie byłeś?- Spytał wojownik

Zabłądziłem na statku, kiedy ten świstak mnie złapał i wyprowadził – odparł Klawiusz

Nagle z Sali wyszedł Barabasz

Za mną proszę, wskażę wam kwatery – rzekł świstak

Przepraszam, mogę o coś zapytać – zagadnął Klawiusz

No … byle szybko – powiedział świstak

Ten statek …..- Zaczął

Nie … to nie nasz … znaleźliśmy go, kiedy dryfował na pewnej mieliźnie …. Byłem wtedy taki młody ….

Młody?- Spytał wojownik

No tak …. Miałem wtedy …… pięćdziesiąt lat  …. To były dopiero początki epidemii – rzekł świstak

Początki epidemii? Ile masz teraz lat?- Spytał Klawiusz

Ze sto będzie – odparł świstak –

Sto?- Powiedział zdziwiony wojownik

No?- A co nie wyglądam?- Spytał świstak i wskazał im troje drzwi na końcu korytarza

A ten statek … to kiedyś należał do marynarki wojennej – powiedział świstak mrucząc pod nosem myśląc, że nikt nie usłyszy „Należał, kiedy tu przyszliśmy … ciała żołnierzy były wszędzie … te mutanty nie oszczędziły nikogo”

Wojownik otworzył drzwi i cała czwórka weszła do najzwyklejszej kajuty wojskowej – z czterema hakami wiszącymi pod ścianami oraz małym drewnianym stołem i koszem na śmieci.

Co teraz? – Zagadnął Klawiusz

Teraz to opowiesz, dlaczego tak długo Cię nie było – rzekł wojownik

Za chwilę, może opowiesz o twojej walce z tym typkiem?- Spytał Klawiusz

Dobra, … ale ty zaczynasz … potem Nica – tu spojrzał na dziewczynę, kt

pisarz1111 : :

Zakon aktualna całość Komentarze (0)
31. maja 2018 17:32:00
linkologia.pl spis.pl

 Zakon

Żywioły

To pierwsza z trzech opowieści o trzech dzielnych śmiałkach, którzy podjęli walkę o lepszych świat, odkąd wybuchła wojna, tajemniczy wirus rozwinął się w powietrzu powodując chyba nieodwracalne zmiany – część zwierząt wymarła a te, które przeżyły już nigdy nie były takie same.

Ludzie w ciągu dwóch lat od wojny – wygnani z miast musieli prędko ewoluować – w ciągu tych lat ludzkość stworzyła nowy syntetyczny plastik o właściwościach magazynujących – są to srebrne rurki, na których końcach widnieją małe piktogramy – oznaczające, jakie trzy narzędzia znajdują się w środku – po wydaniu komendy głosowej z końca rurki wysuwał się żądany przedmiot.

Świat nie istnieje, handel upadł – ludzkość powróciła do barteru, nie pewni chwili …… niepewni jutra.

Ale oto znalazło się trzech śmiałków, którzy rzucili wyzwanie śmierci walcząc z żywiołami, które pustoszą resztki cywilizacji …….

Azjatka Nica - Renz   

Najstarsza spośród grona wybranych, urodzona w Azji, tam wychowana – porwana jednak w wieku lat czternastu przez wrogów ojca – biznesmana.

Już od najmłodszych lat Nica pobierała nauki pod okiem najlepszych mistrzów karate, kiedy tej nocy usłyszała krzyki – wstała, jako pierwsza, niestety oni tylko na to czekali, kiedy tylko wystawiła głowę za drzwi, zapadła jeszcze większa ciemność.

Miotała się i biła nogami – bezskutecznie, załadowali ją gdzieś i wywieźli, potem stała wraz z innymi dziewczynami, w szeregu … czekając na kogoś, kto nazywał się GT, wieczorem wszedł gruby koleś w garniturze wraz z ochroniarzami.

Tak Nica znalazła się nawet teraz nie potrafi określić gdzie – ma już siedemnaście lat, długie brązowe włosy, zamyśloną twarz i te tajemnicze niebieskie oczy, cały czas dzierży swoją pierwszą broń kupioną za pierwsze pieniądze z pracy - zmuszono ją do pracy zaraz po przyjeździe dokładnie trzy lata temu – po siedem godzin – ona ma chyba najlepszą posadę – programowanie maszyny syntetycznej – tworzącej czarne ostrza do broni i narzędzi – jej „bracia” i „siostry” z „domu” wielkiego srebrnego dysko o czterech pierścieniach pełnego drzwi na korytarzach z wyposażeniem odpowiednim do właściciela.

Więc ci, którzy się starają – nawet nie mając już sił do pracy dla większości ponad normy – albo śpią na starych mokrych szmatach, sikając do plastikowej miski, jedząc suchy chleb i kawałek mięsa popijając do brudną wodą.

Lub inni, którzy leżą na aksamitnych łóżkach, siadając na toaletach, w których jest telewizja i stojak na przekąski – wszelakie, pizzę, nuggetsy ze szczurów czy sałatkę z wydzieliny olbrzymich żab bagiennych – rarytas.

Nica jak i pozostali nie widzieli swoich „rodziców” mieszkających na czwartym piętrze – słyszą ich codziennie o piątej rano – dają znak do pobudki – przeciągły bas „ojca” – chłopakom a syczący głos żmij „matki” dziewczyną – potem raz za czas odzywają się w ciągu dnia, rzadko, aby pochwalić częściej, aby powiedzieć „Wasz brat/ siostra ….. Musiał się wyprowadzić z powodu …..” Co oznacza, że pewnie już nigdy jej nie zobaczą – wszyscy wiedzą, że pod ośrodkiem są pokoje dla „gówien” tak nazywają „rodzice „ dzieci, które się nie sprawdziły, te już stamtąd nie wychodzą.

Klawiusz Nest

Od małego cierpiał na dziwną chorobę – jeszcze przed wybuchem tego czegoś musiał ukrywać swoją chorobę – jego lewe oko było zielone - początek zarazy, on to złapał, to przekreśliło jego życie.

Najgorsze nastąpiło potem – w wieku dziesięciu lat obudził go dziwny szelest, obudził się …… zobaczył cień stojący obok swojego łóżka – mówił coś:, że wie, skończy to, nie pozwoli na skandal”, mimo chłodu, oraz przejmującej grozy – młody Klawiusz rozpoznał w tym głosie coś znajomego – był to głos jego ojca,…. Stał tam … w jego dłoni błyszczał kuchenny nóż, powiedział, że wie …. Przeczuwał to … nie dał się zwieść wymówką o owrzodzeniu oka – to zbyt błahe –raz, dwa – są na świecie poważniejsze choroby i wirusy np. zombie, krwawnik afrykański, gorączka ferkowa i inne prawie wszystkie śmiertelne.

Potem rzucił się na niego, Klawiusz stoczył się z łóżka, naparł na drzwi i wybiegł charcząc plując obficie śliną mając tylko jedną myśl w głowie uciekł – stał się dzieckiem ulicy – cały czas myślał „Przegrałem, przegrałem „.

Ale nie los dał mu żyć, – choć cały czas przypomina sobie tamtego dziesięciolatka z krótkimi czarnymi włosami o piwnych oczach, którego pasją była grafika komputerowa – tworzył dumne postacie w błyszczących kombinezonach unoszące się w powietrzu, trzymające jeszcze dymiące wielolufowe bronie – nigdy nawet nie pomyślał, że to może się spełnić.

Nie został grafikiem, – ale ogromne zielone stwory, sześciorękie istoty z ogromny żwaczkami, które kiedyś były ludźmi ….. Które nie miały nigdy istnieć …. Ale stało się to…. Wirus.

Teraz chłopiec w brudnych nadpalonych kwasem ciuchach, w prostych skórzanych butach w motorowych rękawiczkach oraz zielonym zestawem broni – śrubokrętem, otwieraczem do napojów oraz małym ostrzem przemierzał ulice nie kryjąc się …. Już nie …. Porzucił opaskę, którą miał na lewym oku.

I tak wszyscy go unikali, ludzie, zwierzęta – unikali, wylewając na niego śmieci i obrzucając resztkami jedzenia – szedł obojętnym krokiem – patrząc prawym zielonym okiem w przyszłość a lewym ….. Zaschniętą zamkniętą i niewidzącą nawet ropiejącą już resztką w przeszłość – przeklinając dzień, w którym zjadł tą jagodę …. Tam był … ten mały …żółty owad …. To przez niego …. Ta choroba ….Od tamtego dnia minęły cztery lata – głos mu się zmutowała na grubszy bardziej charczący, twarz zbielała odsłaniając sieć naczyń krwionośnych, jego włosy ….. Stopniowo …. Wypadały ….. Naznaczając go piętnem choroby … teraz każdy, kto widział brak oka i łysą białą czaszkę – uciekał, klął lub bił go …. Przeżył już kilka takich sytuacji …. Miał pełno siniaków…. Dzień w dzień przemierzał ulice nie wiedząc czy cokolwiek zje.

Wojownik Zaginionego Plemienia

Nikt nie zna jego prawdziwego imienia …. Ani dokładnie jego losów, – lecz wszyscy wiedzą, że jeszcze przed epidemią plemię XOX było jedną z bardziej rozwiniętych cywilizacji na planecie …..Podobno kontaktowali się z ISTOTAMI – przedwiecznymi bytami spoza czasu.

Kiedy wybuchła epidemia – jedno wielkie plemię, podzieliło się na kilkanaście mniejszych klanów, które za nic miały nowe wirusy i choroby czy mutantów – toczyły i toczą własne wojny …. Zabijając każdego, kto wejdzie na teren klanu.

Młody –teraz szesnastoletni krótko włosy blondyn o inteligentnym spojrzeniu, sile fizycznej kroczy dumnie przez światy i nowe ekosystemy – nago tylko w lnianych gaciach pokazując swe niebieskie rytualne tatuaże krocząc dumnie dzierżąc topór o czarnym błyszczącym ostrzu – wraz ze swym kompanem poznanym na Pustyni Frergjv – brązowym psem o płonących oczach….

Trójka bohaterów – wiedzieli, że są inni, – że każdej nocy słyszą głos – głos innego wybrańca wołającego o połączenie sił – nieświadomie prowadzącego ich ku sobie ku misji.,… Ku światu….. Który jeszcze nie powiedział ostatniego słowa……..

Kampanie

Pierwsza misja już dała się we znaki, – kiedy nasi bohaterowie musieli się jeszcze poznać, zrozumieć, zaufać.

Niestety los chciał inaczej … zaraz po pamiętnym spotkaniu, – kiedy to Nica – zahartowana w bojowym rzemiośle szła przez Radioaktywną Dżunglę dumnie dzierżąc swój zestaw broni – szarą cienką kataną, małym statywem oraz podręcznym pudełkiem – wszystko mieszczące się w jednej rurce z syntetycznego plastiku – harowała na nią dwa miesiące…. Prawie nie jedząc i nie pijąc … licząc pieniądze – małe złote grudki, wreszcie kupiła sobie broń … uciekając z tego ośrodka w nowy świat, zauważyła w dżungli na ścieżce leżał tam ktoś – krwawił, nie widziała jego twarzy ….. Obróciła o na place, odskakując przerażona ….. Zostawiając krwawiącego chłopca bez jednego oka na pastwę stwórów.

Teraz ciężko pracuje, aby odzyskać zaufanie grupy, – kiedy wracała tamtą drogą drugi raz tknięta wyrzutami sumienia …. Zobaczyła jakiegoś człowieka … innego … podawał tamtemu siedzącemu pod drzewem jakiś płyn – po jego wypiciu, tamten podniósł się powoli, mimo że jego skóra nadal pozostawała biała, co w przypadku ofiary węża hijn – wielkiego gada o długich zagiętych kłach oraz ogromnym kapturze, ale to tylko samice, samce – one są jadowite, nie moją kłów do obronny młodych, ale celnie plują jadem, Nica niepewnie podeszła do nich, ten, co podał pierwszemu wywar się odwrócił, lewe oko miał zamalowane na niebiesko, na brzuchu widniał wielki smok pożerający konia, na plecach armia małych owadów zamarła w ruchu usiłując się przedostać na drugą stronę pleców.

Nagle coś wybiegło z krzaków – był to długi pies – wielkości jamnika cały czarny z puchatym ogonem, który przy każdym głębszym oddechu stroszył się kolcami, zaczął węszyć, coś świsnęło i kilka ostrych kolców dosłownie o kilka centymetrów minęło twarz Nici.

Potem ten z tatuażami obrócił się, wyszeptał coś i w jego ręce zabłysło czarne ostrze topora, Nici nie czekała długo, wysunęła srebrną katanę i już mieli sobie skoczyć do gardeł, kiedy ten o białej skórze z trudem wypowiedział dwa słowa „Nie, wybrańcy „…. I zemdlał.

Teraz od tygodnia trójka przemierzała szczątki cywilizacji – brnąc przez pustynię, pijąc tylko okazyjnie, kiedy znalazł się jakiś bluk – roślina pełna włókien oraz soku, o odpowiednio cienkiej warstwie skórnej, aby można było ją przebić i napić się zimnego soku.

Nica szła na uboczu, to Klawiusz i ten drugi – bez imienia prowadzili, pierwszy szedł z nieobecnym wzrokiem a drugi pewnie raz za czas gwizdując na psa, która znikał gdzieś w piaskach.

W końcu zmęczeni doszli do ruin miasta – tam gdzie od początku prowadziły ich głosy odzywające się podczas snu, miasto … jego resztki wystawały z piasku walące się i popękane – jedynie dwa domu stały dumnie nad morzem piasku czekając na zasypanie, ale coś było innego – coś tu nie pasowało.

Nad piaskiem pustyni unosił się dziwny jajowaty obiekt ze skrzydłami na około – ten bezimienny rzucił w niego toporem.

Naokoło wioski pojawiła się tarcza z piasku, który zaczął się podnosić po chwili tworząc szczelną sypką kopułę, potem w ziemi pojawiły się szczeliny, buchnął smród potem pojawiła się ręka – prawie biała z fragmentami odpadającej skóry o kolorze złota, za ręką pojawiła się kolejna, w końcu ze szczeliny wyszło coś pośredniego pomiędzy szkieletem a zombie, o niewidzących oczach i żółtej skórze jakby z papieru, idąc rozsypywał za sobą złoty pył i kurz … spadający z jego przegniłej wojskowe koszuli – zatrzymał się i dał znak ….. Z pod ziemi wyszła armia ……

Armia byłych żołnierzy – elitarnych oddziałów w lśniących zbrojach i z najnowocześniejszą bronią musiał to być ich posterunek jeszcze z przed epidemii – czasów zapomnianych, można było się tylko domyślać, co kiedyś przedstawiały szczątki walących się budowli miotach wiatrem, teraz ci żołnierze wyszli z pod ziemi jakby budząc się z głębokiego snu, jakby wciąż nie mogli uwierzyć, że miejsce gdzie kiedyś stacjonowali, gdzie walczyli z potworami, pewnie wielu z nich zginęło, a ci, co zdolni byli do wstania – właśnie to zrobili.

Była ich około pięćdziesiąt część w poszarpanych ubraniach, część bez nich tylko z odpadającą skórą przypominającą podeszwę, część z nich, ale niewielu stało chwiejnie w resztkach pancerze – czerwonego w czarne pasy – z wielką szarą kulą na środku, na jej czubku leżał martwy kosmita przysypany drobniutkimi łuskami teraz ci sami żołnierzy niewykluczone, że nie było wśród nich generała, stali chwiejnie usiłując sobie przypomnieć swoje życie.

Jeden z nich podniósł kościstą rękę układ palców mówił tylko jedno „Zabić” – żołnierzy jakby nagle poraził prąd, wydali dźwięk pośredni pomiędzy wydalaniem pawia a zarzynaną świnią – w ich rękach pojawiły się zapiaszczone, ale jeszcze działające karabiny szybkostrzelne – wszystkie były wycelowane w Nici z kataną błyszczącą w słońcu, Klawiusza, który patrzył na nich obojętnie, wojownika z toporem gotowym do ataku i psa, … który …. Załatwiał się pod nogi jednego z żołnierzy.

Po chwili ciszy padł pierwszy cios, – po którym dało się usłyszeć suchy krzyk – jeden z żołnierzy wyciągnął ręce do góry…. Usiłując wyciągnąć topór z głowy, inni patrzyli na to oniemiali nie spodziewając się walki …. Następnie kolejny świst …. Trzej żołnierze padli …. Głowy tułowiem do tyłu a nogi do przodu, kiedy jedna potoczyła się pod nos psa, ten rzucił się na nią … błagając pana o rzucenie jej …… chętnie by to zrobił, ale żołnierze wyrwali się z szoku …. Padły pierwsze strzały …. Cała trójka i pies rozbiegła się po arenie, której ściany z piasku wznosiły się w górę na jakieś dwadzieścia metrów w niektórych miejscach panował półcień spowodowany większą ilością piasku w tym miejscu.

Żołnierze pokazali, na co ich stać … otworzyli ogień …. Może nie była to ta amunicja, co kiedyś, ale nadal była groźna …. A nawet groźniejsza … jakby naboje z metalu ktoś wrzucił do panierki … teraz przy każdym strzale słyszało się trzask jakby pękającego balona, potem z lufy wylatywał nabój … w pewnym momencie pryskający jak roztrzaskany młotkiem … deszcz małych kawałków przy celnym strzale wbijał się w skórę tworzą małe kraterki, z których sączyła się krew.

Sytuacja po pewnym czasie robiła się niebezpieczna – mimo to, że żołnierze padali w kawałkach tryskając czymś podobnym do soku cytrynowego, kiedy srebrne ostrze muskało ich resztki skóry odrywając je z łatwością, że ich rozczłonkowane lub rozcięte na pół ciała padały na piach rozcięte celnym rzutem, że dużo z nich płonęła niczym pochodnie podpalane czerwonym ogniem, lub że ich ręce i nogi niknęły w paszczy głodnego stwora – nic …. Nawet jakby ich przybywało – raz nie …. Nie przybywało ich …. Oni ciągle żyli ….. Nawet brak ręki nie był problemem, po prostu nabierali lub tarzali się w piachu wstając gotowi do ataku.

Trójka ludzi i pies patrzyli jak wszystkie rany się zabliźniają, kończyny zrastają a kości strzelają na znak gotowości, nagle wojownik wpadł na dziwny pomysł, przymierzył i rzucił … topór ze świstem przeleciał nad zgromadzonymi żołnierzami uderzając w dziwny latający obiekt ….. Fale piasku zastygły w bezruchu …. Padając po chwili i zasypując wojsko oraz wybrańców – po opadnięciu kurzu …. Ciała żołnierzy leżały …. Martwe …… maszyna latająca – to dziwne jajo – spadło wstrząśnięte ładunkiem elektrycznym ….. Topór powrócił do ręki właściciela a nieopodal walącego się budynku wyrósł kwiatek … łapiąc słońce….

Kampania 2

Następnie znów po długiej drodze wymagającej przeprawy po wodzie, z która był pewien problem, który z jednej strony opóźnił podróż a z drugiej nie i finalnie okazał się lepszy niż plan podróży na wyspy położone za Skalnym Morzem – podczas nocy zaraz po rozprawieniu się z armią tych zombie, jeśli można ich było tak nazwać.

Noc nie należała do najprzyjemniejszych – spędzona jeszcze na pustyni, która była jeszcze większa niż mogło się wydawać – noc spędzona na piasku w nieludzkiej temperaturze, z co godzinnym trzymaniem warty – w kolejności zaczynając od psa a kończą na Klawiuszu.

Ale noc –była tym najmniejszym problemem – głosy – nasiliły się, spotęgowały prawie rozsadzając głowy, Klawiusz cały czas się wiercił krzycząc coś przez sen, ten z toporem, kiedy głosy się nasilały wymachiwał toporem, pies piszczał żałośnie a Nica leżało obojętnie – śpią już nie w takich warunkach.

Podczas wart nic szczególnego się nie działo – poza tym, że o piątej nad ranem wszyscy mimo tego, że byli niewyspani zgodzili się z wojownikiem, aby pójść dalej – brnąc przez te piaski wszyscy zastanawiali się skąd się biorą głosy….

Szli nawet nie wiedząc, dokąd – poruszali się jak w transie, jak kukiełki – idąc tam gdzie pchało ich powietrze nie opierając się …. Po kilku godzinach z jedną przerwą, podczas której pies wojownika gdzieś zniknął, aby po chwili wynurzyć się cały we krwi – szedł powoli, padając na ziemię, – kiedy cisza i strach opadły –pies powoli otworzył pysk – wypuszczając z niego trzy małe brązowe myszy –powarki – zawsze, kiedy czują się zagrożone najpierw warczą a kiedy to nie pomaga, stają na dwóch łapach pokazując małe pazurki.

Wojownik chwycił martwe myszy w ręce – wyszeptał coś, rozbłysło niebieskie światło, kiedy zgasło, z mysz zniknęła krew i rany się zabliźniły, – choć nadal były martwe, – kiedy Nici chciała zapytać, co właściwie zrobił –ten podał je Klawiuszowi, – który swoim śrubokrętem wiercił dziurę w pobliskie drzewo o korze pokrytej mchem, – kiedy popłynął z niego sok – ten nachylił się i zaczął pić – potem odebrał od wojownika myszy, wszedł las wychodząc po kilku minutach niosąc gałęzie i cienką trawę Frenh – razem z wojownikiem zmontowali stos a pies rozpalił ogień –następnie we trójkę przystąpili do jedzenia – jednak, kiedy chcieli zawołać jeszcze Nicę – tej nie było.

Wojownik powiedział coś do psa – ten podskoczył i kiwnął głową i wskoczył między drzewa – z nosem przy ziemi szedł powoli węsząc nagle się zatrzymał – usiadł zamiatając ogonem, pokręcił głową na boki – ruszył pędem w prawo – biegł przez zbiorowisko wysokich cienkich drzew o tęczowych liściach – biegł szybko, potem zaczął zwalniać – położył się zmęczony z wywieszonym językiem – wiedząc dwie rzeczy, że wszedł w rejony Radioaktywnego Lasu, z którego już nikt ani nic nie wychodzi takie samo, oraz że jeśli stąd wyjdzie, co będzie ciężkie – powietrze strasznie drgało, kolory drzew przyprawiały o zawrót głowy – pies zdecydował się walczyć, powoli włóczył się po ziemi, Coraz wolniej – nagle wyłowił jakiś zapach, zaciągnął się …. I jak najszybciej mógł pobiegł w dalszy gąszcz.

Wynurzył się po chwili jakby w zupełnie innym świecie – na Ziemi leżał śnieg, drzewa i rośliny – całe oblodzone, szedł dalej idąc przez opustoszałą wioskę – wioskę pełną lodowych kwadratowych domów z kopułą rozsianych tu i tam, miejscami stały konstrukcje z lodowego drewna, – na których leżały lśniące ostrza włóczni oraz kołczany z zielonej trawy – miasto było wymarłe opuszczone, jakby w pośpiechu, – choć nienaruszone szedł dalej węsząc, kiedy wyrósł przed nim ogromny lodowiec pełen małych okien, prowadziła na niego ścieżka wyrzeźbiona w skalnej ścianie, po obu jej stronach stały wbite dzidy – pies zatrzymał się przed pierwszym stopniem – obok niego coś błyszczało – była to Srebrna tuba z wizerunkami: miecza, pudełka i fiolki…….

Tymczasem Klawiusz i wojownik zaniepokojeni zniknięciem psa oraz swojej towarzyszki postanowili wyruszyć na poszukiwania – idąc tą samą trasą, co pies, który zostawił w miękkiej ziemi małe dymiące kratery – niestety na rozdrożu trop się urywał – po długiej naradzie dwaj podróżnicy postanowili, że się rozdzielą – Klawiusz ruszył w prawo, tylko on potrafił wytrzymać promieniowanie bez zbytniej szkody, wojownik natomiast ruszył w lewo.

Szedł wołając raz za czas swego psa oraz Nici – bezskutecznie, znudzony po pewnym czasie zaczął powtarzać pewną plemienną rymowankę, która nagle przyszła mu do głowy „Idzie podróżnik samotną drogą, gdzie nawet drzewa nie rosną, gdzie życie jakby zamarło ……” przerwał i uklęknął na jedno kolano – przed nim widniały małe podłużne ślady – jakby buta.

Potarł jeden z nich palcem, który przybrał brązową barwę, wsadził go do ust powstrzymując krzyk …. To był smak podeszwy …..

Puścił się biegiem przez las zielonych drzew, które nagle zaczęły się rozpraszać …. Wychodząc na rozległą prerie pełną trawy oraz małych kamieni – były prawie idealnie równa – gdyby nie dziwne kratery zwężające się ku górze wykonane jakby z gliny – zignorował je, idąc dalej.

Nagle poczuł ostry ból, obejrzał się spodziewając się jakiegoś groźnego przeciwnika z ogromną kosą wbijającą się w jego żebra – to, co zobaczył doprowadziło go niemal do łez ….. Za nim stał mały stworek o zgniło zielonej sierści, małych czarnych oczkach oraz dwóch kłach wystających z buzi – wszystko to mogło sprawić widok czegoś słodkiego – psuł to jednak jeden element – mały metalowy …. Pistolet z celownikiem skierowanym w jego twarz i małą łapką z ostrymi pazurkami wbitą w jego bok.

No i co się gapisz!- Wy skrzeczał

Wojownik zdziwiony – nie odpowiedział

Idziemy, tylko bez stawiania oporu – powiedział mikrus

Gdzie? – Wydusił wojownik

Do naszego wodza Hink – Jin Kahna 13 – wy skrzeczał

Nigdzie nie idę mikrusie –rzekł wojownik

Co? Mikrusie? Tak mnie nazwałeś?- Wy skrzeczał wściekle stworek a jego twarz przeciął grymas wściekłości.

Stworek stanął na dwóch łapach – w pełnej okazałości miał jakieś sześćdziesiąt centymetrów – potem gwizdnął przeciągle.

No za chwilę inaczej zaśpiewasz, a teraz idziemy!-Powtórzył stworek

Nigdzie nie idę – rzekł wojownik

Tak? Dobrze, uwierz niech nie chciałem tego robić zmusiłeś mnie – wy skrzeczał i splunął na trawę, wojownik spodziewał się kolejnego ataku pazurami lub najwyżej małego ukucia ząbkami stworka, kiedy usłyszał „klik”, spojrzał na stworka, który uśmiechał się sadystycznie, nacisnął guzik na pistolecie, który zwinął się w metalową tubę, po chwili rozwijając się – przypominał teraz pałkę, … na której końcu przeskakiwał prąd

No, i co teraz? Spytał i znów przeciągle zagwizdał.

Nagle ziemia się zaczęła trząść – wojownik mrugnął zdziwiony, kiedy preria przepełniła się masą gwizdów dochodzących z pod ziemi …. Nagle niczym strzelający popcorn nad prerią wyrosły małe ciałka o czarnych oczkach tylko różniące się drobnymi szczegółami. Niektóre z nich były całkowicie szare, inne natomiast całkowicie gołe be sierści te miały czerwone oczy oraz ciało niczym galaretę – prze, które było widać ich dzisiejsze śniadanie, jeszcze inne były białe jak śnieg - długimi brodami oraz zamglonymi oczami, inne miały na głowie czarne czapki i trzymały w łapkach małe noże wystrugane z drzewa, niektóre zamiatały swoimi ogonami prerię tak były długie, były też takie, których małe główki spoczywały na muskularnych i napakowanych ciałach z sześcioma czy nawet dwunasto pakami

Ostatnie trzymały w łapach małe czerwone owocki

No, idziemy mikrusie – wyskrzeczał stworek i znów gwizdnął tym razem do tych muskularnych, następnie znów wcisnął przycisk coś trzasnęło i zapadła ciemność.

Wróćmy teraz do psa, który mozolnie wspinał się na górę trzymając w pysku metalową pałkę, szedł tak już od dobrej godziny patrząc raz za czas w dół …. Bardzo odległy …. Zwalniał … powietrze było coraz bardziej rozrzedzone, – kiedy nagle usłyszał krzyk … resztkami sił zmusił się do biegu – wbiegł z wywieszonym jęzorem na górę – gdzie zobaczył biały ołtarz otoczony przez muskularne sześciorękie stwory, których plecy błyszczały łuską, pies podpełzł bliżej – cicho i ostrożnie, zobaczył Nici przywiązaną czerwoną liną do ołtarza i jednego ze stworów – jego twarz, zakrzywioną, zakończoną dziobem – mówił coś tubalnym głosem, nie zwracając uwagi na szamotającą się dziewczynę.

Nagle jeden ze stworów podniósł go jedną z rąk szybkim ruchem, wszystkie inne twarze zwróciły się w tym kierunku, nawet przywiązanej Nici, stwór coś wybulgotał jakby gotowała się w nim woda, spojrzał na psa, ten spojrzał na niego – patrzyli tak na siebie dobrą minutę, kiedy oczy psa zafalowały, zatańczyły w nich niebieskie ogniki – potem rzucił się na stwora, powalił go na lodową glebę, – która nawet nią nie była – było to zamarznięte jezioro.

Stwór miotał się bezradnie – nic to nie dało, kiedy pies zeskoczył z niego, obok bezgłowego ciała leżały jeszcze drgające ręce – wszystkie sześć, pies oblizał się łakomie, szybko odwracając się w stronę ołtarza i plując kulą śliny, chwilę potem stwory obróciły się w jego stronę przypuszczając atak, tan rozpoczął bieg, plącząc się pod nogami stworów, które potykały się o własne nogi, Nica patrzyła na to przedstawienie – nie rozumiejąc, kiedy nagle coś wylądowało obok niej, obróciła się …. Zobaczyła oślinioną broń …. Swoją broń, potem obejrzała się w stronę psa – ten biegał już resztkami sił, zrozumiała, chciał jej dać czas na ucieczkę – szybko nacisnęła palcem pierwszy guzik, pałka podskoczyła i opadła – wysunęło się z niej ostrze z hartowanej stali, przecięła swoje więzy, zeskoczyła z ołtarza, kiedy nagle ktoś pociągnął ją za włosy, spojrzała za siebie – był to ten stwór, który ją tu uwięził, wyszarpnęła się z uścisku i zadała cios, stwór ryknął i spojrzał na ranę brzucha, z której wypływała niebieska gęsta krew, zaatakowała jeszcze raz, skutecznie stwór rozsunął się na dwie części.

Następnie Nici skoczyła do walki z szałem w oczach.

Tymczasem Klawiusz wspinał się po lodowych stopniach nie zastając nikogo na dole, ruszył na górę, gdzie trwała zawzięta walka pies biegał pomiędzy stworami, robiąc krótkie przerwy, lub skakał na przeciwnika z tymi błyskami w oczach, stwór stawał się bezwolny, chodził jak we śnie, a kiedy pies zeskakiwał, to zawsze się oblizywał, Nica tymczasem wykonywała efektowne piruety, które kiedy się kończyły ujawniały stertę kawałków, lub wbiła się w grupkę wrogów robiąc z nich szaszłyk …. Nagle część stworów zamarła, zaczęła nerwowo bulgotać między sobą, kiedy na horyzoncie pojawił się jakiś człowiek ubrany w potarganą koszulę o całkowicie białej skórze, szedł pewnie przed siebie.

Zostawcie ich – powiedział do zdziwionych stworów.

Cisza – przerwał ją dopiero atak psa, który ugryzł pobliskiego stwora, ten, kiedy pies targał jedną z jego rąk, chwycił go w dwie pozostałe i rzucił – przeleciał przez większą cześć oblodzonego jeziora i uderzył w ołtarz, który popękał.

Następnie atak przypuściła Nici rozpędziła się i zadała cios, potwór zatoczył się do tyłu gubiąc jedną rękę, pozostałe cztery zamachały z wściekłością, z jednej z nich wyrosły czarne pazury wykonując niespodziewany atak, Nici zalała fala bólu, stwór lekko ją popchnął a ona padła jak worek mąki, Klawiusz przerażony tym wszystkim nacisnął na swojej broni czerwony guzik, wysunął się mały ostry nóż – chłopiec z krzykiem wymachując nożem ruszył do ataku.

Tymczasem na prerii wojownik poganiany przez armię świstaków z bronią palną oraz maczugami i nożami, szedł w pełnym słońcu woląc się nie odzywać, widząc pełne wściekłości twarze stworków, które kiedyś były świstakami.

Nagle po długich połaciach kamieni i trawy oraz miejscami skarłowaciałych drzew, piszczących rozmowach stworków oczom wojownika ukazał się wysp kraterów, poustawianych w niewielkich odstępach – było ich setki, domyślił się, że to zapewne mieszkania tych gremilinów – nagle pochód zwolnił zupełnie się zatrzymać.

No jesteśmy na miejscu – wyskrzeczał ten o zgniło zielonej sierści

Gdzie jesteśmy?- Spytał wojownik

W naszym królestwie – odpowiedział świstak

Aha, i co dalej? – Spytał ponownie wojownik

Co dalej?, Co dalej? – Spytał świstak lub to, co kiedyś było świstakiem

Staniesz przed obliczem naszego władcy Hin Jih Khana 13, on Cię osądzi, nawet już jedzie – rzekł stworek i wskazał palcem przed siebie gdzie właśnie coś było widoczne …. Coś poza kraterami.

Był to pochód złożony z kilkudziesięciu świstaków każdy był ubrany w czarną zbroję i czapkę, w łapkach trzymały małe zaostrzone patyki, szły równo tupiąc, pomiędzy dwoma szeregami ochrony na pancerniku, którego złota skorupa oślepiała przy zbyt długim patrzeniu, pancernik szedł powoli, jego rogi – tak rogi jeden z efektów mutacji, jego rogi długie zakrzywione jak końcówki łopaty na końcu tworzyły coś w rodzaju narzędzia do rozpędzania tłumów, z pyska pancernika lekko wystawał niebieski język, jego oczy znikały, co chwila pod kostnymi pokrywkami, owadzie nogi nie wydawały dźwięku przy chodzeniu, natomiast dało się słyszeć szum jego ważkowatych skrzydeł.

Pochód po kilku minutach dotarł na miejsce, ochroniarze stanęli na baczność stwór położył się na nagrzanej ziemi, z jego ust wysunął się długi niebieski język, po którym zjechał świstak w zielonej szacie i koronie z ogryzka jabłka.

Wszystkie stworki padły na ten znak ryjkiem do ziemi, tylko wojownik klęczał na jedno kolano, niedługo, ponieważ po chwili poraził go prąd, kiedy padł dotykając nosem czerwonego żwiru, jeden ze strażników powiedział tym ich skrzeczącym głosem

Oto władca Hin Jih Khan 13 władca, który zjednoczył wszystkie świstaki, pokonał mrówki w wąwozie oraz…… od tego momentu wojownik nie słuchał odpływając do podświadomości.

Przypomniała mu się pewna urywka z jego życia – znajdował się w wiosce pełnej drewnianych domków skromnie urządzonych, nie pamiętał dokładnie, jak, ale widział rynek … rynek, na którym płonął niebieski ogień, wokół którego zebrało się dużo osób, w większości były to dzieci w jego wieku – wtedy, kiedy miał jedenaście lat … nawet rozpoznał siebie był wtedy niski, prawie łysy – stał w kolejce pomiędzy jakimś napakowanym kolesiem a chudym jak patyk, który stał za nim, po chwili podszedł do mędrca o pomarszczonej twarzy i zapadłych oczach, o długich siwych włosach i chudych dłoniach.

Chodź, nie bój się – powiedział do niego starzec

Wojownik podszedł, cały w nerwach – wiedział, co teraz się stanie – dostanie swoich opiekunów – rytualną trójkę na całe życie – to najważniejsze święto dla każdego młodziaka, starzec przyjrzał mu się, potem położył kościsty palec na skroni i zamknął oczy … a wokół niego zaczął zbierać się dym… niebieski i gęsty ….Nagle z dymu uformowała się niebieska kula latająca wokół niego – mędrzec cały czas z zamknięty oczami wziął patyk wkładając go do ognia aż ten nie pojawił się na nim, potem przyłożył płonący patyk do twarz chłopca, zamykając jego lewe oko – przykładając do niego patyk – ogień nie był gorący nie był nawet ciepły, był zimny.

Następnie zaczął recytować „Ta kula mocy, niech cię strzeże w drodze twej, wydaj rozkaz a pojawi się”, następnie z wydłużył się … zapachniał pieczonym mięsem formując się w wizerunek długiego smoka z długimi wąsami i wielką paszczą, smok wyleciał w powietrze, pikując po chwili z ogniem buchającym z paszczy.

Mędrzec znów rozpoczął recytację „Bestie z gwiazd przyleciała wspomóc los, uważaj na nią, daj jej coś „ rzekł, po czym wolnymi ruchami zaczął rysować smoka na jego brzuchu, następnie dym się rozproszył … na setki małych obiektów, każdy ze skrzydełkami i ostrymi ząbkami – tym razem ułożyły się w dużą gromadę i rozleciały na wszystkie strony „Moc daję potężną, ale podchodź do niej z ręką pewną”, następnie obraz się rozpłynął poprzedzony porażeniem prądem

Ty … olbrzym – zaczął świstak

Spokojnie Barabaszu – rzekł władca a wojownik powstrzymał śmiech

No, więc co Cię do nas sprowadza – rzekł król

Ja, nie wiem …. Znaczy my ….

Jest was więcej? – Spytał król

Tak, ja, mój pies … taki łysy ….. I Azjatka …..

Nagle wszystkie głowy zwróciły się w stronę, z której rozległ się pikający dźwięk, – czyli na świstaka Barabasza trzymającego w łapce krótkofalówkę

Barabaszu tłumacz się – polecił król

Przepraszam, to pewnie ważny telefon, mogę odebrać?- Spytał zmieszany

Tak, tylko szybko – odparł król do świstaka, który rzeczywiście czekał na ważny telefon a ten do takich nie należał.

Halo? – Spytał Barabasz

Cześć…. Synku byłeś już w sklepie – rozległo się z krótkofalówki

Mamo, jestem na spotkaniu – rzekł ściszonym głosem Barabasz

Okej, to ja nie przeszkadzam, tylko kup fistaszki i sreberka dobrze Barbusiu – rzekł głos

Mamo nie nazywaj mnie tak – rzekł świstak i schował krótkofalówkę, wtedy wszystkie jakieś dwieście głów obróciło się w różne strony.

 Możemy kontynuować? – Spytał król

Tak, oczywiście – rzekł świstak

Świetnie, zatem, na czym….. I znów telefon Barabasza

Mamo, mówiłem Ci nie dzwoń jak jestem na spotkaniu!- Krzyknął

Halo, tu centrala chcieliśmy poinformować pana, że wygrał pan główną nagrodę, czyli pięćdziesiąt tysięcy kamieni ….. Ale za wulgarne odzywki przekażemy wygraną komuś innemu … rzekł głos z drugiej strony i rozłączył.

Świstak padł na ziemię bijąc z wściekłością pięściami, ale kiedy napotkał spojrzenie władcy, wstał i otrzepał się.

Idąc dalej, czego pan tu szuka?- Spytał król

Może zacznę od początku – rzekł wojownik i rozpoczął opowiadanie historii.

Tymczasem na lodowcu, Klawiusz został otoczony przez wściekłe lodowe stwory, Nici nadal leżała na lodzie krwawiąc, dobrze pies otrzepał się i ruszył do ataku pełen furii, gryzł, ciął pazurami oraz stapiał stwory na kałuże wody swoim ogniem, tak, że po kilku minutach było po sprawie, zostało tylko kilka fragmentów ciał i mnóstwo wody …. Wody …. Wody z ciał i ….. Rozmrażającego się jeziora, Klawiusz patrzył oniemiały na pole bitwy i dopiero szczeknięcie psa spowodowało powrót do świata żywych, pies zaczął szczekać zajadle pokazując pyskiem dużą lodową skałę, której zdecydowanie tu nie było …. Nagle skała otworzyła się ukazując dziurkę … niczym od klucza, Klawiusz od razu zrozumiał, nacisnął guzik śrubokrętu i wetknął go w otwór, skała drgnęła i zamieniła się w wodę, jezioro znów stopniowo zaczęła zamarzać – następnie pies z chłopcem podbiegli do rannej dziewczyny, chłopiec przypomniał sobie pewną sytuację w lesie, pies szczekał a Nici śniła – jeszcze tego nie wiedziała, ale śniła….

Tymczasem na prerii zapadł wyrok wydany przez małego tłustego świstaka w sędziowskiej peruce, był otoczony około trzydziestką innych świstaków, każdy z nich ubrany był szarą koszulę

Ogłaszam wyrok po konsultacji z ławą przysięgłych – rzekł sędzia, na co wszystkie trzydzieści głosów pisnęło WINNY

Następnie przemówił król

A więc skazujemy Cię przybyszu na pobyt w naszym więźniu, straże – polecił król wskazując na wojownika.

Do wojownika podeszło czterech napakowanych świstaków z dzidami jeden powiedział tym swoim piskliwym głosem

IDZIEMY – i razem z resztą ruszyli z więźniem dalszą drogą…. 

Klawiusz z psem powoli schodzili lodowymi ścieżkami, pies szedł pełen gotowości do ataku a chłopiec powoli niosąc na rękach ranną dziewczynę – słysząc jej płytki oddech oraz czując krew na lewej ręce – nie obrzydziło go to, wiele razy był bity i kopany, kiedy wałęsał się po mieście – przyzwyczaił się do tego – słońce już zachodziło a biorąc pod uwagę fakt, że znajdowali się gdzieś na lodowcu –robiło się coraz chłodniej a tu było to bardzo odczuwalne – z nosa psa powoli zamiast ognia zaczęła wylatywać para, ziąb był coraz zimniejszy – musieli się śpieszyć.

Nica tymczasem była gdzieś indziej – spała podwójnie, spała w swojej podświadomości szczelnie zasłonięta pancernymi drzwiami oraz oknami zabitymi deskami – wiedziała, że nie może pozwolić sobie na przeciek nie teraz – żadna nawet najmniejsza kropelka nie może się tu dostać, żadna … nie teraz …. Jeszcze nie, spała również pewnej nocy, którą widziała teraz dokładnie jakby jeszcze raz tam była – ta szesnastoletnia Nica – jakby cofnęła się w czasie, do swojego rozpadającego się, trzeszczącego nawet przy podniesieniu nogi łóżka, tych białych … kiedyś … ścian, teraz niezdrowo żółtych, z dziwnymi zaschniętymi plamami pomiędzy kafelkami, w niektórych miejscach nie było kafelek ani nawet białej farby, która była wszędzie pod nią – była tylko goła cegła, pod sufitem dwie świetlówki dające jasnoniebieskie światło, pod ścianą mała biblioteczka ze starannie przejrzanymi książkami – przez tego typa w czarnym kombinezonie i masce przeciwgazowej – zawsze wszystko znajdzie … no prawie, jakoś przemyciłem broń ….

Obok niej stał rozpadający się kufer z jej ciuchami, w większości brudnymi – nawet na pranie trzeba było mieć pozwolenia, – ale jedna rzecz cały czas była bezpieczna – jej czarna skórzana kurtka prezent od jej ojca, który dostał ją od jakiegoś latającego typka w okularach –to tyle, nie była wystarczająco „dobra”, aby mieszkać w pokojach z miękkimi łóżkami, telewizorami nawet własnymi wannami a nie tymi, co na jej piętrze – brudne, pełne szczurów …. Oraz kotary … materiał dawno przegniły, który nie dość, że cuchnął to jeszcze prześwitywał a ośrodek nie było stać na „wielki wydatek”, czyli na drugą łazienkę dla chłopców … jasne, … dlaczego w takim razie ci z trzeciego mieli jacuzzi, ale nie miała najgorzej … najgorzej mieli ci z dwójki i – spali na brudnych śpiworach lub szmatach, jedyne, co mieli w pokoju to kilka „zabawek”, – jeśli przez zabawki rozumiany jest wypchana zdechła mysz – to nie mam pytań.

Pamiętała rozkład wszystkich pozostałych pomieszczeń – przynajmniej na pierwszym, drugim i swoim, czyli trzecim piętrze – nie wiedziała, co znajduje się pod budynkiem, ani na czwartym piętrze gdzie mieszkały inne dzieci oraz tajemniczy opiekunowie, – ale dzisiaj jej specjalnie to nie obchodziło – nie obchodziło jej to, że w łazienkach na drugim piętrze mogę o tej porze chodzić szczury, nie przejmowała się kamerami na swoim piętrze, nawet tym, że pracownicy jadalni czy składziku z dolnego piętra mogę być jeszcze w pracy – ci w żółtych kombinezonach zawsze wydający jedzenie – oczywiście inne dla odpowiedniego sektora „kurczak nie jest dla was mógłby wam zaszkodzić „ mówił czasami jeden Z nich dając kurczaka tym z czwartego a im….. galaretowatą masę pełną włosów i w większości przypalonego mięsa.

Tej nocy wstała, podeszła do drzwi wycinając otwór ostrzem katany, przemykając się koło ściany jak cień, zbiegając na palcach po schodach oraz czołgając się przez korytarz –tam zabiła po raz pierwszy, nie chciała – nie zauważyła strażnika jednego z tych w czarnych kombinezonach, chwycił ją od tyłu, pomału dusił – to był impuls, zaparła się i usłyszała jak ostrze cicho wsuwa się w brzuch, przez grubą kamizelkę strażnika, wyjmuje je i ucieka przez główne drzwi tym samym sposobem, co ze swojego pokoju …. Tymczasem strażnik wzdycha ciężko ściągając maskę……

Była wolna, co z tego, że padał zielony radioaktywny deszcz i wszystko mogło ją zabić …. Nawet liść….

Tymczasem wojownik prowadzony przez czterech żołnierzy przez kilometry prerii z tymi samymi widokami …kopce, kamienia, trawa czasami drzewo … tak przez większość czasu, dopóki pochód się nie zatrzymał – jeden ze świstaków tupnął mocno nogą – w ziemi otwarła się mała klapka, przez którą wyjrzał świstak, którego skóra była dziwnie nienaturalna a jedno oko świeciło na czerwono jakby było laserowe

Czego!- Krzyknął

To my patrol numer 5, mamy więźnia – rzekła jeden z żołnierzy

Dobrze Marian, wejście go zanieście do celi numer ….. Edek, które cele są wolne? – Zawołał

5,6, 8 – Odparł tamten

Dobra, dajcie go do ósemki – rzekł ten z dziwnym okiem

Robi się – odparł ten sam żołnierz

Hasta la świstak!- Krzyknął tamten, kiedy patrol odchodził

Potem znów szli przez jakąś godzinę, kiedy patrol znów się zatrzymał, tym razem cała czwórka żołnierzy uklękła, wbiła mazurki w piach prerii i ze stękiem ciągnęła, raz za czas jeden z nich spoglądał na więźnia

Mocniej! – Krzyknął jeden z nich

Suwak się zaciął – stwierdził jeden z nich

Dobra idzie – wystękał trzeci i klapa się podniosła …. Wyskoczył z niej oburzony świstak w samym czepku i kostką mydła w ręce.

Patrzył przez chwilę to po strażnikach to znów na więźnia nie wiedząc, co robić, w końcu się przemógł, chwycił jednego ze strażników pełen wściekłości a mydło nagle znalazło się w jego …… potem wygwizdał kilka przekleństw w ich języku i schował w dziurze, a przez następne półgodziny trwała akcja „Wypróżnianie”, podczas której wszystkimi sposobami pozostała trójka chciał przetkać ….. Tego czwartego … w końcu jeden wsadził mu do buzi jakieś niebieskie kamienie, patrzył jak tamten się trzęsie a potem jak … leci wysoko na chmurze bąbli o zapachu truskawki, kiedy spadł cała czwórka uzgodniła między sobą, że nic się nie wydarzyło.

Potem znaleźli właściwą dziurę, do której wepchnęli więzienia i zamknęli klapę – wojownik znalazł się w celi o zakratowanych drzwiach …. Nawet w jego rozmiarze ……był sam, za kratami znajdował się korytarz – chyba niepilnowany – wojownik podszedł do „krat”, ale to nie były kraty – tylko parzący bluszcz, który tylko, gdy ktoś się do nie zbliżył uwalniał żółty dym, który w kontakcie ze skórą parzył – wojownik usiadł na ziemi zamknął oczy i usłyszał w głowie pewne słowa „Ta kula mocy, niech cię strzeże w drodze twej, wydaj rozkaz a pojawi się” – dobrze spróbuję – rzekł wojownik – odetchnął, skupił się i powiedział „kula”

Powietrze zadrgało i zaczęło ciemnieć, formując się w kulę wielkości pięści – wojownik nie wiedział, co powiedzieć spojrzał na kulę potem przez przypadek na ścianę celi – gładką ścianę, zauważył, że jego tatuaż na oku przygasł – był teraz blady prawie niewidoczny – tymczasem kula – cichą wiązką światła przecięła ostatni konar – wojownik był wolny, wypełzł z celi na korytarz – długi również o gładkich ścianach – puścił się pędem w prawo po drodze przewracając kamienny posąg, który po upadnięciu na ziemię rozpłynął się w powietrzu – tak miało być ….. No prawie … tuż za wojownikiem ciągnął się czarny ślad – ślad małego motoru a na nim jakieś zielonej postaci w kasku.

Kampania 3

Zaraz po wyjściu z więźnia świstaków wojownik znalazł się na …. Plaży tuż obok białej wody, koło której ktoś niedawno obozował …. Było widać jeszcze tlące się ognisko, prosty szałas oraz połowę drewnianej tratwy – jakby ktoś tu był …albo nadal był …. Wojownik podbiegł do szałasu gdzie na prowizorycznym łóżku z włókien Dewr – coś jakby bambus, ale miększe a po wypaleniu twardsze i bardzie stabilne –na łóżku przykryta skórą z Weera – olbrzymiego jakby niedźwiedzia, ale z kłami dzika oraz jaszczurzym ogonem – leżała pod nią jakaś postać – wojownik podszedł cicho – zauważył tylko mnóstwo czarnych długich włosów – postać odwróciła się ciężko – była to Nica, usiadła z trudem trzymając się za brzuch, gdzie widniała prawie już zagojona rana posmarowana żółtym tłuszczem Weera.

Cześć –wystękała Nica odgarniając włosy z twarzy

Cześć – rzekł wojownik

Gdzie byłeś?- Spytała

Nie pytaj, a ty? Mocno oberwałaś?- Spytał

Tak, byliśmy na lodowcu …. Stęknęła cicho ….. Zniszczyliśmy źródło …. Chodziarz tego nie widziałem … to on to zrobił …, wystękała

Na lodowcu? Jakie źródło? Kto zniszczył?

Spokojnie – wystękała Nica

Byliśmy na lodowcu, tam gdzie mieszkały te stwory … jaszczurki …… dalej nie wiem …. Z tego, co mówił Klawiusz.. Jeden z nich … chodzi mi o stwory … chwycił mnie i udrapał …… potem zniszczył źródło … wielki biały kamień – objaśniła

Źródło lodu- rzekł wojownik

Co?- Spytała Nica

Nic – odparł wojownik.

Nagle do pokoju wcisnął się pies wojownika, podbiegł do niego i podał mu łapę, potem podszedł do Nici kładąc przed nią zdechłego ptaka

Dzięki – powiedziała i uśmiechnęła się

Następnie do szałasu wsunął się Klawiusz

Cześć – powiedział do wojownika

 Cześć, serio zniszczyłeś źródło?- Spytał na wstępie wojownik

A to, tak, – ale bez twojego psa … oraz pomocy Nici by się to nie udało … tu chłopak spojrzał na Nicę, która leżała z pokerową twarzą.

Gdzie byłeś? Spytał chłopiec

Nie pytaj – odparł wojownik.

Spoko – rzekł Klawiusz – pomożesz z tratwą? – Spytał wojownika

Jasne, tylko żeby ten szkodni…..

Co?- Spytał chłopiec

Nic – rzekł wojownik przypominając sobie małego prawie zielonego mikrusa

Potem obaj wyszli z namiotu – został tylko pies, – który położył się obok Nici i zasnął buchając z nosa kłębami szarej pary.

W nocy, kiedy na niebie zaświecił księżyc chłopcy delikatnie wynieśli prowizoryczne łóżko z dziewczyną i położyli je na tratwie, potem Klawiusz włożył na nią prowizoryczne torby – trzy sztuki – każda z jednego płuca Weera, potem sam wszedł, za nim wojownik ….. Szedł z psem, który trząsł się ze strachu – widać, że nie lubił wody

Spokojnie – powiedział wojownik – wiedząc, że kilka kropel wody może zabić ognistego psa, potem tratwa wypłynęła na spokojne białe wody, które oświetlane światłem księżyca błyszczały bardzo mocno – podróż do świtu minęła bezproblemowo – bez sztormu targającego okrętem na wielkich falach, podczas kiedy z nieb sypały się pioruny, bez ataków morskich bestii – bez problemu.

Ale tylko do świtu, – kiedy to tratwa przybiła do brzegu – pełnego palm i wysokich drzew o grubych pniach – chłopcy szli pierwsi, za nimi pies, który niósł ranną dziewczynę.

Ktoś wie gdzie jesteśmy? – Spytał Klawiusz

Nie – rzekł wojownik

Nie – powiedziała Nici

Nie?- Spytał czwarty głos ….. Tak czwarty – dochodził z jednego z drzew, ktoś lub coś siedział na jego gałęzi, – która po chwili się za trzęsła i zeskoczył z niej facet łysy – z zielonymi zdobieniami –oboje oczu zakolorowanych zielonymi plami … na brzuchu.. Wielki olbrzym z rękami podniesionymi do góry i zwiniętymi w pięści oraz ryczącego wściekle, a na plecach ogromnego węża, z którego kłów sączył się jad.

No proszę, miałeś czelność tu wchodzić?- Spytał

Ja?- Spytał Klawiusz

Nie, ten niebieski – wyjaśnił

Musieliśmy tu wejść, nie masz nam za złe?- Spytał wojownik

Nie, ale znasz zasady?- Spytał wojownika

Tak „Z wyspy wypłyną tylko nie liczni dopóki sen JEGO się nie wyśni” – wyrecytował wojownik

A więc, wiesz, że teraz jedno z was zostanie poddane testowi na arenie?- Spytał

Tak – odparł wojownik

Świetnie, teraz idziemy do króla – rzekł tamten

O co tu chodzi?- Spytała Nici

Długa historia – rzekł wojownik

Możesz opowiedzieć?- Spytali równocześnie Klawiusz i Nici

Dobra – chodzi o to, że przed laty …. Jeszcze przed epidemią …. Nasze plemiona żyły w zgodzie walcząc z głównym wrogiem z……

Jesteśmy – rzekł tamten odsuwając na bok liść palmy

Wyłonili się na pustym kamiennym placu, gdzie znajdował się jedynie kamienny tron, na którym chrapał gruby mocno opalony z czarną brodą i włosami tylko po bokach głowy, na której widniała tylko korona wystrugana z drewna – król plemienia

Ten pierwszy ukląkł przed nim- i czekał … przez jakieś dziesięć minut …dopóki król nie wstał

Witam, widzę, że audiencja – rzekł

Tak królu, wszyscy już na arenie? – Spytał

Tak, o widzę, że masz niewolników – rzekł, po czym wyciągnął zza głowy wielką pieczoną nogę Żółwia Dret – poszukiwanego właśnie ze względu na mięso – król pożarł ją na dwa razy oraz się oblizał.

Świetnie – zaprowadź ich, niech walczą - rzekł król przeciągle bekając

Wojownik wstał z klęczek i zaprowadził wszystkich żwirową ścieżką do ogromnego kamiennego Koloseum, przed wejściem odciągnął Nicę, Klawiusza oraz psa na bok przekazując wojownika w ręce wielkiego goryla, – kiedy ten odchodził wojownik zielony obejrzał się za nim

Potem tłum zaczął gromkie wiwaty, kiedy na arenę wszedł wojownik w niebieskich barwach – rozglądający się po siedzeniach gdzie siedzieli przedstawiciele różnych ras: koni, małp, ryb czy nawet skorpionów a ten do towarzyskich nie należą.

Potem po drugiej stronie areny – z przejścia wyszedł wojownik w czerwonych barwach – oczy bez śladu farby, – która na brzucha układała się w kształt wielkiego ptaka z ogromnymi szponami a na plecach ogromna czerwona mrówka.

Pod ścianą stała ściana, na której wisiały dwie postacie – jedna chuda i przestraszona a druga z włosami opadającymi na twarz, do niej przywiązany łańcuchem był pies – zabezpieczenie przed ucieczką, chcą mieć pewność czy nie spęka.

Obaj przeciwnicy patrzyli sobie w oczy, u jednego widniał czarny topór a u drugiego czerwony łuk, z którego padły pierwsze strzały, odbite toporem poleciały i wbiły się w ściany areny, potem niebieski wojownik zaatakował toporem, czerwony czekał …. Kiedy niebieski się zbliżył ten podniósł ręce, w powietrzu pojawił się dym – piasek podniósł się do góry zamieniając się w ogromną mrówkę, ta skoczyła na wojownika szczekając swoimi żwaczkami, ten odtoczył się na bok i zaatakował, nie trafił, znów wykonał unik, unikając szczęk stwora.

Uciekł w róg areny i patrzył na biegnące potwora, wycelował i rzucił, topór poleciał … niestety przeleciał nad mrówką …. A ta była coraz bliżej …. Wojownik czuł jej zgniły oddech, … kiedy już miała odgryźć mu głową …. Na oczach Nici patrzącej z przerażeniem oraz Klawiusza, który zamknął oczy ze strachu …. Kiedy …. Nagle mrówka padła … coś wbiło się jej w tył głowy …. Był to topór ….

Czerwony wojownik krzyknął coś wściekle i zaczął wykonywać szalony taniec …. Kiedy skończył coś pojawiło się na niebie …….. Spadało …… coraz szybciej, … kiedy spadło podnosząc tuman kurzu … ryknęło i walnęło pięściami o ziemię – był to czerwony olbrzym.

Czerwony wojownik spojrzał a niebieskiego z ukosa z wyrazem triumfu, ten również zaczął tańczyć na oczach zdziwionych towarzyszy …. Coś zaczęło się pojawiać po chwili pojawił się ogromny smok z długimi wąsami, rzucił się z furią na olbrzyma – rozszarpując go po krótkiej walce i rozwiewając się w dym.

Publiczność ryknęła gromkimi okrzykami i brawami a pokonany wojownik – no cóż jak kazała tradycja –przegrany musiał podać się woli wygranemu, – co w wielu przypadkach kończyło się śmiercią, – ale nie w tym przypadku – niebieski wojownik pozwolił przegranemu odejść – chcąc tylko pomocy w uwolnieniu przyjaciół….

Następnie cała czwórka wyszła z powrotem na kamienny rynek gdzie czekał na nich król

No jesteście – powiedział

Tak – odparł wojownik

Świetna walka – powiedział ten zielony…

Ale nie możecie odejść …. – Dokończył król

Jak to?- Spytał Klawiusz zdziwiony

Normalnie – rzekł spokojnie wojownik w zielonych barwach

Co, jak to? – Wystękała Nici, a pies szczeknął głośno

Nigdzie się stąd nie ruszycie! – Krzyknął król

Straże!- Krzyknął zielony

Na co na rynek wtoczyli się wojownicy z włóczniami gotowymi do ataku oraz wielki goryl – ten sam, który odprowadzał wojownika.

Zabrać ich!- Krzyknął król

Kiedy strażnicy rzucili się na wojownika z toporem gotowym do ataku, Nici nadal jeszcze słabą, Klawiusza wymachującego śrubokrętem oraz psa warczącego groźnie, kiedy goryl zatrząsnął się jak rażony piorunem a jego ciało …. Otwarło się … wysypało się z niego kilka zielonych … piszczących kulek

Był wśród nich ten z czerwonym okiem – wojownik miał rację skrywał w sobie pewną tajemnicę, – jako jedyny nie miał skóry – był złożony z metalu, jego czerwone oko poruszało się niespokojnie, trzymał w łapkach mały karabin maszynowy, był też sędzia ze swoją peruką oraz wielkim jak na świstaka kowalskim młotem, oraz mały jak zwykle „groźny” Barabasz wymachujący groźnie dwoma blastreami, a także cała czwórka napakowanych strażników z dzidami …..

Bitwa rozgorzała po chwili na dobre – mały metalowy świstak ostrzeliwał wrogów – zadając im małe rany, bardziej ogłuszając i zadając małe draśnięcia przeszkadzające np. w trzymaniu broni, sędzia walił wojowników po stopach unieruchamiając ich – był bardzo szybki skutecznie zadając ciosy i unikając lub parując wrogie.

Barabasz celnie i szybko strzelał we wrogów poważnie niektórych raniąc laserowymi pociskami lub odwracają uwagę innych za pomocą lasera lub niektórych rażąc prądem, co powodowała śmieszną „trzęsionkę” u przeciwnika, który padał drgając na ziemię –strażnicy razem z psem ochraniali raną Nici przed atakami, wojownik odbijał ataki oraz poważnie ranił zbliżających się przeciwników a jego kula, której runa znów błyszczała dumnie w przeciwieństwie do smoka smętnie zamglonego, natomiast Klawiusz dźgał i odskakiwał pomału już zmęczony, pies natomiast cały czas pilnował dziewczyny zionąc strumieniem ognia w tych, co podeszli za blisko….

Walka dobiegła końca po jakieś godzinie, po której wojownicy pokonani odeszli speszeni, zawiedzeni i poobijani niektórzy nawet poważnie – nagle wojownik padł na kamiennie tatuaż smoka na jego plecach zmienił kolor na czerwony – usłyszał głos „Użyłeś mocy, pokonałeś los – daj mi coś”, – co pomyślał wojownik i jego wzrok padł na miecz jednego z wrogów – podszedł do niego a ten rozpłynął się w jasną mgłę – tatuaż znów stał się wyblakły, ale po mału nabierał koloru.

 Następnie przemówił sędzia

Świstaki, do minie!- Krzyknął piskliwie, na co wszyscy żołnierze biorący udział w bitwie zebrali się w wokół niego – robot znów obrósł brązową skórą a jego pistolet maszynowy zmienił się w metalową rurkę, czwórka żołnierzy stanęła na baczność prezentując broń, Barabasz patrzył groźnie na wszystkich z chęcią ataku i wydłubania komuś oka lub dwóch

Świetnie uruchomić goryla i spadamy – dodał

Tak jest!- Zawołali żołnierze uruchamiając kombinezon

A oni … to, … kto?- Spytała Nica

Sam chciałbym wiedzieć – rzekł Klawiusz

Yyyy to …. Moi ……

Brać go! – Krzyknął Barabasz rzucając się wraz z robotem na wojownika

Wy się znacie?- Spytała Nica, która ledwie, ale jakoś stała

Może usiądziesz?- Spytał Klawiusz

Nie, dam radę, dziękuję Ci – odparła dziewczyna

No dobra do więźnia z nimi!!- Krzyknął Barabasz

Spokojnie – rzekł wojownik

Nie żywcem ich!- Krzyknął świstak i rzucił się na Klawiusza, który lekko go kopnął, świstak jednak poleciał trochę za daleko.

Kiedy wstał – cały pulsował z wściekłości

DOSYĆ TEGO!- Wrzasnął i wskazał czwórkę wybrańców robotowi

Coś w nim pisnęło, skóra z niego zeszła odsłaniając metalowy szkielet i czerwone wszechwidzące oko, następnie w jego łapkach pojawiła się błyszcząca lufa karabinu maszynowego oraz wesoły metaliczny uśmiech ….

Świstak ruszył w kierunku wybrańców – wojownik był w gotowości, jego ręce zaciśnięte były na rękojeści topora, Klawiusz wymachiwał prawą nogą jakby mówiąc tym gestem „Jeszcze krok a polecisz”, z pysku psa kapała szara ślina, niespokojnie machał ogonem, Nica jeszcze ledwo stała, ale z kataną w gotowości, coraz bardziej zdziwiona widokiem tych …. Stworków.

No zaczynamy – rzekł świstak

Może nie … my już idziemy – powiedział Klawiusz

Nigdzie nie idziecie – powiedział twardo Barabasz – chyba, że z nami

Dlaczego?- Spytała Nica i spojrzała na Klawiusza a ten na wojownika

No, co?- Spytał wojownik

Spokojnie …. Nie on tu rządzi – rzekł wojownik – nic nam nie zrobi

Tak? – Spytał Barabasz wyjmując swoją krótkofalówkę, która pod obudową skrywała jeszcze jeden przycisk – duży i czerwony

Masz dostęp do głowic jądrowych? Spytał Klawiusz

Tak … Nie, … dlaczego wszyscy myśleli, że to aktywuje bomby …. No może i dostałem to od prez…..

Pracujecie dla prezydenta? Spytała zdziwiona Nica

Tak, chodź teraz się nie odzywała – rzekł robot, teraz twarz Barabasza wyglądała teraz jak bomba 

Nie pracujemy dla tego typka – zaprzeczył Barabasz

Szefie, to nieprawda, przecież dał nam nowe zadanie jak ….. Tu spojrzał na Barabasza, który wyglądał jakby połknął młot pneumatyczny

ŁAP ICH!- Krzyknął

Spokojnie szefie, o co te nerwy?- Spytał robot

Wiesz gdzie on … jest?- Spytał wojownik

Jasne … znaczy nie … nie wiem – odparł robot

Powiedzieć mu?- Spytał Klawiusz i spojrzał po twarzach towarzyszy, nie wyrażały sprzeciwu

O czym powiedzieć? – Spytał zaciekawiony Barabasz

Mamy od niego zadanie – powiedział Klawiusz

Jakie?- Skrzeknął stworek

Musimy …. Niszczyć … źródła … - zaczął Klawiusz jeszcze raz patrząc po twarzach pozostałych

Musimy niszczyć źródła żywiołów – dokończył wojownik

Źródła? –Zaciekawił się stworek

No tak – powiedziała Nica

Gotowe!- Krzyknął sędzia i razem ze strażnikami wchodzili już do wnętrza goryla

Macie szczęście – rzekł Barabasz i pobiegł do goryla.

Kampania 4

Po spotkaniu ze świstakami cała czwórka wróciła na tratwę, wracając jednak przez dżunglę zabłądzili ….
Gdzie jesteśmy ….. Znowu tu?- Spytał Klawiusz

Na to wygląda, znów ten pieniek – odarł wojownik

Zróbmy przerwę – rzekł Klawiusz

Musimy iść dalej – zaprotestował wojownik

Przerwa – powiedział Klawiusz

Idziemy – odparł wojownik

Przerwa – powiedział głośniej Klawiusz

Idziemy – podniósł głos wojownik

Może jednak zróbmy przerwę – powiedział Nici, która pomału odzyskiwała siły – pogadamy o paru sprawach

No dobra – zgodził się wojownik

Kiedy usiedli pod drzewem, popijając sok z pobliskiego drzewa Nica powiedziała

Jak ty …. To …. Na.. Arenie – spytała wojownika

Sam nie wiem … te symbole mam je od zawsze, no prawie to moi ….. Duchowi opiekunowie – powiedział po chwili

Aha, a te świstaki, znasz je?- Spytał Klawiusz

To długa historia – rzekł wojownik

Opowiedz – zachęcił Klawiusz

No dobra – powiedział wojownik i opowiedział wszystko od chwili, kiedy rozdzielił się z Klawiuszem … jak szedł przez prerię …. O pierwszym spotkaniu Barabasza …. O sądzie i populacji świstaków oraz o ucieczce z więzienia – zataił  …. Może inaczej …. Sam jeszcze nie do końca rozumiał to wszystko … te głosy i te symbole – nie wspomniał o swojej wizji …. Jeśli można to tak nazwać …. Podczas sądu tych małych stworków.

Kiedy skończył Nica z Klawiuszem cicho się śmiali

Może teraz ty? Spytał wojownik –

Jasne – odparł Klawiusz – i zaczął opowiadać o tym jak przedzierał się przez gąszcz drzew, o tym, kiedy zdziwiony wyszedł gdzieś na lodowe ……. Pustkowie ….. O tym jak wchodził na lodowiec gdzie zastał te dziwne stwory ….. Oraz o walce

Kiedy skończył opowieść, Nica podjęła swoją – o tym jak coś … jakaś siła …. Ciągnęła ją właśnie na ten lodowiec … o tym jak jeden z tych stwórów ją zaskoczył, kiedy przeszukiwała jeden z domów – gdzie były tylko skóry i kilka patyków ….. O tym jak przywiązał ją do tego lodowego bloku …… nie wspomniała jednak o tym, co jej się śniło …. Jeszcze nie…

Następnie cała czwórka wstała z zamiarem pójścia dalej, kiedy pies wojownika podszedł do pieńka uważnie go obwąchując a potem …. Zaznaczając teren pomarańczowym strumieniem benzyny ……. Nagle pieniek przybrał czarną barwę ….. Rozsypując się w pył ….. Który rozwiał wiatr …. Następnie gdzieś na lewo coś się poruszyło …. Wszyscy ruszyli w tamtą stronę …..To drzewa rozsuwały się na boki … odsłaniając wyjście na plażę.

Wybrańcy ruszyli w tamtym kierunku wybiegając na plażę gdzie czekała na nich tratwa ….. Niestety zapasy ….. Ktoś się do nich dobrał…

Co teraz?- Spytał Klawiusz

Płyniemy dalej – rzekł wojownik

Bez zapasów?- Spytała Nica

No dobra – rzekł wojownik

Świetnie, ja z psem idziemy coś upolować a ty i Nica zostaniecie tutaj – powiedział Klawiusz

A dlaczego to ty idziesz?- Spytał wojownik

Chcesz ty?- Spytał Klawiusz

Tak- rzekł

Dobra możesz iść …. A będziesz wiedział, co Cię nie zabije?- Spytał Klawiusz

A ty skąd to niby wiesz? Spytał wojownik

Lata praktyki – rzekł Klawiiusz i wbiegł w las

Tratwa odpłynęła pod wieczór, kiedy Klawiusz razem z psem wyszli z lasu.....

Kiedy do niego weszli i zniknęli Klawiusz podszedł do jednego z drzew o szorstkiej korze i wbił w nie śrubokręt, popłynął żółty sok spływał do nadstawionego woreczka, przez czas, kiedy sok płynął pies był dziwnie niespokojny – nagle pobiegł gdzieś szczekając

Czekaj!- Krzyknął Klawiusz i pobiegł za nim, było to wymagające zadanie, ponieważ pies był naprawdę szybki, biegł na pełnej prędkości nawet się zbytnio przy tym nie męcząc, … kiedy zdyszany Klawiusz go dogonił pies siedział pod drzewem warcząc groźnie, chłopiec się rozejrzał i spojrzał w tamtym kierunku, na drzewie coś siedziało … na pewno nie był to człowiek, za szybko ruszał głową …. Nagle zaskrzeczał i zapikował powodując falę powietrza, która wprawiła rośliny w szalony taniec ….. – Tym czymś był dwuogonowy ptak o długiej szyi oraz głowie z trójkątnym grzebieniem oraz tęczowym oczami

Yyyyr, myślałem, że wyginęły – powiedział mocno zdziwiony Klawiusz, nagle się rozglądając, ponieważ pies gdzieś zniknął … znowu

Klawiusz zaczął nasłuchiwać … słyszał tylko szum liści, wiatr … oraz …. Ciche piskanie – pobiegł w tamtym kierunku, gdzie znalazł gniazdo … średniej wielkości zbudowane z miękkiej ziemi … to stamtąd dochodziło piszczenie ….. Podszedł tam … zobaczył trzy małe szczurki … no nie szczurki, ale Dsery, – czyli właściwie szare głowy z dużymi oczami, małymi otworami słuchowymi z tyłu głowy, z tyłu długi różowy ogon, a pod sobą cienkie brązowe owadzie nogi …..

Klawiusz po krótkiej obserwacji odszedł od gniazda rozglądając się za psem …. Oraz zastanawiając się, dlaczego nie został nazwany … nagle znów coś usłyszał.. Ruszył w tamtym kierunku.. Aby po chwili znaleźć rannego dorosłego osobnika Dsera leżącego na boku, psa, który znów wbił wzrok gdzieś w dal …. Kiedy za nim podążył zauważył tego samego ptaka …. Ale jego dziób był czerwony …. Wszystko zrozumiał, przecież one też muszą coś jeść …

Przez chwilę trwała niezręczna cisza, którą przerwał Klawiusz, który podszedł do Dsera i oblał jego ranę sokiem … ta przybrała zieloną barwę wyraźnie się zmniejszając … nagle z drzewa dobiegł głośny skrzek … ptak znów zapikował, ale teraz z pazurami gotowymi do ataku ….. Gdyby nie pies, który niczym wystrzelony z procy skoczył w kierunku napastnika przygważdżając go do ziemi …. Klawiusz zapewne dołączyłby do szczura ….. Który otrzepał się i poszedł w stronę gniazda … chłopiec przywołał psa.. Ten podszedł do niego wyraźnie zadowolony trzymając w paszczy zwisającą bezładnie głowę ptaka

Musiałeś?- Spytał, po czym uświadomił sobie, że gdyby nie pies, to prawdopodobnie by już nie żył …. Po chwili ruszyli w stronę plaży, chłopiec zastanawiał się czy właśnie nie zginął ostatni osobnik zagrożonego gatunku a pies dreptał koło niego merdając ogonem cały czas trzymając w paszczy ptaka

Przez ten cały czas, kiedy trwało polowanie Nica i wojownik rozmawiali …

Rozmowę zainicjował wojownik, który opowiedział o swoich wizjach … jakby sam w nie do końca wierzył, potem Nica opowiedziała o swoim śnie, cały czas myśląc, co się stało z rannym tej nocy strażnikiem …. Miała niejasne przeczucie, że przeżył …. Ale nie była tego pewna, właśnie kończyła swoją opowieść, kiedy pies i chłopiec wyszli z lasu.

Potem wszyscy wsiedli na tratwę i ruszyli w dalszą drogę …..

Kampania 5

Podróż tratwą tym razem trwała dłużej … dwa dni … dwa dni pływania po białych wodach w dzień spokojnych oświetlanym gorącym nieznośnym słońcem a w nocy lekko spienionych, chłodnych, oświetlanych zimnym księżycem, w nocy, kiedy wypłynęli był czerwony … wielka krwawa tarcza.

Co za widok – powiedziała Nica

Normalny – odparł spokojnie wojownik – Normalny, ale zły …..

Jasne to zwykły księżyc ……- skończył Klawiusz

Nie, to coś więcej – zaprzeczył wojownik

Tak? A co?- Spytała zaciekawiona Nica

Jest pewna historia z tym związana … zaczął wojownik … mistrz kiedyś ją opowiedział

Mistrz?- Spytał Klawiusz

Tak – rzekł wojownik i zamknął oczy

Znów znalazł się w wiosce pewnej drewnianych domków, była pochmurna noc rozświetlana tylko przez niebieski ogień płonący na palenisku otoczonym drewnianymi kłodami, na których zbierały się pierwsze osoby głównie dzieci.. Wszystkie z tatuażami świecącymi lekkim światłem … mistrz siedział po drugiej stronie ogniska na tym swoim pniu wielkiego drzewa tego samego od … jak niektórzy mówili stu lat młody chłopiec podszedł do reszty i zajął miejsce.

Mistrz odkaszlnął i zaczął snuć opowieść … tak jak zawsze czynił to podczas TRZECIEJ NOCY – zawsze w trzecią noc każdego miesiąca … taka tradycja, tej nocy historia dotyczyła pewnej wioski, do której przybył niegdyś wędrowiec w czerwonych szatach podpierając się drewnianym kosturem z rubinem błyszczącym w słońcu … szybko zdobył zaufanie wioski.. Pomagał wszystkim, ale prawie nic nie mówił był bardzo skryty, jednak pewnego dnia przemówił „Zbliża się ciemny okres, nie wchodźcie do lasu „ rzekł podczas nocnej uczty – po zebranych przebiegł dreszcz wiedzieli, że ciemny okres jest nie przewidywalny, choć zdarzał się, co roku zawsze w ostatni miesiąc … objawiał się pod różnymi postaciami, czarnej mgły, w której znikali ludzie, wielkiej szarej bestii o żółtych pustych oczach czy wielkiego owada zsyłające plagi, nikt nie wiedział czy to istota, czy duch, wiedzieli też, że las skrywa mroczne tajemnice.

Jednak, kiedy już którąś noc z rzędu mędrzec wyszedł ze swej chaty nie chcąc, aby go ktoś zauważył, cicho przemykając się wśród domów … tej nocy ruszyło za nim dwóch chłopców.. Wzięli dzidy i wsunęli się w głąb lasu, otoczyły ich szare drzewa o poskręcanych korzeniach w nocy wyglądające jak potwory, w powietrzu pojawiły się zielone światła a gdzieś daleko dało się usłyszeć Ftrehy, – czyli duże czworonożne stwory o wilczej głowie, z które wyrastają dwa krótkie rogi.

Chłopcy szli już od dwóch godzin przez mroczny las.. Chcieli zawrócić, kiedy nagle w oddali błysnęło coś czerwonego, chłopcy podpełzli w tamtą stronę, kryjąc się za zwalonym pniakiem, wychyli się, zobaczyli tego dziwnego wędrowca, stał odwrócony do krzaków, rozmawiał z kimś, nagle głos umilkł, podróżnik również ucichł, nagle rozpłynął się w chmurze dymu … pojawiając się tuż obok chłopców.. Był inny, jego twarz patrzyła na nich, była biała i gładka, przemawiał do nich nie poruszając ustami, jeden z chłopców chwycił broń i zaatakował, trafił wędrowca w brzuch, te padł na ziemię „Coś zrobił, nie … nie chcę tam wracać, nie, następnie jego ciało rozpłynęło się ukazując białą zbitkę … materii o dwóch czarnych oczach wijącą się wściekle … nagle to coś znikło wydając ostatni odgłos.. Od nikt już go nie widział, … choć niektórzy mówią, że nie zginął … patrzy …. Zawsze, kiedy księżyc jest czerwony … patrzy, i widzi, czekając, aby powrócić silniejszym

Wow – powiedziała Nica

Mocne – zgodził się z nią Klawiusz

Nagle woda zafalowała … coś z niej się wynurzało, było to długie i szare.. No poza tymi niebieskimi oczami oraz szczęką gotową do rozerwania tratwy – obiekt wynurzał się pomału jakby budował nastrój- w pełni wynurzył się po kilku minutach, przez które wybrańcy mogli przygotować się …. Choć nie wiele by to dało, w odległości piętnastu metrów od tratwy wynurzył się ogromny stwór o wielkiej paszczy, w której widać było mięsisty język pokryty brodawkami, oczy stwora były wielkie, o czarnych źrenicach, pokryte były jakimś lepkim śluzem, pod wodą można było dostrzec, choć było to trudne dwie płetwy – zakończone czymś w rodzaju palców, a jak ktoś spojrzałby niżej, zauważyłby masywny brzuch oraz giętkie macki – to stworzenie było kiedyś rekinem, który wtedy był groźny a co dopiero teraz.

Bestia przez chwilę wpatrywała się w wybrańców a oni w nią nagle wykonała szybki obrót a jej macki owinęły się wokół łódki unieruchamiając, następnie stwór otworzył paszczę i zaczął podpływać bliżej, wolno, ale płynął – wiedział, że jego ofiary są bezsilne – i niestety rzeczywiście tak było.

Co robimy?- Spytał Klawiusz

Nie wiem, jest za duży – stwierdziła Nica uważnie obserwując stwora

Ale ja wiem – rzekł wojownik – Trzymajcie się może trochę bujać – dodał

Co chcesz zrobić?- Spytała Nica

Nie wiem, robię to pierwszy raz – odparł wojownik

Chodzi o te tatuaże?- Spytał Klawiusz

Tak – odparł wojownik, zamknął oczy i skupił się koncentrując myśli na swoim tatuażu na plecach, który rozbłysnął nagle blaskiem jakby płonął, nagle rozpłynął się w mgłę – zniknął, po chwili materializując się w postaci chmury obok wojownika – chmura zaczęła pomału rosnąć – aż w końcu stała się naprawdę sporą grupą małych punkcików ze skrzydełkami oraz małymi szczekającymi buziami – był to rój wiecznie głodnych szarańczy – wojownik skupił się coraz bardziej przypominając sobie, że mistrz wspomniał o tym, aby być pewnym zanim przyzwie się czar – przynajmniej ten.

Czuł, że nie wytrzyma długo, skoncentrował się resztkami sił i wielka teraz już kupa rzuciła się na stwora, gryząc go, ale niewiele mu robiąc.

Musimy mu pomóc – rzekł Klawiusz, wyciągając nóź i nacierając na jedną z macek – poszła z niej lepka różowa ciecz.

Nica szybko poszła w jego ślady pomagając mu swoją kataną, która mimo tego, że składała się z kilku warstw hartowanej stali, z trudem przecinała macki, natomiast wojownik słabł, widmowe szarańcze bledły, w końcu znikły zupełnie a wojownik padł na tratwę dysząc ciężko, stwór wreszcie otworzył oczy i z powrotem schował płetwy pod wodę, tymczasem puściła ostatnia macka plując lepkim sokiem zniknęła pod wodą, następnie stwór zaczął zwijać język – po kilku chwilach było wiadomo, co zrobi – wystrzeli go z ogromną prędkością roztrzaskując prymitywną łódkę na kawałki.

Pomóżcie mi – powiedziała Nica starając się jak najlepiej wyjaśnić swój plan zanim stwór zaatakuje „Wojowniku ty i ja będziemy musieli być szybcy, kiedy tylko język zostanie wypluty spróbujesz go przygwoździć toporem, ja będę odwracać uwagę stwora i najwyżej ciąć kolejne macki, jeśli będzie to konieczne ty Klawiszu, pobierz trochę tej lepkiej wydzieliny czuję, że się przyda „ wyjaśniła Nici

Po chwili wprowadzając plan w życie, stwór wypuścił swój długi brodawkowaty język a wojownik topór, który przygwoździł język potwora, kiedy ten tylko trochę wsunął się na bambusową powierzchnię, Klawiusz podszedł do niego ze swoim śrubokrętem pobierając trochę tego lepkiego czegoś do skórzanej torby, Nica natomiast miała rację stwór ponownie przypuścił atak mackami, tym razem pojawiły się one tylko na chwilę usiłując strzaskać tratwę, ale z marnym efektem, prawie każda lądowała zwinięte pod wodą krwawiąc.

Po pewnym czasie stwór był solidnie zdenerwowany, przypuścił ostateczny atak wydał dziwny przeciągły odgłos a na horyzoncie pojawiło się więcej podłużnych obiektów z paszczami gotowymi do ataku, było ich około, pięć co oznaczało poważne kłopoty, z których znalazło się nieoczekiwane wyjście.

Stwór zdołał wyszarpnąć swój język z pod topora odtrącając Klawiusza na drugi koniec tratwy a topór do wody, na szczęście wojownik mógłby go przywołać gdyby nawet spadł na samo dno oceanu – sytuacja wydawała się straszna, stwory rozpłynęły się otaczając łódkę – cztery z pięciu opłynęło ją z dwóch stron – dwa z prawej i dwa z lewej, piąty rekin podpłynął na koniec tratwy gdzie aktualnie drzemał pies wojownika, który leżał na środku tratwy dysząc ciężko wypluty z sił i z magii.

Mamy problem – stwierdził Klawiusz

No, poważny problemem – odparła Nica odgarniając włosy z twarzy, obaj mieli rację stwory ich otoczyły i w każdej chwili mogły pogryźć ich i statek i to nie męcząc się zbytnio przy tym, jednak powietrze nagle zafalowało i dało się słyszeć zbliżający się warkot – nasilał się, kiedy nagle ukazał się właściciel tego dźwięku – był to średniej wielkości metalowy helikopter unoszący się kilka metrów nad nimi, nagle w jego drzwiach stanął znajomy zgniło zielony świstak z głową przewiązaną czerwoną bandaną oraz nożem w zębach, obok niego stał ten z brązową sierścią – stał trzymając pod pachą swój karabin oraz szczerząc złote zęby.

Nie zapomnimy wam tego!- Krzyknął Barabasz w stronę wybrańców i rzucił nożem w jednego z mniejszych stworów trafił w okolice płetwy, poszła z niej ta lepka maź a ranny stwór z wściekłością zaatakował swoją macką, – która natychmiast się schowała wraz z świeżymi otworami po kulach.

No, co jest, nie będziemy całości za was odwalać – rzekł Barabasz

Na te słowa wojownik rzucił toporem trafiając jednego ze stworów w głowę, potem z powrotem go przywołał

Nieźle – pochwalił świstak

Dobra – odpalmy –rzekł po chwili naciskając czerwony guzik, robot nagle drgnął, po czym zaczął się chować – aż w końcu przypominał metalowe pudełko …. Pudełko …. Z rakietami wysuniętymi z boków

No czas na zabawę!- Powiedział robot a następnie poderwał się do lotu, przez chwilę unosił się w powietrzu a potem wystartował, jego laserowe oko wydłużyło się tworząc jakby celownik, z którego wyleciał czerwony promień, który następnie rozdzielił się na kilka czerwonych linii, które najpierw latały szybko, bez sensu – nagle zatrzymując się na pięciu rekinach otaczających tratwę

Hasta la świstak rybki! – Krzyknął robot, coś syknęło i rakiety odpaliły pozostawiając za sobą smugi dymu, przez minutę może dwie zapadła głucha cisza – rakiety jakby pobrały złe namiary rozlatując się na wszystkie strony, – z których następnie wróciły uderzając w rekiny – rozległ się ogłuszający dźwięk będący mieszanką strachu, bólu odczuwanego przez rekiny oraz huk rozpadających się podłużnych metalowych rakiet wypełnionych kilkoma kilogramami prochu zamkniętych wewnątrz latającej puszki.

Kiedy dym opadł – rekinów już nie było, schowały się pod taflę wody, która migotała teraz szybko jakby przed chwilą jakiś olbrzym wrzucił do niego kamień, odsłonił też zdziwione miny wojownika trzymającego swoją broń z niedowierzaniem jakby obrzydzeniem „Czy to, aby na pewno należy do mnie?”, Klawiusza, którego oczy o mało, co nie wystrzeliły z orbit, Nici, która ze zdziwieniem odgarniała włosy – jedynie pies, nie wykonał żadnej reakcji – chrapiąc cicho oraz puszczając kłęby pary z nosa.

Natomiast robot wykonywał różne akrobacje wokół pyska największej bestii za pomocą rurek, które wysunęły się z jego tylnej części – robił pętle, ostre zakręty czy tworzył z dymu różne obraźliwe zdania pod adresem stwora – Barabasz natomiast stał triumfalnie w drzwiach a jego czerwona bandana powiewała groźnie

Dobra zawracaj – rzekł Barabasz

Spoko szefie, jeszcze tylko z nim skończę – odparł robot

Wybrańcy spojrzeli na niego zdziwienie jakby pokaz rakietowy ich ominął, patrzyli tak jakby obstawiali zakłady, w których to w większości przegrywa robot, który teraz zatrzymał się w powietrzu przed ryjem stwora, jego wielkimi oczami wielkości kół od roweru, patrząc na jego pysk pełen kłów, które wystawały z górnej i dolnej szczęki obleczone jakimś żółtym niezdrowym nalotem a pomiędzy którymi znajdował się ten brodawkowaty język z wyraźnym nacięciem zaznaczonym okropnym wyciekiem gęstej różowej masy, naprzeciwko jego wielkich dziur od nosa, w których z wielkim nawet dziewięćdziesięciu procentowym prawdopodobieństwem mógł istnieć własny mikro świat.

Trwało to kilka minut, – przez które wybrańcy stali jakby przymarzli do łódki, było słychać tylko ich płytkie oddechy, oraz ciężki od siarki oddech psa, Barabasz wcale tym niezdziwiony czy nawet zainteresowany wynalazł skądś cygaro, które teraz dymiło mu siedząc w jego pyszczku uniesionym do góry jakby przed chwilą odniósł wielkie zwycięstwo nad wrogiem.

Robot coś zapiszczał a rurki, które wysunęły się z niego, kiedy wykonywał powietrzne akrobacje wsunęły się z sykiem z powrotem ustępując miejsca dziwnej metalowej kulce umieszczonej na metalowym kiju

Już? – Spytał robot

Yhm – wymruczał bez zainteresowania Barabasz puszczając dwa kółka z dymu

Świetnie czas abym zrobił Ci z ryja jesień z …..

…. Do rzeczy – ponaglił świstak

Tak jest!- Krzyknął świstak

Kula zaczęła zmieniać barwę, najpierw stała się czarna, potem pomarańczowa następnie czerwona a potem zielona – w tym stadium zaczęła najpierw się powiększać zatrzymując się i rozszerzając się powoli najpierw na boki, potem do góry i na dół – po kilku sekundach w ten sposób został stworzony całkiem duży metalowy panel solarny – nagle z brzegów panelu zaczęły wysuwać się rurki …. Z tych rurek po chwili zaczęło się coś formować – były to pistolety, karabiny szturmowe i szybkostrzelne, rewolwery, granaty oraz lasery – po prostu cały arsenał jakby prosto z podziemi Centrali w Pentagonie

Było cicho i spokojnie a tu nagle jak …. Nie skończył może to i dobrze – zamiast tego ze lśniących w słońcu broi posypał się złoty deszcz łusek, które wpadały z pluskiem do wody lub spadały z brzęknięciem na tratwę

Kiedy przestało padać – rekina już nie było, robot zawrócił i wylądował w drzwiach helikoptera znów zmieniając się najpierw w robotcznego świstaka a potem obrastając skórą

Nie zapomnimy wam tego tak łatwo – rzekł Barabasz wyrzucając płonące jeszcze cygaro do wody, poszedł dym i przedmiot zatonął

Dzięki!- Krzyknął wojownik

Wypchaj się – powiedział Barabasz zanim drzwi zamknęły się z sykiem

„Czy on się uśmiechnął „ – pomyślał wojownik

Tak i tak to było, teraz cała czwórka już drugi dzień płynęła po oceanie, nagle Klawiusz coś zauważył

Spójrzcie!- Krzyknął i wskazał coś palcem

To ryba?- Spytała Nica

To samolot?- Spytał wojownik

Nie, przyjrzyjcie się, to chyba kolejny – rzekł Klawiusz i wyciągnął rękę dalej

Też to widzę – powiedziała Nica

Ja też – odparł wojownik

Pod wodą – właściwie pod taflą wody coś się kryło – wybrańcy myśleli, że to kolejny rekin lub inny zmutowany popromienny stwór, ale nie

Obiekt zaczął się wynurzać i podpływać do tratwy, – kiedy jego czubek zetknął się z łódką to coś okazało się łódką podwodną „Wojsko” pomyśleli wszyscy

Ale nie, kiedy tylko obiekt stuknął się łódką wybrańców z jego czubka z ogromną szybkością coś wyleciało – była to brudna zielona siatka, – która oplotła całą czwórkę, która zaczęła ściągać ich z tratwy w morskie odmęty…

Nica, Klawiusz i wojownik z psem otworzyli oczy – Nica odgarnęła włosy, z których wypadły jakieś glony, Klawiusz siedział oniemiały chwytając za pręty klatki i rozglądając się, bo białym pomieszczeniu, całkowicie białym – białe szafki stojące pod ścianami, białe światło sączące się z sufitu – całkowicie białym … sterylnym.

Wojownik natomiast oglądał swe tatuaże – jakby sprawdzał czy jeszcze tam są – były, ale tylko kulka lśniła ciemno niebieskim blaskiem – pozostałe dwa tatuaże jeszcze się nie odnowiły – pies natomiast charczał głośno jakby się dusił – nagle zaczął kaszleć – po ostatnim wstrząsie na białej podłodze w klatce pojawiła się ośliniona trochę nadtrawiona skórzana sakwa z lepkim czymś – pies ziewnął i zapadł w sen….

Tymczasem otworzyły się białe drzwi, – przez które weszła trójka osobników – jeden pomarszczony jakby wyszedł z tostera po niewłaściwym jego ustawieniu – na głowie miał czarny okrągły kapelusz a jego palce, jego ręce …. – Była to sama zeschnięta skóra, która formowała się w długie ostre pazury.

Drugi był niski i gruby miał szarą barwę – grube masywne ręce i nogi.

Jego twarz- szara i duża niczym napompowany balon – widniały na niej – duże usta, w których szczerzyły cienkie ostre zęby – jakby szpilki – oczy – jedno było czarne i duże jak pięść drugie białe wielkości śliwki

Trzeci osobnik – Nica miała dziwne wrażenie, że go zna – był masywnej postury – miał poważą twarz prawie bez wyrazu, jego ręce a właściwie dłonie były pełne blizn i zaschniętych strupów, – ale największa z blizn skrywała się pod koszulą – długa i precyzyjna – nie była skazą była trofeum – trofeum za oszukanie śmierci ……

Nagle ten w kapeluszu krzyknął

Jason do cholery, pośpiesz się!- Krzyknął, potem drzwi znów się otworzyły, stanął w nich kolos w białej masce chyba hokejowej, jego ręce chowały się w białych rękawiczkach, ubrany był w biały zakrwawiony fartuch – w ręce ściskał tasak.

Co jest szefie – wyseplenił i zamachnął się tasakiem

Nic – odparł tamten w kapeluszu

Co by tu z wami zrobić?- Spytał takim głosem jakby mówił do siebie

Ja wiem może zamknijmy ich w ciemnicy i czekajmy aż się pozabijają albo …. Tortury …. Tak … najpierw prądem a potem może amputacje – powiedział ten szary i zatarł ręce

A może jakieś szamanko, co? Z tego psa będzie wyborna kicha kręcona – wyseplenił ten z tasakiem, kierując maskę hokejową w stronę psa nadal pogrążonego we śnie

A może …. Zwiążmy ich i wyślijmy na przymusowe, dożywotnie prace w obozie …. Będą dostawali to, na co zasłużą …. – Nica wzdrygnęła się, przypomniała sobie ten głos ……. I jego właściciela …. To był ….. Strażnik

Nie, Nie i nie – zaprotestował ten w kapeluszu – Mamy za mało …….

Tu rozległ się nowy głos … dochodził z korytarza …….. Był świszczący i piskliwy „Cholera znowu zaspałem” – wystękał

Następnie dało się usłyszeć szybkie tupanie i po kilku minutach drzwi znów się otworzyły … nie te duże … tylko mniejsze jak dla psa …. Wtoczył się nimi …….Świstak …. Ale inny, miał cztery żółte łapy.. Podobnie jak całe ciało – jasno żółta sierść

Der, jesteś – rzekł jakby zdzwiony strażnik, mówiąc ściszonym głosem do tego z tasakiem – „Dawaj moje dwie stówy „ – ten wyjął pomięte banknoty i kilka kapsli dając je strażnikowi

Co robimy?- Spytał Der

Wiem! – Krzyknął triumfalnie ten w kapeluszu

Co wymyśliłeś Freddy?- Spytał szary

Jak to, co? Nasi przyjaciele zapłacą za nowych roboli …. Do laboratorium z nimi   …. Tylko zawiązać im oczy – rzekł Freddy

Ta jest!- Krzyknęli wszyscy i po kolei podchodzili do klatki wiążąc oczy oraz ręce każdemu z wybrańców – nawet się nie opierali.

Szary i Der wzięli Klawiusza, Jason psa, Freddy wojownika a strażnik Nicę „Pożałujesz tego” rzekł groźnie chwytając ją i pokazując palcem na bliznę na brzuchu, wyciągnęli ich z pomieszczenia i nieśli ich po korytarzach, ich kroki dudniły na metalowej podłodze – wszędzie dało się wyczuć zapach ryb …

Szli tak przez kilka monotonnych minut wypełnionych dudnieniem oraz suchymi jak piasek pustyni żartami Jasona, nagle usłyszeli dźwięk otwieranej śluzy – weszli do środka gdzie rozwiązano im oczy

Znaleźli się w pomieszczeniu wypełnionym zielonym światłem, pomieszczenie było prawie puste nie licząc kilku paneli sterujących pod ścianą i tyle …

A teraz….. – Zaczął Freddy

Idziemy na jednego …. Dokończył świstak

Nie – powiedział Freddy

Wysyłamy ich do przymusowego obozu pracy?- Spytał strażnik

Nie – rzekł Freddy

Robi kilka ton kichy kręconej?- Wyseplenił Jason

Nie – odrzekł podwyższonym tonem Freddy

Zamykamy w izolatce i patrzymy jak rzucają się sobie do gardeł?- Spytał szary

Nie!- Krzyknął Freddy i pokazał gestem ręki jeden z pulpitów sterowniczych

Przygotujcie ich – polecił i wyszedł

Jason, strażnik i świstak podeszli do wybrańców – dwóch z nich przytrzymywało a jeden wiązał, kiedy wszystko było gotowe Freddy powrócił „Świetnie” mruknął zadowolony

 Następnie podszedł do pulpitu sterowniczego i wcisnął guzik – wyraźnie zadowolony …. Nic … nacisnął ponownie nadal się uśmiechając … znowu nic …. Za trzecim razem przestał się uśmiechać, spojrzał groźnie po pozostałych zatrzymując wzrok na Jasonie

Przepraszam szefie – wyseplenił niczym dziecko postawione do kąta

Po …. Co …. Robiłeś …… tyle …. Steków …?- Wysyczał groźnie

No …. Byłem głodny – odparł Jason

Dlatego musiałeś zrobić sto pięćdziesiąt sztuk?- Spytał groźnie Freddy

Myślałem, że smakowało – powiedział Jason

Mi smakowało – odparł świstak i oblizał się

Tak, … ale wiedziałeś, że nasz piekarnik jest strasznie prądożerny – rzekł Freddy

To, co robimy?- Spytał strażnik

Wiem, co – rzekł Freddy uśmiechając się

Fex leć po G. S. W – rzekł Freddy do tego szarego

Się robi szefie – powiedział tamten i wybiegł

No, a wy, co robiliście na naszych wodach – spytał Freddy

Może jedli steki – powiedział Jason, cofając się o dwa kroki, kiedy Freddy na niego spojrzał

No, mówi się do was – rzekł Freddy

My,…. Zaczął wojownik

Co wy? – Spytał Freddy

Nic – rzekł Klawiusz

Nagle drzwi znów się otworzyły, wszedł Fex niosąc duży laser z podstawą, postawił go i uruchomił, światło na końcu lufy.

Nie chcecie gadać? Ok, za chwilę i tak głównie będzie piszczeć i chrumkać – powiedział Freddy

Tymczasem pies obudził się, cicho przepalił krępujący go knebel z taśmy a potem przegryzał kolejne więzy na łapach, leżał tak rozwiązany wypatrując dobrego momentu do ataku lub obrony.

Kiedy laser zaczął szumieć a światło z zielonego zmieniło się na niebieskie, pies delikatnie wziął skórzaną torebkę z lepkim czymś i czekał, kiedy szum stał się nieznośny, pies cisnął torbę do lufy lasera – wybuchł i krzyki wstrząsnęły laboratorium.

Wszędzie była ta różowa maź, każdy był nią obklejony – świstak przypominał kulkę gumy balonowej, Fex, wylądował przyklejony jak na krzyżu na ścianie, Freddy przykleił się do pulpitu sterowniczego a strażnik został unieruchomiony laserem, Jason natomiast z uporem maniaka próbował odkleić swój tasak, pies szybko uporał się z więzami i cała czwórka – Klawiusz z nową fryzurą na łysej głowie – miał teraz różowe afro, Wojownik z nowymi różowymi tatuażami oraz Nica z tym czymś we włosach, jedynie pies nie miał tej mazi – tylko się oblizywał

Wszyscy wybiegli z pomieszczenia zamykając drzwi, … które po chwili i tak się otworzyły, kiedy Jason nareszcie dopiął swego i odkleił tasak, poprawił maskę i wybiegł za nimi.

Ktoś wie jak stąd uciec?- Spytał Klawiusz

Nie- odparła Nica, która w biegu usuwała ze swoich włosów to różowe coś

Nagle z bocznego korytarza dobiegł znajomy głos

Choć tu moja kiszko kręcona – rzekł Jason

Mam pomysł – szepnął wojownik i zamknął oczy …. Tatuaż w kształcie kuli zamienił się w mgłę i pojawił się obok, wtedy wojownik krzyknął

Tutaj!- Prosto w korytarz, w którym był Jason

Idę po was – rzekł Jason i zaczął biec

Kiedy był blisko wojownik dał znak, kula plunęła wiązką czegoś pośredniego pomiędzy elektrycznością a światłem … Jason krzyknął i …… coś upadło na ziemię

.Kiedy opadł dym na metalowej podłodze łódki w kupce prochów, resztek szmat leżał dumnie maska hokejowa, wojownik podniósł ją i wziął ją ze sobą.

Co teraz? Spytała Nica

Teraz ….. – Zaczął Klawiusz

Idziecie z nami – powiedział Freddy idący na czele pozostałych

No, brać ich!- Wrzasnął Freddy

Na ten znak Fex tupnął masywnymi nogami niczym T Rex i stanął z bojową miną przed Klawiuszem, świstak pokazał gest gotowości bojowej uderzając dwiema pięściami o puste dłonie i stanął patrząc groźnie na psa, Freddy stanął przed wojownikiem prezentując swoje pazury, a strażnik stanął przed Nicą wyciągając czarny pistolet ze śladami zaschniętej krwi, przeładował i wycelował w gotowości do strzału.

No, szybko i sprawnie …. Zaczął Freddy

Skończycie!-Dokończył wojownik i skupił się zamykając oczy, wokół wybrańców pojawiła się niebieska mgła …. Po chwili powietrze wypełnił szum, który przerodził się w kłapanie kilkuset szczęk –dym dotąd bezkształtny przeobraził się w chmurę małych głodnych, choć widmowych szarańczy, wojownik dał znak i owady zaatakowały nacierając w małych grupach na każdego z przeciwników.

Teraz! – Krzyknął wojownik i wszyscy pobiegli przed siebie

Co teraz?- Spytała Nica

Teraz? – Spytał Klawiusz – Uciekamy

Nie!- Zaprotestował wojownik – Źródło, trzeba je zniszczyć

Co? Jakie źródło?- Spytała Nica

To nie jest przypadkowe, to, że się spotkaliśmy, to, że …. Te źródła …. Potem pogadamy, teraz musimy stąd uciec – rzekł wojownik

Jak? – Spytał Klawiusz

Wiem – powiedziała Nica triumfalnie

Co? – Spytali równocześnie wojownik i Klawiusz

Musimy przeszukać statek, źródło …. Pojawia się zawsze tam gdzie my jesteśmy – wyjaśniła

W dżungli się nie pojawiło – powiedział wojownik

Nieprawda – odparł Klawiusz

O tym potem, ja biorę strażnika – powiedziała dziewczyna

Ty chcesz z nimi walczyć?- Spytał wojownik

Dziewczyna obróciła się do niego, uśmiechała się jednym z tych uśmiechów wyjaśniających wszystko

Dobra, ja biorę kapelusznika, pies świstaka ….

A ja tego szarego … dokończył Klawiusz i wszyscy rozbiegli się po korytarzach łodzi, które śmierdziały rybom.

Nagle po niezręcznej ciszy, zabawa się zaczynała – Nica szła przez jeden z korytarzy stąpając tylko na palcach, kiedy nagle poczuła jakby czyjś oddech … chciała się obrócić … nie było to konieczne, ponieważ dobrze wiedziała, co się teraz stanie ….Znała go dobrze

Witam ….. Jak widzisz żyję – powiedział strażnik wesołym przy najmniej dla niego głosem, chwytając Nicę w pasie … ściskając mocno ….. Mocniej …. Wiedziała, co chce zrobić, jeszcze chwila i pęknie niczym balon.

Kiedy ból stał się nieznośny … niedotrzymania wtedy stał się cud … coś lub ktoś było na łódce, na pewno nie byli tu sami, był ktoś jeszcze na razie tylko tupał po dachu szukając włazu

Strażnik rozluźnił uścisk potężnych łap

Ej piracie …. Jeśli to ty … i ten twój czarny statek …. Uwierz mi, za chwilę tam wejdę i AAAAH…. Nica zamachnęła się i wykonała szybki ruch nogą …. Strażnik się zachwiał najwidoczniej nie mając tam zabezpieczenia z twardego plastiku, dziewczyna odskoczyła robią efektowną gwiazdę, wylądowała na nogach z kataną gotową do ataku.

Strażnik tymczasem wstał, przekręcił głowę na bok aż strzeliło, następnie wyjął czarny rewolwer …. Ten sam …. Ten, który tamtej nocy mógł zabić Nicę nawet chyba miał to wtedy zrobić

No, wojownicza – stwierdził strażnik – Pewnie chcesz wiedzieć jak się tu znalazłem?- Zagadnął

Nie koniecznie –odparła Nica cofając się ze spojrzeniem wbitym w strażnika

I tak Ci wyjaśnię …. Zanim zabiję ….. Powinienem to zrobić już kilka lat temu, ale nie … mała wojowniczka, której bogaty tatuś ….. Właśnie ty nawet nie wiedziałaś, kim on był prawda? –Spytał wojownik

Był …… biznesmanem, pomagał biednym – powiedziała Nica

Tak Ci powiedział … mydlił oczy ….

Nie!, Kłamiesz! – Krzyknęła dziewczyna

Tak? A tej nocy, kiedy wrócił zdenerwowany, z nikim nie gadał …. Dzień przed ….

Porwaniem …. Co wiesz! – Krzyknęła Nica

Wiem, że wylali go z pracy …. Od dwóch miesięcy był potulny jak pies ….Pracował dla mnie …. No, ale tej nocy …. Nie miał passy, kiedy skończył rozładowywać ładunek ….. Zaproponowałem mu partyjkę pokera i wódeczkę, opierał się …. Nie długo.

Na początku nawet dobrze mu szło …. Był też dobrze zalany … po trzech godzinach …. Podbił stawkę …. Przegrywając resztki majątku, ale chciał grać dalej ….. I przegrał …. A to, co zastawił … no cóż musiałem się upomnieć po zapłatę..

Kłamiesz!- Wrzasnęła Nica płakała …. Spodziewała się już bardziej czegoś w stylu „Ja jestem twoim ojcem” albo „Nie nadziei …. Nie uratujesz siebie ani twoich przyjaciół … nie uciekniecie, „ ale nie czegoś takiego, … że jest własny ojciec …. Nie miał pracy, znaczy miał …. Ale że poker …. Nie …tego było za wiele/

Spokojnie, najpierw on … potem nerwy – powiedziała cicho

No, a teraz … zabawę czas zacząć – odparł strażnik i wycelował … padł pierwszy strzał, dokładnie tam gdzie przed chwilą stała Nica

Gdzie jesteś?- Spytał przeładowując pistolet i znów strzelając, nagle znów usłyszał ten dziwny dźwięk …. Jakby na dachu … padł kolejny strzał niosąc się echem po całej łódce, został tylko jeden nabój

Nagle strażnik usłyszał kolejny dźwięk tym razem za sobą.. Odwrócił się … rozejrzał nic … na podłodze leżała tylko metalowa tuba … strażnik powoli powracał do poprzedniej pozycji.. Kiedy znów usłyszał dźwięk … znów za sobą … odwrócił się … celując rewolwerem przed siebie …. Nic

 Powrócił do poprzedniej pozycji …. Kiedy coś zimnego …. Długiego …. Wbiło mu się w brzuch …. Spojrzał przed siebie.

Dwa zero dla mnie – powiedziała triumfalnie Nica wyjmując ostrze i odchodząc

Tymczasem wojownik szedł w pełnym skupieniu … niczym żołnierz przez dżunglę lub myśliwy na polowaniu, nagle coś zgrzytnęło.. Wojownik podniósł topór myśląc, że to on …. Niósł go tak prze cały korytarz, … kiedy w wąskim przejściu podszedł bliżej ściany … nie całkiem do niej, … ale bliżej …. Nagle zgrzyt się powtórzył a dosłownie centymetry dzieliły wojownika od brązowego pazura, który zaczął się obracać ze zgrzytem … wojownik odtoczył się na bok … właśnie wtedy ogromny kawał metalowej ściany upadł z głośnym trzaskiem

Witaj ….. Jestem twoim koszmarem – powiedział Freddy

Wiem, kim jesteś – rzekł wojownik

Freddy Charles Kruger – odparł wojownik po chwili

No, dobrze, ale teraz ….. Zginiesz! –Krzyknął Fredy i splunął na podłogę

Tak myślisz?- Spytał wojownik i znów zamknął oczy … nic się nie wydarzyło

O? Nie ma mocy?- Spytał Freddy ironicznie, po czym zaszarżował z wyciągniętymi przed siebie pazurami

Wojownik zablokował atak toporem odpychając wroga.. Który poleciał do połowy korytarza uśmiechając się

Nie wiesz, z kim zadzierasz.. Jest nas o wiele więcej – rzekł Freddy teraz to koło niego zaczęła się tworzyć mgła, brązowa

Tak?- Spytał wojownik, – Kto jeszcze

Kto jeszcze? No nie wiem …. Może Jason! – Krzyknął Freddy szczerząc żółte zęby

No, za chwilę będzie po tobie – powiedział zadowolony

Tak myślisz? – Spytał wojownik – Twój koleżka nie przyjdzie … ani teraz …. Ani nigdy – rzekł wojownik

Jasne - powiedział Freddy zniknął w chmurze dymu

Wojownik rozejrzał się uważnie po korytarzu wypatrując chmury, … kiedy nagle przypomniał sobie o masce, szybko ją założył i czekał

No Jason, nareszcie jesteś …. Gdzie się podział ten szczur l? Spytał Freddy

Tutaj – powiedział wojownik ściągając maskę

Co! Nie! – Krzyknął koszmar z Ulicy Wiązów

No, co? – Spytał niewinnie wojownik kierując maskę na wroga … tym razem znów poszedł niebieski promień …. Freddy wrzasnął i zamienił w kupkę błota..

No … to tyle – powiedział wojownik i przeszedł przez dziurę w ścianie

Tymczasem pies szedł z nosem przy ziemi węsząc z nosem przy ziemi –szedł powoli i w skupieniu …. Już przez dłuższy czas niczego nie zauważając … nagle się zatrzymał i podniósł lewą nogę …. Poleciał żółty strumień a powietrze wypełnił zapach benzyny

Hej! – Krzyknęła piłka leżąca pod ścianą, … która jak już wiadomo piłką nie była, świstak wstał i rozprostował swoje sześć rąk

Co ty sobie myślisz!- Krzyknął – Żeby tak olewać porządnych obywateli …. No, co się tak głupio patrzysz? – Wyskrzeczał i zadał cios jedną z czterech łap.. Pies zaskomlał i odsunął się od Dera

No …. Teraz na poważnie –rzekł świstak i spojrzał groźnie na psa, ten zaszczekał i spojrzał na świstaka, stworek zamierzył się dwoma rękami i znów zaatakował …. Niestety potem zapadła ciemność …. Pachnąca głównie benzyną i siarką, następnie pies podniósł nogę i skończył przerwaną czynność.

Tymczasem Klawiusz zwiedzał łódkę już od dobrej godziny zwiedzając większość pomieszczeń np. dużą jadalnię pełną szarych krzeseł i stołów jakby jadało tu więcej niż cztery osoby, pod ścianą stały głośniki oraz kufer zamknięty na kłódkę, zwiedził maszynownię pełną kotłów i bulgoczących rur, które tworzyły zawiłe labirynty metalu i rdzy.

Zajrzał do składziku gdzie znalazł dużo białych torebek z zasuszonym jedzeniem oraz białe pudełko z szarą rurką do niego podłączoną – Klawiusz na podstawie rysunków, które były na obudowie zrozumiał, że przez rurę wprowadzano zasuszony obiekt, pudełko zaczynało się trząść a kiedy usłyszało się piknięcie oznaczało to, że trzeba się odsunąć i poczekać aż jedzenie wrzucone do maszyny powróci do normalnych rozmiarów.

Co ciekawe … Klawiusz, który długo zastanawiał się czy otworzyć czarne chropowate drzwi zamknięte na klucz, stał przed nimi i wymyślał …. Znaczy analizował różne scenariusze od pokoju pełnego pułapek, do pomieszczenia pełnego potworów lub klatki bez wyjścia, kiedy się przemógł i otworzył czarny zamek, który przy otwieraniu głośno może nawet za głośno zazgrzytał swoim śrubokrętem … pchnął z trudem masywne drzwi i wszedł do środka

Znalazł się w pomieszczeniu, które powinno być lepiej zabezpieczone przed włamaniem biorąc pod uwagę jego zawartość a nie tylko czarnym zamkiem łatwym do sforsowania tylko, co najmniej dwoma kłódkami lub czytnikiem linii papilarnych a nie takim chłamem.

Pomieszczenie oświetlane było przez małe kulkowate świecące na zielono żarówki zwisające z sufitu, pokój pełen był walających się po ziemi przedmiotów głównie projektów narysowanych białym pisakiem na niebieskim papierze – przedstawiały one różne skomplikowane maszyny i szkice robotów, z których Klawiusz nie wiele rozumiał, było też pełno złotych monet głównej waluty charakterystycznej dla wojska i okolicznych gangów, kapsli, którymi płaciła większość populacji po epidemii, oraz metalowe części np. śrubki, gwoździe, łyżeczki nawet plomby – waluta najbiedniejszych głównie łomiarzy, którzy krążą po domach sprzedając różne znalezione graty, wśród których jeśli ktoś znajdzie sprawdzonego dostawcę ( takiego, któremu postawi wódkę) może raz za czas liczyć Na ciekawsze rzeczy np. no nie wiem ….. Buty, ciuchy lub amunicję, którą jeśli ktoś nie potrzebuje można nieźle opchać.

Ale chłopca zaciekawiła inna rzecz – klucz o grubej rękojeści oraz okrągłej części wkręcającej służył on do modyfikacji broni poprzez odkręcanie części odpowiedzialnej za program broni, w którym znajdowały się miejsca na chipy programowe, które są odpowiedzialne za wysuwanie broni – chłopiec zwiększył swoją uwagę i rozpoczął dokładniejsze poszukiwania.

Po kilku minutach znalazł to, co chciał a nawet więcej ….Znalazł szary okrągły pojemnik, w którym przyjemnie trzeszczała jego zawartość – chipy programowe do broni – otworzył pojemnik …. Wstrzymał oddech, kiedy w jego wnętrzu znalazł pięć chipów.. I to, jakich.

Jeden czerwony z żółtym rysunkiem na obudowie przedstawiającego prostokąt z okrągłą dziurą – laser cicha, ale precyzyjna broń, drugi niebieski z białym rysunkiem – białą wypełnioną kulą – miotacz zamrażający – średnio dystansowa broń strzelająca dwoma ładunkami mrożących kul naraz – otumaniających, spowalniających lub zamrażających wroga na kilkanaście minut.

Trzeci szary z czarnym rysunkiem – kilkoma punktami połączonymi kreską tworzące nieregularny kształt – wyrzutnia siatek, która strzela lekką lnianą siatką z obcążkami utrudniającymi wydostanie się z pułapki, czwarty zielony z czerwonym rysunkiem ekranu jakieś maszyny – mini skaner, który po wprowadzeniu pewnych danych do bazy pozwala skanować otoczenie w poszukiwaniu wrogów czy choćby w celach informacyjnych – ten niestety był pusty, po wsadzeniu do pałki zaświeciła się żółta lampka oznaczająca brak danych

Piąty chip biały z szarym rysunkiem oznaczający dłuższy, co znaczy lepszy nóż – ten chip od razu został zaaplikowany do broni, pozostałe schowane do kuli a ta do skórzanej torby o większej pojemności znalezionej również w magazynie.

Teraz zadowolony chłopiec szedł dalej … nagle przystanął i wyjął kulę chcąc pozmieniać parę rzeczy –oprócz wymiany noża dokonał wymiany otwieracza na zbieracz informacji, śrubokręt zachował dodając do wolnego slotu miotacz siatki a następnie poszedł dalej, … ale nie za daleko.. Ponieważ o chwili coś z uderzającym łoskotem spadło na ziemię.

Był to Fex, który stał przed chłopcem a który najwyraźniej był na suficie, ponieważ podłoga pod jego nogami była popękana.

Choć tu!- Wrzasnął i ruszył niczym wściekły byk.

Nie!- Krzyknął chłopiec i chwycił za broń.. Nic

O problemem?- Spytał z biegu Fex – miał rację chłopiec nie przykręcił klapki zasilającej

Spokojnie – powiedział do siebie.. Zdając sobie sprawę, że klucz …. Nie miał go musiał gdzieś wypaść

No jeszcze chwila, nie ruszaj się – odparł Fex

Oszalałeś, łap mnie! – Krzyknął chłopiec, wziął rozbieg i co było strasznie ryzykowane prześlizgnął się pod nogami królika, następnie wstał i wbiegł w prawy korytarz słysząc za sobą ciężkie kroki szarego napastnika.

Po chwili był już pod czarnymi drzwiami … a tam leżał klucz, chłopiec wziął go i szybko zabrał się za przykręcanie klapki …. Gdyby ją miał … została w jego wcześniejszym miejscu pobytu.

Chłopiec rozważał dwie możliwości – wejście do składziku, które może byś ostatnie, jeśli przed przyjściem szarego typa nie znajdzie potrzebnej części wśród stery rzeczy, mógł też wrócić w tamto miejsce licząc, że klapka nie wygląda jak placek zdeptana nogą stwora.

Szybko wybrał drugą opcję puszczając się biegiem w drogę powrotną – przybiegł zdyszany, ale zadowolony, klapka leżała spokojnie na podłodze – gorzej, że nigdzie nie widział wroga, delikatnie i cicho zaczął podchodzić do klapki.. Chwycił ją triumfalnie w ręce i przykręcił … a zaraz po tym królik czy świstak albo jakaś pośrednia krzyżówka przypuścił atak z drugie końca korytarza przed rozpoczęciem biegu bijąc się w pierś niczym goryl

Kiedy był blisko – musiał przegrać, podczas biegu ani razu nie podniósł głowy, tak to byłby jeszcze zdolny do zrobienia uniku czy zaatakować ponownie jednak tego nie zrobił: nie zatrzymał się, nie zaczął nasłuchiwać, nawet węszyć – nic, bieg tępo przed siebie niczym taran napędzany silnikiem – silny, lecz bez możliwości zatrzymania, oraz ciężki do okiełznania, ponieważ piloty sterownicze ( tarany były używane w wojsku jeszcze przed epidemią), których zasięg sterowniczy mógł zostać osłabiony przez najdrobniejsze zakłócenie.

Więc kiedy królik czy też świstak albo jakaś pośrednia krzyżówka dobiegł do chłopca, ale tylko tyle – Klawiusz uruchomił chip lodowy wymawiając nazwę tego chipu cicho tak, aby stwór nie usłyszał – broń zaświeciła jasnoniebieskim światłem a z czubka wyleciały dwie białe połyskujące kule – podleciały do wroga i stanęły przed nim, ten patrzył na niezdziwiony może zmieszany – kule wykonały nagle szybki zryw pojawiając się za jego plecami – ten się odwrócił – jego sierść zmieniła się na niebieską potem coś nim wstrząsnęło a stwór zamienił się w bryłę lodu, która po chwili upadła na metalową podłogę.

Chłopiec uśmiechnął się zadowolony i ruszył w najbliższy korytarz z zamiarem powrotu do składziku, jeśli można to tak nazwać, ale w połowie drogi zatrzymał się – postanowił się upewnić, że pozostali są bezpieczni, dlatego rozpoczął przemierzanie długich metalowych ponurych korytarzy śmierdzących rybami oraz morską wodą – po kilku minutach szukania przyjaciół, zatrzymał się myśląc, że niestety wszyscy zostali wyłapani przez gościa w kapeluszu, świstaka i tego grubego i to, dlatego nie ich teraz na łódce – szybko odrzucił tę myśl i postanowił poszukać włazu na górę, – jeśli reszta gdzieś będzie to właśnie tam.

Ruszył przed siebie i dotarł do zwężającego się korytarza, miał zamiar pójść nim prosto, kiedy zauważył dziurę w bocznej ścianie – tam też skręcił znajdując się na metalowym moście – jednym a pozostałe pięć czy sześć biegnących w różne strony znajdowało się pod nim i nad nim – chłopiec nie chcąc wierzyć, że łódź jest aż taka duża rozejrzał się wokół siebie –znalazł brązowy miękki obiekt, dosyć twardy, aby wytrzymał uderzenie i nie rozpadł się w locie – wycelował i rzucił …. Obiekt wyleciał w powietrze i trafił w most – chłopiec nie usłyszał żadne trzasku czy huku, jaki wydałby obiekt gdyby trafił w most – a widział dokładnie, że trafił – mogło to oznaczać tylko jedno – pozostałe mosty nie były prawdziwe, to tylko projekcje.

Klawiusz przed pójściem dalej przejrzał swoje zapasy – czy czegoś nie zgubił lub czy coś nie wymaga uzupełnienia przy najbliższej okazji – zapas chipów leży spokojnie w metalowej kuli a ta leży w skórzanej torbie, broń – jest zawsze w gotowości, wisi pod potarganą skórzaną bluzą na brudnym skórzanym pasie – nagle zaczął węszyć – jego zmysły były wyczulone z dwóch względów – pierwszy to wirus, każdemu zarażonemu daje jakieś nowe umiejętności, ale to tylko na ten tydzień czy dwa … potem do piachu, przynajmniej tak było do czasu.. On żył i to od dawna, kiedy podobno miał być w piasku, czasami zastanawiał się czy zwierzęta, które stały się ofiarami epidemii mogą umrzeć poprzez zarażenie wirusem – przecież dodatkowa para łap czy ponadprzeciętna inteligencja nieograniczająca się tylko do budowy prostych pułapek, ale do tworzenia własnych rozbudowanych społeczności jak np. w przypadku tych świstaków.

W jego przypadku wyostrzyły się podstawowe zmysły inne lepiej drugie gorzej –słuch zwiększył się znacznie, kiedy się skupił mógł usłyszeć niesłyszalne dla zwykłych ludzi infradźwięki, węch potrafiący z najgorszego smrodu wyczuć konkretny zapach, wzrok – ten się pogorszył oni jeszcze o tym nie wiedzą, ale gdyby nie to, że pewnego dnia dosłownie przez przypadek nie znalazł soczewek kontaktowych byłby ślepy jak kret – wzrosła też inteligencja – może nie znacznie, ale wzrosła – potrafi teraz np. tworzyć proste pułapki czy jak było to widoczne ulepszyć syntetyczną broń ….  Niestety jego siła … już przed zachorowaniem miał problem z podniesieniem wiaderka ziemniaków, kiedy mieszkał jeszcze w domu.. Lub nie potrafił się obronić przed pospolitym menelem a ulicy, w walce polegał na inteligencji, wiedzy oraz szukaniu słabych punktów wrogów …… nie potrafiłby posługiwać się blasterem czy zwykłym pistoletem lub mieczem.

A drugi to jak on to nazywał „syndrom dziecka ulicy „, nawet gdyby nie był chory to żyjąc przez kilka lat wśród śmieci i brudu – jego zmysły przeszły by podobną transformację, ale nie tak dużą jak w połączeniu z wirusem, chłopiec się odwrócił odszedł parę kroków i podniósł z ziemi kilka kudłów – lekko żółtawych i dziwnie pachnących na pewno nie rybami czy morską wodą, ale czymś innym.

Ale nad tym będzie się później zastanawiał najpierw musiał znaleźć przyjaciół, – kiedy doszedł do końca metalowego pomostu stanął przed rozdrożem – dwie drogi jedna w prawo a druga w lewo, znów się rozejrzał za czymś do rzutu – podejrzewał, że jedna z tych dróg była tylko projekcją – jednak usłyszał jakiś dźwięk, który powstrzymał przed pójściem dalej i zmusił do ponownego odwrócenia, – kiedy to zrobił nie mogło mu się wydawać … widział jakiś cień, … więc jednak ich dopadli teraz idą po niego ….. Miał rację ktoś po niego szedł..,Był gdzieś tu……… - nagle coś przeskoczyło w powietrzu chłopiec poczuł łaskotanie i zapadła ciemność.

Chyba go dopadli stwierdził wojownik, kiedy razem z Nicą oraz psem siedzieli już od dłuższego czasu pod włazem – okrągłą metalową płytą nad nimi z drabiną do niej prowadzącą, wojownik przez cały ten czas rozważał, co mogło się stać – przecież załatwił Fredd’ego, Nica zabiła tego grubego miała jeszcze świeżą krew na ostrzu – tylko, dlaczego był tak milcząca przecież sądząc po wprawie, z jaką posługiwała się bronią można było wywnioskować, że nie po raz pierwszy kogoś zabiła.

Pies raz za czas pierdział donośnie oraz wiercił niespokojnie, więc też mógł podejrzewać, że jego wróg został pokonany a może nadział się na jakieś pułapki, co było raczej wątpliwe, ponieważ kiedy on przemierzał statek nic nie zauważył – było to dziwne, – ale nie najdziwniejsze – to nastąpiło po chwili, kiedy wypowiedział zdanie, które chciał natychmiast odwołać.

„Chodźmy już do łodzi – poczekamy do jutra „ – rzekł zastanawiając się czy ich tratwa nie odpłynęła lub czy nie zatonęła.

Dobrze – odparła krótko Nica

Dlaczego tak milczysz – chciał spytać wojownik, ale postanowił poczekać, kiedy rozpoczną rozmowę o żywiołach, o tym, dlaczego się tu znaleźli.

Następnie wstali – wojownik podszedł do włazu i podniósł go wystawiając głowę na powierzchnię – nagle krzyknął, ponieważ kiedy minęło pierwszy odruch – poczuł, że coś dotyka jego czoła – było to zimne i chłodne, rozejrzał się nie odwracając głowy – zobaczył krzątające się po łódce małe istoty, które od razu rozpoznał, mimo że było ich więcej oraz miały na sobie czarne ubrania oraz kaski a także proste karabiny szturmowe

Kim jesteś?- Padło pytanie wydane przez osobnika w masce, który przykładał mu do czoła szary pistolet

Cześć Barabaszu – rzekł wojownik

Co wy robicie!?- Krzyknął świstak

Złapali nas – odrzekł wojownik

Oni? Są tam jeszcze?- Spytał świstak

Nie – rzekł wojownik

Czyli uciekli – powiedział cicho świstak – Panowie zwijamy się misja nieudana - rzekł świstak odsuwając broń

Nie, uciekli – odparł wojownik

Co się z nimi stało?- Spytał świstak

Możemy wam o tym opowiedzieć, ale ……

Ale co? – Spytał świstak

Nie mamy, czym wrócić – wojownik

Dobra weźmiemy was na nasz statek – odparł wojownik dając znak pozostałym świstakom znak do odejścia,

Nagle podszedł do niego jeden z nich

Szefie mamy go – odparł triumfalnie

Świetnie agencie 006 – rzekł świstak ukrywając prawdziwe zadowolenie

Dobra wyłaź – rzekł świstak do wojownik

Wojownik wyszedł z włazu a za nim Nica – nadal zamyślona, nieobecna a za nią pies. Kiedy tylko wyszedł nagle zaczął kaszleć a z jego paszczy zaczęła wylatywać sierść …. Kiedy wydawało się, że zaraz padnie martwy coś zaczęło wychodzić my z pyska … najpierw nogi … potem tułów i pierwsza para rąk.. Potem druga a na końcu głowa

Świstak zakaszlał i podniósł się na nogi

O Barabasz – rzekł świstak

Der …. Bracie to ty?- Spytał Barabasz jakby zobaczył ducha

No penie, że ja – rzekł świstak

Zaraz skoro, ty jesteś tu to gdzie są Ci, którzy cię tu więzili …. Nieważne ważne, że Cię znalazłem po tylu latach

Oni wcale go tu nie więzili – chciał powiedzieć wojownik

No to chodźmy …. Wy też – powiedział Barabasz i odszedł razem z bratem

Wojownik, Nica i pies, który nadal kaszlał sierścią ruszyli za świstakami po dachu łódki przechodząc z niego na pokład dużego wojskowe statku …… naprawdę dużego, o którym nie było mowy, aby była to robota świstaków.

Świstak poprowadził ich na ostatnie piętro przez dziwnie opustoszałe korytarze do jak się okazało dużego okrągłego pomieszczenia pełnego już świstaków tych znajomych, czyli czwórki napakowanych ochroniarzy siedzących przy kielichach z miodem, sędziego w białej peruce rozmawiającego z jakimś świstakiem o czarnej sierści, był nawet świstak z wielkim tęczowym irokezem o niebieskiej sierści …. A w rogu Sali na pozostałych krzesłach obok wieszaków pełnych czarnych kurtek i kasków siedziała ekipa antyterrorystyczna oraz agent 006 jak nazwał go Barabasz a … obok niego siedział Klawiusz …. Jedząc kanapkę z serem i popijając kolorowego drinka.

Barabasz wszedł do Sali

Uwaga, proszę o ciszę – rzekł uroczyście – Chciałbym powiedzieć, że operacja, do której przygotowania trwały od pięciu lat ….. – Dramatyczna pauza ….. A która miała na celu odnalezienie mojego brata zaginionego siedem lat temu tej nocy, kiedy zniknął z domu …… zakończyła się sukcesem – Uwolniliśmy Dera z łap tych potworów, którzy go porwali i więzili – tu zaprosił brata do Sali, z której rozległy się barw i okrzyki.

Kiedy wojownik tego słuchał robiło mu się niedobrze – Der porwany – mógł w to uwierzyć, ale więziony.. On, jasne.

Nagle świstak kontynuował przemowę – Udało nam się też uratować.. Oczywiście z dobrego serca ….. Z niewoli tych drabów czwórkę innych więźniów …. Znowu pauza …. Tego łysego tam rzekł świstak i wskazał na Klawiusza oraz trójkę pozostałych, którzy za chwilę do nas dołączą

Tu Klawiusz odłożył tortillę, w którą właśnie się wgryzł i rozejrzał się po Sali, – kiedy nagle dostrzegł resztę ekipy ….. Cicho wstał i szybko póki świstaki zajęte były słuchaniem Barabasza – wyszedł z pomieszczenia

Gdzie byłeś?- Spytał wojownik

Zabłądziłem na statku, kiedy ten świstak mnie złapał i wyprowadził – odparł Klawiusz

Nagle z Sali wyszedł Barabasz

Za mną proszę, wskażę wam kwatery – rzekł świstak

Przepraszam, mogę o coś zapytać – zagadnął Klawiusz

No … byle szybko – powiedział świstak

Ten statek …..- Zaczął

Nie … to nie nasz … znaleźliśmy go, kiedy dryfował na pewnej mieliźnie …. Byłem wtedy taki młody ….

Młody?- Spytał wojownik

No tak …. Miałem wtedy …… pięćdziesiąt lat  …. To były dopiero początki epidemii – rzekł świstak

Początki epidemii? Ile masz teraz lat?- Spytał Klawiusz

Ze sto będzie – odparł świstak –

Sto?- Powiedział zdziwiony wojownik

No?- A co nie wyglądam?- Spytał świstak i wskazał im troje drzwi na końcu korytarza

A ten statek … to kiedyś należał do marynarki wojennej – powiedział świstak mrucząc pod nosem myśląc, że nikt nie usłyszy „Należał, kiedy tu przyszliśmy … ciała żołnierzy były wszędzie … te mutanty nie oszczędziły nikogo”

Wojownik otworzył drzwi i cała czwórka weszła do najzwyklejszej kajuty wojskowej – z czterema hakami wiszącymi pod ścianami oraz małym drewnianym stołem i koszem na śmieci.

Co teraz? – Zagadnął Klawiusz

Teraz to opowiesz, dlaczego tak długo Cię nie było – rzekł wojownik

Za chwilę, może opowiesz o twojej walce z tym typkiem?- Spytał Klawiusz

Dobra, … ale ty zaczynasz … potem Nica – t

pisarz1111 : :

Horrory wybrane 37 Komentarze (0)
13. kwietnia 2018 22:01:00
linkologia.pl spis.pl

 Podziemia

Łopaty i kilofy znów wbiły się w ścianę skalną , i znów od kilku dniu mozolne kilku godzinne drążeniu tunelu pod nową linię metra – mając materiały wybuchowe zostaliśmy pouczeni aby użyć ich na naprawdę twardej skale , czyli dosyć głęboko –podobno ta linia ma być nowoczesna jak zresztą wszystko teraz – nawet kible które potrafią lewitować ,podobno były małe bunty w zarządzie – archeolodzy podobno nie zgodzili się na drążenie tu tunelu -  ze względu na możliwość lokalizacji tam kości dinozaurów – kości rzeczywiście były ,potem doszli jeszcze geolodzy tłumacząc aby uważać na jak zresztą napisano w raporcie – tajemniczy gaz , obojgu grupom dano łapów…znaczy ostrzeżenie , na końcu kiedy szef zarządu miotał już niewielkimi przedmiotami , nierozsądne było wiedząc że ma w sejfie broń hukową przeszkadzać mu w takiej chwili –no ale oczywiście jakiś menel napatoczył się na kilka dni przed rozpoczęciem prac – bredząc coś i zaklinając się nawet na krzyż święty aby natychmiast opuścić ten tunel podając co najmniej dziesięć nazw zjawisk oraz stworzeń żyjących pod ziemią o których się nam nie śniło – coś o strasznych ludzio kretach kopiących tunele przed wybuchem epidemii aby uratować większość gatunków , coś o inteligentnej energii z kosmosu , bogach głębokich rzek i tak dalej ……. po prostu gwarantował nam niesamowite wrażenia – miał rację było niesamowicie , tu też jest całkiem przyjemnie – jest telewizor  o miękkie łóżko oraz mini biblioteczka – szkoda że klamka jest tylko od zewnątrz , sam też miał podobno niezapomniane chwile kiedy pracownicy działu kard zrzucili się dla niego na mały prezent w formie płynnej , zabrali nas z tamtego miejsca zaraz po „wybuchu” który nastąpił o dziesiątej nie o jedenastej , zwalił wschodni a nie zachodni korytarz oraz nie był wybuchem – sam zresztą nie mogłem w to uwierzyć – ale wciskanie ludziom czegoś o czym chcą usłyszeć to mój zawód , też czasami nie wierzę w swój talent , kiedyś miałem kryzys twórczy przez dwa dni.

Teraz po „wybuchu” przewieziono nas na „badania” jak mówią dziennikarze , głupi nie jestem wiem że trochę tu posiedzimy – nie dziwię się szefowi , samemu byłem zaskoczony…..

Dzisiaj od ósmej praca szła pełną parą – do przerwy śniadaniowej o dziewiątej trzydzieści , potem wywiezienie niepotrzebnego gruzu ładując go na zardzewiałe wagony z odzysku , o dziesiątej przepraszam o jedenastej – trzymajmy się oficjalnej wersji usłyszeliśmy wybuch w „zachodnim „ korytarzu …. następnie krzyk kiedy „rury się rozszczelniły”  tak naprawdę jeden z naszych natrafił na rękę wystającą z miękkiego mułu czy błota , potem kolejny odkopał szpadlem czaszkę , jeszcze jeden cały szkielet , potem wszyscy zdjęci strachem  usiedliśmy na przegniłych ławkach popijając wodę i jedząc bułki  usłyszeliśmy chrzęst – spojrzeliśmy na ścianę która wyrazie się obsunęła ukazując białe kości ,nagle znów wstrząs mocniejszy – po którym na chwilę nas zamroczyło – wywoływała to dziwna fala uderzeniowa – padliśmy na ziemię – podnieśliśmy się oniemiali po kilku minutach – widząc przed sobą armię szkieletów w poszarpanych strojach z dzidami złamanymi w pół oraz nadpalonymi łukami – przypominając sobie starca – klęczącego przed krzyżem drżącym głosem z płaczem opowiadając historię osady zamieszkanej przez plemię Indian – ich szaman zachorował – był bezużyteczny , społeczność wygnała go z wioski grożąc śmiercią – wymknął się nocą mrucząc coś pod nosem – klątwę , przez cztery pokolenia wioskę nawiedzały klęski – ostatnią był pożar który z łatwością strawił drewniane domki , po śmierci lud miał cierpieć męczarnie dopóki szaman nie wróci …

Staliśmy oniemiali gdy nagle korytarz zasnuł się mgłą – dało się wyczuć dziwny smród , następnie kroki oraz dziwne warknięcia – nagle na horyzoncie pojawiła się widmowa bestia o czterech kłach i dwóch ogonach z orlimi skrzydłami , na nim siedział czarnoskóry osobnik wymalowany niebieskimi symbolami – mruczał coś.

Potem padliśmy na ziemię – zbudzili nas dziennikarze żadni wywiadu oraz szefostwo , kierownik nas przesłuchiwał – w połowie trzeciej rozmowy odebrał telefon – po dziesięciu minutach przyjechało białe auto bez tablic rejestracyjnych …….. „Czas na badania „ powiedział lekarz kiedy siedziałem w pojeździe śmiejąc się szaleńczo…..             

pisarz1111 : :

Horrory wybrane 36 Komentarze (0)
13. kwietnia 2018 22:00:00
linkologia.pl spis.pl

 Plansza

Choć będzie fajnie? – mówili . Co się może stać mówili? . No właśnie też tak myślałem , w końcu to ja byłem głównym organizatorem – ja załatwiłem drinki z pobliskiego baru , wszystkie chłodne koktajle i parę energetyków.

Potem zamówiłem pizzę oczywiście dla Brake oraz Lee z podwójnym serem oraz tabasco – to chyba jedyna rzecz która pozostała w nich stała od czasu ukończenia studiów –kiedyś strach było wyjść z pokoju – szanse na to że obleje cię wiadro wody przy otwieraniu drzwi , że przykleisz się do wychodka czy pośliźniesz na skórce od banana koło schodów o mało co nie tracąc zębów – drastycznie rosły , potem zobaczyłbyś łysą czaszkę z czerwoną kreską na lewej stronie twarzy , chude cielsko oraz krzywy nos – Brake oraz rudy trochę bardziej gruby oraz tym razem z dwoma małymi palcami u lewej ręki – Drake którzy pokładają się ze śmiechu – teraz odkąd z nimi rozmawiałem dwa dni temu – zupełni inni ludzie – jeden chyba pierwszy – kierownik działu marketingu a drugi pracownik w bibliotece miejskiej , jedną pizzę z salami i oregano dla gościa specjalnego oraz dla siebie wegetariańską z brokułami oraz jeszcze pieczone jabłka  – wszystko ze zniżką z kartą stałego klienta.

Upiekłem frytki męcząc się trochę przy obieraniu ziemniaków tępym nożem – zapominam aby kupić ostrzałkę , nie lubię burgerów czy zapiekanek i innych fast foodów – pizzę zamawiam w sprawdzonej restauracji od lat , zresztą prowadzi ją mój wuj Meksykanin , większość potraw zawsze na ostro – bez sosu czy ostrej papryki nie tam prawie niczego.

Frytki oczywiście ze świeżych ziemniaków , z sosem grzybowym i ziołami mojego pomysłu – początkującego kucharza – lubię gotować głównie z owoców i warzyw np. sałatka z ogórka ,papryki i sera z parmezanem , lub własne postacie jadalne np. ananas z oczami z pomidorów oraz mieczem z papryki.

Bracia mieli przygotować filmy – ufam im w tej kwestii jak wujkowi w kwestii pizz – to prywatnie zapaleni filmowcy , dla nich nie ma w tej kwestii pytań bez odpowiedzi  , w sieci siedzą po dwie godziny na forach lub na YouTube oglądając zwiastuny ,kręcą też własne filmy – robią małą karierę.

Będzie też Less – przez całe studia długowłosa brunetka  , potem po pierwszym półroczu blondynka a na koniec czarne włosy – krótkie mimo że to miała być męska impreza – Less powiedziała że nie możemy całą noc oglądać filmów ,rzekła więc że przyniesie kilka planszówek ze swojego sklepu z grami –w tym jedną którą sprzedał jej tajemniczy jegomość w czarnym płaszczu – impreza zaczęła się o dwudziestej , bracia nadjechali pierwsi i zaczęli wygrażać płytą z filmem abyśmy go puścili i obejrzeli – Less przyszła o dwudziestej pierwszej  przez korki dobrze że nie odwołała , dobrze że przyszła.

Na pierwszy ogień poszło coś trochę niepokojącego na pobudzenie atmosfery –na scenie kiedy na ekranie pojawił się czarny korytarz z pojedynczymi tylko snopami światła oraz kiedy zaczęły grać mroczne organy –Less przytuliła się do mnie ze strachem , po dwóch godzinach o dwudziestej trzeciej zaczęła się dyskusja – w co gramy?

Chińczyk? ,warcaby? czy……. nowa gra , którą Brake wyciągnął z kosza a która miała być na później na po przekąskach , okładka przedstawiała jaskinię w której świecą zielone i niebieskie oraz czerwone oczy – gra nie miała nazwy , po otwarciu ukazała się plansza – z ponad stu polami przedstawionymi jako trzy drogi – szara i naznaczona pułapkami ale wysoko punktowana , czerwona i nieregularna jakby krew oraz zielona z zdobieniami w kształcie liści , instrukcja wspominana coś o dobrym wyborze , wspominała o nagrodzie jak i karze , mówiła o sile i porażce na dole widniały dwa cytaty  „Trzy drogi przed tobą przyjacielu mój – życie , śmierć i ból….. oraz drugi „To gra masz kilka żyć – nie marnuj ich”.

Zaczęliśmy grę – była naprawdę ciekawa , chodziło w niej o to aby iść przez planszę uważając na stwory z najgorszych koszmarów czające się na nieostrożnych i słabych – za każdego były punkty – różne – wszystko trwało trzy godziny , nie pamiętam kto wygrał ale kończąc podzieliliśmy się zadaniami – Less miała pozmywać , bracia posprzątać po seansie ja zająłem się grami – nagle zorientowałem się że już dłuższą chwilę wpatruję się w okładkę gry ,jakbym czegoś szukał – czegoś nieistniejącego.

Położyłem się zmęczony – zasnąłem momentalnie – znalazłem się na kamiennym bloku w ciemności która nagle przeszła przemianę – najpierw zerwał się gwałtowny wiatr i po prawej pojawiła  się  ścieżka jakby z cienkiego lodu – ale to nie był lód ,tyko dym w którym szybowało mnóstwo pułapek , następnie pojawił się wielki mięsisty stwór – nagle wybuchł a jego krew spłynęła z góry tworząc ścieżkę , potem po lewej wyrosło drzewo – widziałem cały cykl od nasionka , do sadzonki i wielkiego monumentu , nagle upadło ze starości – tworząc trzecią ścieżkę.

Następnie z kurzu pojawił się napis – był inny niż wcześniej „ To gra – masz tylko jedno życie , Pamiętaj nie ma powtórki”

pisarz1111 : :

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
2526272829301
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
303112345

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii